Łukaszenka przekonuje, że sankcje to wyraz bezsilności Zachodu. I straszy… wprowadzeniem w kraju stanu wojennego

Alaksandr Łukaszenka w czasie wizyty w obwodzie grodzieńskim zapewnił, że władze Białorusi przygotowywały się do wprowadzenia sankcji i wiedzą, jakie mogą być ich konsekwencje.

Rządzący na Białorusi podkreślił, że produkcja na żadnym z przedsiębiorstw nie powinna się zmniejszać.

– Musimy pokazać tym łajdakom po drugiej stronie granicy, że ich sankcje to wyraz ich bezsilności. I zrobimy to – powiedział.

Objęty sankcjami białoruski oligarcha Aleksin sprzedaje swoje banki

Alaksandr Łukaszenka mobilizował społeczeństwo.

– Nie daj Boże będzie wojna, wszyscy tutaj byśmy wszystko zrobili i bronili kraju. Dlaczego teraz, w stosunkowo pokojowy czas nie chcemy popracować? Kluczem jest dyscyplina. Tylko dyscyplina – mówił.

Przekonywał też, że jest ona równoznaczna z dyktaturą, ponieważ przy produkcji nie ma miejsca na demokrację.

– Ja nie jestem Dudą, ja jestem człowiekiem przemysłu – podkreślił, przeciwstawiając się z jakiegoś powodu w tej kwestii akurat polskiemu prezydentowi.

Niewykluczone, że do tych sąsiedzkich i nadgranicznych odwołań skłoniło go właśnie to, że miejscem jego wizyty była ferma Chanczycy-Nioman, która należy do grodzieńskiej fabryki tytoniowej Nioman. Przedstawiciele władz regionu pokazywali mu na wykresach, że sankcje UE nie powinny spowodować większych konsekwencji niż nieznaczne „obsunięcie” produkcji, bo europejskie rynki wcale nie są najważniejsze. Łukaszenka zareagował kategorycznie.

– Żadnych obsunięć! – zażądał, zwracając się do szefa władz obwodu Uładzimira Karanika, a pośrednio – także do swojego przedstawiciela w regionie, Juryja Karajewa (byłego szefa MSW). – Niech Karajew ubiera generalski mundur, a panu też nadamy stopień generał-majora. I naprzód! Stan wojenny, jeśli trzeba. Ale żadnych obsunięć!

Łukaszenka do wojskowych: będziecie walczyć wewnątrz kraju

Jak jednak tłumaczy nawet państwowa agencja Biełta, główny białoruski producent papierosów może spotkać się z problemami. Mają one jakoby wynikać z tego, że każde z państw broni swojego rynku. To jakoby ma być przyczyna, zdaniem rządzącego, w oskarżeniach o przemyt papierosów.

– To są towary akcyzowe. Bezpośredni dochód dla budżetu. Dlatego i Polacy i Litwini, Ukraińcy i Rosjanie próbują obronić swój rynek. Dlatego teraz krzyczą, że my ich zarzucamy przemytem. To walczcie przeciwko kontrabandzie tak, jak my walczymy – mówił.

Rekordowa próba przemytu papierosów z Białorusi do Polski

Wbrew twierdzeniom Alaksandra Łukaszenki, Białoruś nie musi walczyć z przemytem papierosów, ponieważ są one najtańsze w regionie i to z tego kraju kwitnie przemyt, nie tylko na Zachód, ale też na Ukrainę i do Rosji. W ostatnim czasie polscy i litewscy celnicy regularnie zatrzymują nielegalnie wwożone papierosy.

Białoruskie „towary eksportowe”? Papierosy przemycano w nawozach potasowych

pp, cez/belsat.eu wg Biełta

Wiadomości