Incydent na Morzu Czarnym: operacja dezinformacji i odstraszania Zachodu

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Wirtualne ostrzelanie brytyjskiego niszczyciela pokazuje jak Rosjanie stosują zasady hybrydowej „zimnej wojny”. Eskalacja odbywa się głównie w przestrzeni medialnej, ale jej skutki mogą być całkiem rzeczywiste.

Wczoraj należący do Brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej niszczyciel HMS Defender płynął z ukraińskiego portu w Odessie do gruzińskiego w Poti. Opływał tym samym Krym, cały czas trzymając się szlaku biegnącego przez wody ukraińskie i międzynarodowe. Tyle wiadomo na pewno. Po południu przez światowe media przemknęła informacja, że HMS Defender był ostrzelany przez Rosjan, gdy naruszył rosyjskie wody terytorialne wokół Krymu. Źródłem tych informacji były rosyjskie agencje (TASS i wojskowy kanał Zwiezda).

Rosjanie twierdzą, że „ostrzegawczo ostrzelali” brytyjski okręt. Londyn zaprzecza

Według Rosjan kuter patrolowy należący do ich Floty Czarnomorskiej o 12.09 oddał strzały ostrzegawcze, wstrzeliwując się z pokładowego systemu artyleryjskiego przed Defendera. Dziesięć minut później rosyjski bombowiec Su-24M zrzucił na kursie brytyjskiego niszczyciela cztery bomby lotnicze. Po kolejnych czterech minutach Brytyjczycy mieli opuścić obszar, który Rosjanie uważają za swoje wody terytorialne. Tyle relacji rosyjskiej, której całkowicie zaprzeczył Londyn.

– W stronę HMS Defender nie oddano żadnych strzałów i nie uznajemy stwierdzenia, że na jego drodze zrzucone były bomby – napisało brytyjskie ministerstwo obrony w komunikacie.

Londyn zapewnia, że ich niszczyciel nie wpłynął na rosyjskie wody terytorialne. Natomiast rzeczywiście, jak to zwykle bywa, był obserwowany przez znajdujące się w pobliżu rosyjskie jednostki. Dodatkowo ostrzał brytyjskiego niszczyciela uprawdopodobniały odbywające się w pobliżu, na rosyjskich wodach, ćwiczenia artyleryjskie. Wiele wskazuje zatem, że Moskwa podjęła się skoordynowanej z działaniami własnej floty operacji dezinformacyjnej. Zaangażowana w nią była również dyplomacja, gdyż rosyjski MSZ wezwał „na dywanik” attaché wojskowego Wielkiej Brytanii. Po to, żeby obarczyć Brytyjczyków winą za naruszenie rosyjskich wód terytorialnych.

Kreml: incydent z udziałem brytyjskiego okrętu był świadomą prowokacją

Sztuka prowokacji

Jak Rosjanie zamierzają akcentować swoje postrzeganie Morza Czarnego, jako rosyjskiej strefy wpływów przekonali się Amerykanie już siedem lat temu. To wtedy, w czasie wciąż domykanej operacji aneksji ukraińskiego Krymu, na Morzu Czarnym pojawił się amerykański niszczyciel USS Donald Cook i 15 kwietnia 2014 r. para rosyjskich Su-24M wykonała serię niebezpiecznych przelotów w pobliżu okrętu. Rok później rosyjskie samoloty próbowały zmusić do opuszczenia rzekomo rosyjskich wód terytorialnych wokół Krymu amerykański niszczyciel USS Ross. W 2016 r. znów doszło do podobnego incydentu z udziałem Su-24M i USS Donald Cook. Tym razem na Bałtyku. Rok temu rosyjscy piloci z obwodu kaliningradzkiego znowu próbowali zbliżyć się do Donalda Cooka na Bałtyku. Tym razem byli przechwyceni przez belgijskie F-16.

Podobne incydenty zdarzają się coraz częściej i nie wynikają z brawury pilotów, ale z zaplanowanych działań i zaplanowanej operacji dezinformacyjnej. W każdym z tych przypadków, a szczególnie w pierwszych incydentach wokół Krymu Rosjanie podjęli się bezprecedensowej dezinformacji: jakoby ich systemy walki elektronicznej (WRE) na suchojach dezaktywowały obronę amerykańskich niszczycieli i wywołały panikę na ich pokładach. Legenda o sparaliżowanych strachem amerykańskich marynarzach żyje w internecie do dziś.

Moskwa przetestowała wówczas potencjał tego typu akcji dezinformacyjnej. Wczoraj podjęła się podobnej. Tym razem wobec Brytyjczyków.

BBC: ponad 20 samolotów i 2 rosyjskie okręty podążały za HMS Defender

Moskwa przynajmniej w mediach chciała pokazać, że jest zdolna do działań agresywnych, na granicy konfrontacji zbrojnej. To element specyficznej, hybrydowej „zimnej wojny”. W tej sprzed upadku „żelaznej kurtyny” tego typu incydenty zdarzały się, ale raczej były skrywane. I zawsze groziły niekontrolowanym rozwojem wydarzeń w kierunku potężnego konfliktu zbrojnego między USA i ZSRR. Dowódcy okrętów mieli to zawsze w tyle głowy. Coś takiego jak ostrzał w pobliżu okrętu był wtedy działaniem na skraju ryzyka wojny. W hybrydowej wersji „zimnej wojny” nic nie jest naprawdę.

MSZ Ukrainy: ostrzelanie HMS Defender to dowód, że Rosja stanowi zagrożenie na Morzu Czarnym

Chodzi o oddziaływanie na społeczeństwa, w tym wypadku – brytyjskie, za pomocą mediów. O pokazanie Brytyjczykom: trzymajcie się z dala od Ukrainy i Morza Czarnego, bo to grozi wojną. A nie bynajmniej o autentyczną demonstrację możliwości militarnych. Pod tym względem Rosja jest stroną po prostu słabszą, więc próbuje paraliżować Zachód wojną informacyjną.

Cele Rosjan są dość oczywiste. To po pierwsze zaakcentowanie, że będą bronić Krymu. Po drugie, demonstracja monopolu na projekcję siły na Morzu Czarnym i pokaz niezadowolenia z aktywności państw NATO w tym regionie. I po trzecie przygrywka przed spodziewaną dalszą eskalacją napięcia i presji wywieranej na Ukrainę. Przed zaplanowanymi na wrzesień dużymi, rosyjsko-białoruskimi manewrami Zapad 2021 natężenie tego typu incydentów wokół Krymu i Donbasu będzie rosło.

Gra o Krym

Od siedmiu lat basen Morza Czarnego jest jednym z najbardziej zapalnych regionów w Europie. To tam ścinają się interesy Ukrainy, państw NATO, ale i partykularne Turcji oraz Rosji. Moskwa traktuje akwen jako swoją wyłączną strefę wpływu i obszar wypychania i blokowania wpływów NATO. Dodatkowo rosyjskie alergiczne reakcje potęgują specjalne relacje, oraz wsparcie dla Ukrainy ze strony USA, Turcji, a ostatnio coraz aktywniejszej Wielkiej Brytanii.

Co ważne współpraca z Ukrainą, oraz zaangażowanie państw NATO w regionie czarnomorskim przybiera systemowy charakter. Np. tegoroczne natowskie ćwiczenia Defender Europe 21 rozpoczęte 6 maja koncentrowały się wokół Morza Czarnego i na samym akwenie. W największych ćwiczeniach Sabre Guardian brało udział 13 tys. żołnierzy. Odbywały się m.in. na poligonach Rumunii i Bułgarii.

Europa przedłużyła sankcje za okupowanie Krymu przez Rosję

Dodatkowo, już poza relacjami w ramach NATO, rośnie aktywność Brytyjczyków. Dwa okręty Royal Navy (niszczyciel typu 45 i fregata typ 43) wypłynęły w kierunku Morza Czarnego w kwietniu, kiedy Rosja potęgowała napięcie i koncentrowała pod pozorem ćwiczeń znaczne siły wojskowe wokół granicy z Ukrainą. Samoloty zwiadowcze RAF RC-135 wykonały osiem misji monitorujących aktywność rosyjskich wojsk, a myśliwce Typhoon z bazy w Rumunii przeprowadziły patrole nad Morzem Czarnym.

Ukraina jest wyjątkowo ważna dla Londynu nie tylko jako sojusznik, państwo borykające się z rosyjską agresją i element geopolitycznej układanki. Po utracie Krymu Kijów musi na nowo zbudować swoją Flotę Czarnomorską. Stworzyć siły morskie zdolne do szybkiego operowania w strefie przybrzeżnej, ale też reagowania na zagrożenie dla ukraińskich interesów, szlaków morskich i infrastruktury na Morzu Czarnym i Azowskim. Oraz do odpierania ewentualnej rosyjskiej operacji desantowej. Do tego potrzeba nowych baz i nowych, niewielkich, ale dobrze uzbrojonych jednostek, a także okrętów zdolnych do walki z minami. Jeszcze w październiku ubiegłego roku Wołodymyr Zełenski zawarł z Brytyjczykami umowę intencyjną.

Londyn zadeklarował wsparcie dla budowy ukraińskiej floty: kredyty, technologie, okręty i pomoc w budowie nowych baz. To właśnie m.in. w celu zatwierdzenia tamtej umowy przypłynął do Odessy HMS Defender. Żeby nadać wydarzeniu odpowiedniej oprawy memorandum podpisane było 21 czerwca właśnie na pokładzie niszczyciela Royal Navy.

W ramach podpisanego memorandum Ukraina dostanie 1,25 mld. funtów brytyjskiego kredytu. Brytyjczycy wezmą udział w budowie ośmiu kutrów rakietowych oraz baz morskich. Ukraina kupi również dwa trałowce typu Sandown. Po tych uroczystościach HMS Defender udał się do Gruzji i właśnie wtedy spotkał się z rosyjską operacją morsko-propagandową. Jej celem było m.in. uzmysłowienie Brytyjczykom, że wspieranie Ukrainy i interesy z Kijowem na Morzu Czarnym będą miały swoją cenę. Akurat w Londynie panuje jednak zrozumienie, że ustąpienie Rosji dziś, pod presją tego typu operacji jak w przypadku HMS Defender, będzie miało znacznie wyższą cenę w przyszłości.

New York Times, Zełenski i Blinken zgodni. Rosja na razie pozoruje wycofanie wojsk

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów