Po co było uprowadzać samolot? Eksperci – o celach i konsekwencjach specoperacji Łukaszenki

Zemsta Łukaszenki, sygnał reżimu wysłany opozycji i społeczeństwu czy rozgrywka Moskwy? Swoimi opiniami podzielili się obserwatorzy białoruskiej sceny politycznej.

Głównym czynnikiem, który wpłynął na decyzję władz w Mińsku była zamsta – uważa miński politolog Walery Karbalewicz:

– To zemsta za te „nieprzyjemności”, które Raman Pratasiewicz sprawił białoruskim władzom latem, podczas zeszłorocznych protestów, kiedy był redaktorem naczelnym kanału w Telegramie, który na Białorusi obecnie jest uznany za ekstremistyczny – powiedział naszym dziennikarzom ekspert.

Karbalewicz podkreśla, że w przypadku niedawnego ataku przypuszczonego na największy białoruski portal informacyjny TUT.by reżim mógł myśleć, że zapobiegnie dzięki tej akcji jakiegoś zagrożenia dla siebie. Ale przecież Pratasiewicz dawno odszedł z kanału NEXTA, a ten, w którym pracował ostatnio – „Biełaruś gołownogo mozga” – jest znacznie mniej wpływowy i popularny.

Raman Pratasiewicz. Zdj. Telegram.me

– Dlatego raczej to po prostu zemsta. Oraz demonstracja wszystkim przeciwnikom reżimu tego, że wszyscy zostaną ukaraniu – twierdzi Karbalewicz.

Jest on również zdania, że reakcja Zachodu na ten incydent nie będzie „zbyt radykalna”:

– Może jakieś linie lotnicze nie zechcą więcej latać na Białoruś. Może będą jakieś sankcje przeciwko przewoźnikowi Belavia. Ale dla białoruskich władz to teraz w ogóle nie jest ważne – zauważa.

Komentator polityczny Alaksandr Kłaskouski uważa z kolei, że sytuacja z aresztowaniem Pratasiewicza skomplikuje stosunki Mińska z Europą. Tylko, że i ta kwestia nie jest dla władz Białorusi priorytetem:

– Możliwe, że uważają tam, iż skoro jest już taka sytuacja, to ten incydent nic nie zmieni. I tak są wprowadzane sankcje, i tak nie ma perspektyw dialogu. Dlatego można maksymalnie „wyczyścić” pole polityczne. Myślę, że nadrzędnym zadaniem białoruskich władz jest dziś podniesienie poziomu strach w społeczeństwie. A tak czy inaczej, ta historia pokazuje, że białoruski reżim ma naprawdę długie ręce – ostrzega Kłaskouski.

Szef polskiego MSZ rozmawiał z liderką białoruskiej opozycji o „państwowym terroryzmie” reżimu w Mińsku

Komentator przypomina przy tym, że już wcześniej przedstawiciele resortów siłowych obiecali tępić opozycję nawet za granicą.

– To, co wydarzyło się z Pratasiewiczem bardzo przypomina realizację tych gróźb. Robi się to, aby bali się oponenci władzy – i ci znajdujący się na Białorusi i ci, którzy przebywają za granicą. Żeby nawet każdy mieszczuch czuł mróz na skórze.

Do tego wszystkiego, za kratami na aresztowanego z łatwością można wywrzeć presję i zmusić go, aby „wiele opowiedział”:

– W końcu Pratasiewicz zna od kuchni informacyjną walkę z reżimem. I jeśli zjawią się jakieś jego „zeznania”, to białoruska propaganda będzie je szeroko wykorzystywać w celu dyskredytowania opozycji. Bo dla władz jest ważne, aby na wszelkie sposoby wciskać swoją wersję: że niby wszystkie protesty były inspirowane z zagranicy – mówi Kłaskouski.

„Łukaszenkę prześladuje los Ceausescu i Kaddafiego”. Eksperci o „zamachu stanu”

Nie wyklucza on też, że w tej operacji białoruskie służby specjalne współpracowały z rosyjskimi. Tym bardziej, że ostatnio był przykład takiej współpracy: zatrzymanie w Moskwie Alaksandra Fiaduty i Jurasia Ziankowicza.

– Jeżeli mówić o politycznej stronie sytuacji, to im gorsze są stosunki Mińska z Zachodem, tym bardziej Łukaszenka jest zależny od Moskwy. Nie ma innego wyjścia. Jeżeli mosty na Zachód są spalone, to musi bardziej garnąć się do Moskwy i nawet nie chcąc tego iść na jakieś znaczne ustępstwa – np. dotyczące integracyjnych „map drogowych”, sprzedaży aktywów lub rozmieszczania baz wojskowych – uważa Alaksandr Kłaskouski.

Założyciel kanału NEXTA o zatrzymaniu jego byłego redaktora: „Do końca mieliśmy nadzieję, że to jakaś pomyłka”

Również szef Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej Arsenij Silicki nie wyklucza, że operacja mająca na celu aresztowanie Ramana Pratasiewicza była przeprowadzona przy aktywnym udziale rosyjskich specsłużb i uważa to za niezwykle ważny element. To rosyjskie służby mogły bowiem przekazać stronie białoruskiej informacje, którym samolotem będzie leciał opozycyjny bloger.

– Jeżeli tak było naprawdę, to przekazanie tej informacji miało na celu sprowokowanie białoruskich władz do tych działań, które właśnie wczoraj obserwowaliśmy – sugeruje Silicki.

Jest on przekonany, że ta sprawa „wpłynie na jeszcze mocniejsze nadanie Białorusi statusu kraju-pariasa i wzmocnieniu presji sankcyjnej Zachodu”

– Wtedy wszelkie korzyści z przeprowadzenia tej operacji zostaną przekreślone przez dramatyczne straty, które poniesie państwo białoruskie wskutek sankcji – ostrzega ekspert.

Jego zdaniem sytuacją, w której Mińsk własnymi działaniami pogrąża się w międzynarodowej izolacji, jest zainteresowany przede wszystkim Kreml.

Władimir Putin wygłasza orędzie przed Zgromadzeniem Federalnym. Moskwa, 21 kwietnia 2021 r. Zdj. kremlin.ru

– Nie ulega wątpliwości, że teraz kwestia białoruska znajdzie się w agendzie spotkania Putina i Bidena. I będzie ono omawiane w ten sposób, że nie będą uwzględnione ani narodowe interesy Białorusi, ani osobiste interesy Alaksandra Łukaszenki – uważa Arsenij Silicki.

ii, cez/ belsat.eu

Wiadomości