Adwokat Mikołaj Pietrzak: białoruski reżim manifestuje przemoc wobec prawników

Wczoraj w Mińsku odbył się proces apelacyjny w sprawie dziennikarek Biełsatu Darii Czulcowej i Kaciaryny Andrejewej, które zostały skazane na dwa lata kolonii karnej za „organizację zamieszek”, a w rzeczywistości za relacjonowanie protestów. Kara została utrzymana. Proces obserwował też Siarhiej Zikracki, który za obronę dziennikarek Biełsatu został pozbawiony prawa wykonywania zawodu.

O tym, jak na Białorusi traktowani są adwokaci broniący oponentów reżimu, Piotr Pogorzelski rozmawiał w swoim podcaście Po prostu Wschód z Mikołajem Pietrzakiem, adwokatem i obrońcą praw człowieka, dziekanem okręgowej Izby Adwokackiej w Warszawie.

Mikołaj Pietrzak, zdj.: M. Borowski, adwokatura.pl

– Widzimy, że na Białorusi sędziowie są całkowicie zależni od reżimu. A jak jest z adwokatami? Czy oni mają zapewnioną jakąkolwiek niezależność?

– Białoruś w dość smutny sposób świetnie obrazuje, jak ważna jest niezależność sądownictwa i całego wymiaru sprawiedliwości, w tym także adwokatów i adwokatury. Widzimy nieszczęścia ludzkie wynikające z tego, że sędziowie zamiast być mechanizmem broniącym przed nadużyciami milicji, czy władzy wykonawczej, są sprzymierzeńcami aparatu państwowego przeciwko człowiekowi.

Apelacja odrzucona. Dziennikarki Biełsatu pozostaną za kratami

Sądy stały się aparatem represji ponieważ nie są niezależne. Sędziom można dyktować co i jak powinni orzekać. Ale częścią procesowej układanki, gwarancji bezpieczeństwa każdego człowieka, w demokratycznym państwie są nie tylko niezależne sądy, ale i adwokaci. A my widzimy, jak adwokaci są represjonowani za to, że wykonują swoje obowiązki, że bronią ludzi, bronią dziennikarzy. Dziennikarze z kolei są represjonowani wtedy, kiedy bronią praw i wolności innych, w tym relacjonują nadużycia wobec adwokatów. To koło się zamyka.

Widzimy ogromny mechanizm represji w stosunku do człowieka. Tak charakterystyczny dla państw niedemokratycznych, autorytarnych, państw silnej ręki. A na końcu tego cyklu jest nieszczęście ludzkie i to widzimy na przykładzie Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej albo mecenasa Siarhieja Zikrackiego.

– Zaraz wrócimy do pana mecenasa Zikrackiego, ale nie zacząłem naszej rozmowy od komentarza dotyczącego apelacji dziennikarek Biełsatu, bo chyba wyrok nie jest żadną niespodzianką. Rzadko się zdarza żeby odwołanie w takiej sprawie zostało przyjęte.

– Wymiar sprawiedliwości na Białorusi w sprawach dotyczących opozycji demokratycznej, wolności wypowiedzi, tam gdzie była krytyka władz, stał się równie niesprawiedliwy, jak i przewidywalny.

To wynik wieloletniej budowy aparatu sądowego służącego władzy wykonawczej. On nie stanowi bezpiecznika pomiędzy władzą wykonawczą a człowiekiem.

„Sumienie nie wróciło”. Mąż dziennikarki Biełsatu o odrzuceniu apelacji

Dobrze funkcjonujący sąd, jest sądem państwowym, ale nie jest sądem rządowym. Sąd powinien być niezależny od rządu i stanowić właśnie ten bufor bezpieczeństwa, który chroni człowieka przed nadużyciami ze strony władzy wykonawczej. Tu tak nie jest i widzimy tego skutki właśnie w postaci przewidywalności represyjnych wyroków wobec dziennikarzy, adwokatów, opozycji demokratycznej i zwyczajnych obywateli, którzy po prostu chcą zabierać głos krytyczny w stosunku do władz.

– Wspomniał pan o adwokacie Siarhieju Zakrickim. On był na tej rozprawie, obserwował ją, ale już nie jako adwokat, ponieważ stracił prawo do wykonywania zawodu. To chyba bardzo mocna broń reżimu – pozbawienie adwokatów prawa do wykonywania zawodu. Tych, którzy bronią w procesach politycznych.

– W zdrowym państwie adwokaci zrzeszają się w samorząd. Jest on właśnie z tego powodu tak ważny, ponieważ jest niezależny od władzy wykonawczej, tak jak sądy. W związku z tym samorząd decyduje, który z adwokatów ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną, najsurowszą odpowiedzialność dyscyplinarną i może na przykład zostać wydalony z adwokatury. Tu mamy sytuację, w której Ministerstwo Sprawiedliwości może w ramach tak zwanej weryfikacji usunąć człowieka z zawodu, a kolegium adwokackie, które jest niby niezależne, a w istocie podlega ministerstwu, władzy wykonawczej, wykonuje polecenia Ministerstwa Sprawiedliwości.

Więc zamiast adwokatów bronić, kiedy są niesprawiedliwie represjonowani za wykonywanie swojej działalności na rzecz praw człowieka, to samorząd i Ministerstwo stają się elementem represji w stosunku do adwokatów. Tak, żeby żaden adwokat nie odważył się bronić praw i wolności osób protestujących, opozycji demokratycznej, dziennikarzy czy innych adwokatów, którzy już mają kłopoty właśnie z tego powodu.

Przykład mecenasa Zikrackiego pokazuje, jak ważna jest niezależna adwokatura. W innych państwach często tego nie doceniamy, a powinniśmy pobierać gorzką naukę na przykładzie Białorusi.

Wyrok nie był „za łagodny”. Dziennikarka wyjdzie na wolność za miesiąc

– Czy my wiemy, ilu ludzi jest gotowych bronić oponentów reżimu mimo tych ryzyk?

– Prawdziwy test adwokata, sędziego to nie jest znajomość przepisów prawa. Ich każdy może się nauczyć. To jest test charakteru w takich chwilach i jest to niestety test heroizmu w przypadku adwokatów na Białorusi. W Polsce, jak adwokat podejmuje się sprawy niepopularnej z perspektywy władzy, może go to narazić na jakieś słowa krytyki ze strony ministra, może mieć dodatkową kontrolę podatkową. Tylko tyle.

Adwokaci na Białorusi, którzy podejmują się konsekwentnie obrony praw i wolności, w najlepszym razie mogą zostać usunięci z zawodu, ale mogą też spotkać się z poważniejszymi konsekwencjami.

Wystarczy tu przypomnieć przypadki mecenasów Ludmiły Kazak, Maksima Znaka, Ilji Saleja [obrońców opozycjonistów]. Powiedzmy to wprost: jest już cała lista ofiar tego systemu represji, ale też ludzi odważnych, którzy konsekwentnie stali za wartościami adwokackimi, obywatelskimi, prawami i wolnościami. Właśnie w takich chwilach testowana jest prawdziwa natura adwokata, sędziego, czy rzeczywiście broni swoich wartości, czy ulega presji.

Białoruś: adwokaci opozycji stracili licencje

– Wymienił pan tych adwokatów, z których część trafiła do aresztów, więzień. Często represje na Białorusi są porównywane do czasów Związku Radzieckiego, okresu stalinizmu. Czy to można porównać też do tego, co się działo w Polsce za czasów PRL?

– W Polsce w czasach stalinizmu tak, ale jednak w czasach późniejszego PRLu takie przypadki, takiej bezpośredniej presji, były rzadkie. Oczywiście tacy adwokaci, jak Maciej Bednarkiewicz spotykali się z wyjątkową presją. Nasz późniejszym prezes Naczelnej Rady Adwokackiej w czasach wolnej Polski, w latach ‘80 był aresztowany i siedział w celi razem z pospolitymi kryminalistami. To była represja za jego działalność obrończą, bo obronił opozycji. Inni adwokaci, tacy jak Jan Olszewski, Aniela Steinsbergowa też byli represjonowani, spotykali się z różnymi szykanami, właśnie za to, że odważyli się bronić opozycji demokratycznej, robotników, studentów.

To co widzimy na Białorusi przypomina te czasy. Tyle że jest nacechowane o wiele większym terrorem i jawną przemocą. Trudno nie odnieść wrażenia, że reżim białoruski stara się manifestować tę przemoc, nie ukrywa się z nią.

Tym to się różni od niektórych momentów Polski komunistycznej, w której jednak liczono się z opinią publiczną. Te represje były mniej widoczne, a przypadki porwania adwokatów, masowego wydalania ich z adwokatury były jednak rzadkie. Nawet za najmroczniejszej komuny samorząd adwokacki był niezależny, cieszył się niezależnością w ramach systemu komunistycznego. Na Białorusi mamy do czynienia z zupełnie kontrolowanym przez władze państwowe samorządem i instrumentami przysługującymi ministrowi sprawiedliwości, które pozwalają wydalić adwokata. Nawet za komuny w Polsce było to nie do pomyślenia.

Tragikomedia po białorusku. Tuzin najbardziej absurdalnych wyroków politycznych

– Alaksandr Łukaszenka nie będzie jednak wiecznym prezydentem. Czy Pana zdaniem, będzie po jego odejściu możliwa odbudowa wymiaru sprawiedliwości na Białorusi? Czy to będzie musiało oznaczać zwolnienie wszystkich sędziów i przyjęcie nowych ludzi na te stanowiska?

– Zdrowo funkcjonujący wymiar sprawiedliwości jest niezależny i cieszący się legitymacją moralną. Jakaś postać wymiany pokoleniowej jest nieuchronna przy zmianie ustroju na demokratyczny. Jakaś postać weryfikacji. Ale to Białorusini będą musieli przejść przez serię trudnych wyborów, które w języku prawniczym nazywają się sprawiedliwością okresu przejściowego. To się wiąże z rozliczeniem służb, udziału w policji, w służbach prokuratorskich, sędziowskich.

Uczestnikom protestu z Pińska grozi od 5,5 do 6,5 lat więzienia i gigantyczna kara pieniężna

Przecież nie wszyscy sędziowie, czy prokuratorzy są źli, nie wszyscy uczestniczą bezpośrednio w łamaniu praw człowieka. Ale to jest bardzo trudne zadanie, w którym będzie musiała w pewnym momencie zmierzyć się wolna białoruska władza państwowa, a wierzę w to że ten moment nadejdzie. Nie ma jednego dobrego modelu, ale wiem jedno: wymiar sprawiedliwości musi być niezależny od władzy rządowej i jest ogromna pokusa, gdy opozycja dochodzi do władzy, by podporządkować sobie sądownictwo. To błąd. Dobra władza daje sądownictwu i adwokaturze niezależność nawet ryzykując, że to sądownictwo czasami krytycznie tę władzę oceni.

Z mecenasem Mikołajem Pietrzakiem rozmawiał Piotr Pogorzelski. Tekst to rozbudowana wersja wywiadu, który ukazał się w podcaście „Po prostu Wschód” w piątek 23 kwietnia 2021 r. i został udostępniony belsat.eu przez autora.

pp/belsat.eu

Wiadomości