Dzień Wolności: kolejny etap walki o demokrację

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Białoruską opozycję czeka wielki test. Nie chodzi jednak o frekwencję w czasie jutrzejszych manifestacji Dnia Wolności. Tylko o plan, co robić dalej i jak potęgować presję na Łukaszenkę, oraz proponować Białorusinom wielką zmianę.

Wczorajsze zatrzymanie, a później skazanie na 15 dni aresztu Andżeliki Borys, szefowej Związku Polaków na Białorusi, pokazuje intencje Alaksandra Łukaszenki. Chce uderzyć w polską mniejszość i jedną z ostatnich, znaczących i niezależnych organizacji, jaką jest nieuznawany przez władze Związek Polaków na Białorusi. Chodzi jednak o coś więcej. O rozpętanie wojny etnicznej na Białorusi w przededniu jutrzejszego Dnia Woli i prawdopodobnego początku nowej fali protestów. Łukaszenka nie ma już zbyt wielu argumentów, jak przekonać Białorusinów do siebie. Stawia więc na polaryzację. Na ostry konflikt w społeczeństwie.

Białoruscy Polacy oburzeni zatrzymaniem Andżeliki Borys. Reżim organizuje antypolskie pikiety

Chce prostego podziału: on, obrońca iluzorycznej „jedności narodowej” i tradycji (rozumianej jako mariaż spuścizny po ZSRR i kulturowych powiązań z Rosją oraz prawosławia). Z drugiej strony – oni czyli m.in. polska mniejszość reprezentująca Zachód. To melodia dobrze znana w Moskwie i bardzo miła dla uszu Putina. W tym narysowanym przez Łukaszenkę obrazku opartym na prostej dychotomii „oni” są źli z założenia: słuchają poleceń z Zachodu i forsują nacjonalizm. A nawet faszyzm. To słowo zawsze jest wcale nie takim ostatnim, bo często używanym argumentem w propagandzie Łukaszenki, ale i Kremla. Właśnie w tym celu prowadzona jest od kilku tygodni nagonka na Polaków.

Brak zgody na świętowanie Dnia Wolności, oraz trwająca od wielu miesięcy groteskowa wojna z biało-czerwono-białymi flagami (a nawet namalowanymi farbą na śniegu czerwonymi paskami) dowodzą, że Łukaszenka niemal instynktownie spycha białoruską niepodległość do worka z napisem: faszyzm i zachodni oraz polski imperializm. Dla opozycji narzucenie takiego podziału jest utrudnieniem, ale i szansą. Pod warunkiem, że ma plan, jak ograć Łukaszenkę.

Ekspert: Władze w Mińsku próbują połączyć zwolenników protestów z nazizmem

Stan gry

Zimą białoruskie protesty wyraźnie osłabły. Z powodu brutalnych represji, zatrzymań, pogłębiającej się depresji, ale i warunków klimatycznych, czy zwykłego zmęczenia. Z obozu Swiatłany Cichanouskiej słychać było zapewnienia, że to tylko zimowa przerwa dla zebrania sił. A protesty ruszą na wiosnę. Symbolicznym początkiem nowego otwarcia ma być jutrzejszy Dzień Wolności, czyli tradycyjnie obchodzone przez środowiska niepodległościowe rocznica ogłoszenia pierwszej białoruskiej republiki w 1918 r.

Demonstracje 25 marca były organizowane przez środowiska opozycyjne co roku. I co roku spotykały się z represjami i próbami powstrzymania. Nie inaczej będzie jutro. Władze od wielu tygodni szykują się na marcowe protesty. Czy to groźbami i straszeniem krwawą rozprawą, użyciem regularnych sił zbrojnych razem z siłami milicyjnymi itd. Nic w tym nowego. Tak samo Łukaszenka straszył w lipcu przed wyborami 9 sierpnia, i po nich. Nie tylko zresztą straszył, ale i eskalował przemoc na ulicach na niespotykaną wcześniej skalę.

Szef KGB zgłasza gotowość przed wiosennymi protestami

Biorąc pod uwagę masowe represje i wyeliminowanie wielu liderów, czy też nawet co aktywniejszych uczestników protestów za pomocą kar więzienia, wypędzenia z kraju, czy zastraszenia – powrót do tej skali manifestacji, jaką widzieliśmy na Białorusi w sierpniu, wrześniu czy październiku, będzie trudny.

Trzy zimowe miesiące były czasem zamrożenia. Łukaszenka (choćby organizując Zgromadzenie Ludowe w lutym) zakonserwował przekonanie, że ubiegłoroczne protesty były jedynie krótkotrwałą anomalią i wszystko wróciło do normy. Po to powstała idea „zgody narodowej” i zaplanowane referendum w sprawie zmian w konstytucji. To jedyne zmiany, na które zgodził się Łukaszenka. Pozorne i całkowicie przez niego kontrolowane.

Łukaszenka do „delegatów narodu”: zostaliśmy brutalnie zaatakowani z zewnątrz, to próba blitzkriegu

W czasie trzech zimowych miesięcy Łukaszence udało się również umocnić sojusz z Rosją. Nie wiadomo za jaką cenę, bo informacje ze spotkań z Władimirem Putinem w Soczi były wyjątkowo skąpe. Jasne jest jednak, że Łukaszenka stracił możliwość prowadzenia wahadłowej polityki i naciskania na Rosję za pomocą sygnałów, że chce i może dogadać się z Zachodem. Drogę do choćby pozorowanego dialogu z Europą i USA już sobie odciął. Pozostały mu objęcia Putina. Łukaszenka bardzo gorliwie stara się w nie wpasować.

Łukaszenka w objęciach Putina

Po stronie opozycji zimowe miesiące również były pracowite. Patrząc na jej możliwości wykonania kolejnych ruchów i potencjalną strategię przeciwnicy Łukaszenki są w gorszej sytuacji, niż w sierpniu 2020 r. Po pierwsze nie mają już za sobą efektu świeżości, jaki wniosła Swiatłana Cichanouskaja i jej otoczenie. Po drugie, długotrwałe represje i widoczny w pewnym momencie już w listopadzie i grudniu brak pomysłu na dalsze wykorzystanie społecznego sprzeciwu, doprowadziły do pogłębienia się zmęczenia Białorusinów. Wielu z nich zaczęło tracić nadzieję. A przecież nadzieja była najważniejszym paliwem największych protestów.

To wtedy, kiedy Łukaszenka chował się za szpalerami OMON-u i pokazywał oznaki histerii, rosła nadzieja, że to już kwestia dni, może tygodni, jak dyktatura upadnie. Tak się nie stało. Mało tego, Łukaszenka sprawia wrażenie, jakby odetchnął z ulgą i nie zamierzał odchodzić. Przyznał łaskawie i dość złośliwie, że Białorusini na pewno będą mieli innego prezydenta.

Wielki plan?

Celem opozycji jest, by owo „kiedyś” nastąpiło stosunkowo szybko. Swiatłana Cichanouskaja i jej ludzie prowadzili przez ostatnie miesiące imponującą kampanię dyplomatyczną jak na skromne możliwości bazującego na Litwie ośrodka emigracji politycznej. Pozyskiwali sympatię europejskich i amerykańskich polityków i społeczeństw. To bardzo ważne, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Łukaszenka został uznany w świecie demokratycznym za postać wyklętą i niegodną rozmów.

Cichanouskaja chce mocniejszej reakcji z zagranicy i mobilizacji sojuszników

To co było naprawdę ważne dla obudzenia się z zimowego snu, to inicjatywa Cichanouskiej z 18 marca. Czyli głosowanie w sprawie poparcia planu negocjacji z Łukaszenką, przy mediacji instytucji międzynarodowych. Oczywiste jest, że Łukaszenka odmówi. Głosowanie (na internetowej platformie Hołas) już wywołało panikę w szeregach władzy i próby blokowania go środkami technicznymi.

Ponad 600 tys. oddanych głosów (mimo utrudnień) pokazało jednak, że aktywność i oczekiwanie na zmiany są duże. Bo należy brać pod uwagą głównie osoby aktywne w sieci. Co ważniejsze głosowanie jest sygnałem, że opozycja ma jednak plan wykraczający poza kolejne demonstracje. Widać to było w czasie Forum im.Kalinouskiego w Wilnie, gdzie jeden z doradców liderki białoruskiej opozycji, Franak Wiaczorka mówił o potrzebie „mapy drogowej” jak doprowadzić do wolnych wyborów.

Forum Kalinowskiego w Wilnie: demokratyczny Zachód rozmawia o kryzysie na Białorusi

Dziś bowiem jasne jest, że droga do zmian na Białorusi będzie dłuższa niż wydawało się ponad pół roku temu. Z jednej strony erozja państwa Łukaszenki będzie postępowała. Teraz, kiedy uzyskał od Rosji gwarancje wsparcia, kroplówkę kredytów, motywacje by reformować system choćby w minimalnym stopniu będą słabe. Raczej skończą się na kolejnej rundzie pozorowania reform. Nacisk na nie położą Rosjanie, ale patrząc na narastającą, konserwatywną wobec wszelkich zmian falę w samej Rosji, również ich determinacja będzie skupiała się jedynie na sferze twardego bezpieczeństwa i tych obszarach gospodarki, którymi są sami zainteresowani.

Łukaszenka: nie rozmawiam z Putinem o konstytucji

Dla opozycji skupionej wokół Cichanouskiej to szansa, by wysuwać kolejne propozycje zmian systemowych i z nimi dotrzeć do Białorusinów. Nie mogą kojarzyć ruchu opozycyjnego wyłącznie z ulicznymi protestami i sprzeciwem wobec władzy Łukaszenki. To bardzo trudne zadanie. Reżim już dawno zlikwidował niezależną prasę. Kanały informacyjne właściwie są ograniczone do telewizji Biełsat i internetu.

Jak reżim Łukaszenki stara się zniszczyć niezależne media

Szansą dla opozycji jest potęgowanie aktywności na wszystkich frontach. Nie tylko w ulicznych manifestacjach, ale i docieraniu do szerokich grup społecznych. Ubiegłoroczne konfrontacje w czasie protestów, organizacja oddolna tego ruchu, czy nieudane próby organizacji strajków nie poszły na marne. Pozostały po nich „policzeni” aktywni i zdolni do pracy ludzie, pozostała wiedza i technologia organizowania protestu. Można ją wykorzystać do bardziej pozytywistycznej pracy u podstaw i przekonywania Białorusinów, że zmiana nie oznacza, jak twierdzi propaganda – katastrofy.

Tylko odzyskanie prawdziwej niepodległości z szansą na normalny rozwój. Jutrzejsze święto może być początkiem takiego właśnie, odświeżonego dialogu z Białorusinami. Łukaszenka będzie zwalczał owe niepodległościowe hasła pod sztandarami obrony starego porządku. Tym lepiej. Bo erozja „starego porządku” oraz zmęczenie nim jest na Białorusi oczywiste. A co najważniejsze, nieustanie postępują.

Partie centralnie planowane, czyli „demokratyzacja” według Łukaszenki

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów