„Referenda” pod lufą. Mieszkańcy okupowanych obwodów Ukrainy zmuszani do głosowania za przyłączeniem do Rosji

W okupowanych przez Rosję obwodach Ukrainy – ługańskim, donieckim, zaporoskim i chersońskim – rozpoczęło się dziś tzw. referendum w sprawie przyłączenia tych regionów do Rosji. Władze Ukrainy alarmują, że okupanci zmuszają ludność miejscową do głosowania wbrew ich woli.

W okupowanym przez Rosję obwodzie chersońskim na południu Ukrainy mieszkańcy nie chcą brać udziału w pseudoreferendum, a uzbrojeni Rosjanie chodzą od drzwi do drzwi i zmuszają ludzi do składania podpisów – podał portal ZN.UA.

Według portalu Rosjanie grożą tym, którzy nie chcą głosować w pseudoreferendum, więc ludzie starają się nawet nie otwierać drzwi. Lojalne wobec Ukrainy władze Chersonia apelują do mieszkańców, aby w miarę możliwości unikali miejsc, w których organizowane są pseudoreferenda, nie wychodzili z domów i nie otwierali drzwi nieznajomym.

Do utworzonych przez Rosjan komisji wyborczych przewożeni są pracownicy przedsiębiorstw komunalnych. W Chersoniu komisje urządzono na terenie kilkunastu szkół. Aktywiści ruchu o nazwie Żółta Wstążka informują, że przywieziono tam ludzi z anektowanego Krymu i ustawiono ich przed komisjami, by w ten sposób imitować poparcie ludności dla pseudoreferendum.

W niektórych wsiach obwodu chersońskiego podpisy za mieszkańców składają wojskowi rosyjscy. Gdzie indziej wojskowi razem z ludźmi, których nazywają szefami komisji, obchodzą domy i zmuszają mieszkańców, by podpisali się na kartach do głosowania.

Ukraińcy protestują przeciwko „referendum” w przyfrontowej miejscowości

Podobnie sytuacja wygląda w okupowanym Mariupolu. Według doradcy lojalnego wobec Kijowa mera tego miasta Petra Andriuszczenki, mieszkańcy zmuszani są do głosowania w pseudoreferendum w sprawie „dołączenia” do Rosji pod lufami broni automatycznej.

W Mariupolu tzw. komisje wyborcze rozlokowano w sklepach i nielicznych kawiarniach – pisze Andriuszczenko w Telegramie. Na opublikowanym przez niego zdjęciu widać też ludzi głosujących na ulicy. Jak dodaje, tzw. komisje wyborcze świecą pustką. Nie ma w nich oddzielonych przestrzeni umożliwiających potajemne oddanie głosu. Odpowiedzi udzielane są pod obserwacją ludzi z bronią automatyczną.

By zmusić ludzi do głosowania, członkowie komisji przychodzą do mieszkań w towarzystwie dwóch osób uzbrojonych w broń automatyczną. Komisja ma ze sobą urnę wyborczą i biuletyny do głosowania.

– Pukają do drzwi mieszkań/domów, zmuszają sąsiadów, by wyciągali ludzi do komisji – pisze Andriuszczenko, apelując do mieszkańców, by nie otwierali drzwi.

Na terenach okupowanych przez Rosję rozpoczęły się „referenda”

lp/ belsat.eu wg PAP

Wiadomości