Mobilizacja jako wskaźnik klęski Putina

Witalij
Portnikow

Decyzja prezydenta Rosji Władimira Putina o przeprowadzeniu fikcyjnych referendów w okupowanych przez Rosję regionach Ukrainy i ogłoszeniu mobilizacji rezerwistów po raz kolejny udowodniła, że rozpoczęta przez Putina 24 lutego „operacja specjalna” wcale nie przebiega zgodnie z planem.

Ukraińskie media twierdzą, że partyzanci na terenach okupowanych zaczęli wywieszać takie ulotki. Nowa Kachowka, obwód chersoński, Ukraina. 22 września 2022 roku. Napis brzmi „Nowa Kachowka to Ukraina. Nie dla referendum!”. Zdj. ТСН новини / Telegram

Aneksja pod pozorem „referendów”

O „referendach” mówiło się praktycznie od pierwszych dni wojny. Już wtedy twierdzono, że uznanie przez Władimira Putina „niepodległości” tzw. republik ludowych to wstęp do opóźnionej aneksji. Kreml odrzucił jednak klasyczny scenariusz krymski. W 2014 roku wojska rosyjskie kontrolowały praktycznie całe terytorium Krymu, sięgając aż po granice administracyjne autonomii. Oczywiście, Moskwa chciała osiągnąć ten sam cel z „republikami ludowymi” Donbasu i innymi okupowanymi terytoriami. Niemniej jednak w tej chwili wojska rosyjskie kontrolują większość terytorium tylko w obwodach ługańskim i chersońskim, a i tu tracą grunt pod nogami w wielu miejscowościach.

W ciągu pół roku wojska rosyjskie wciąż nie zdołały dotrzeć do granic administracyjnych obwodu donieckiego, choć był to oficjalnie ogłoszony powód ataku na Ukrainę. W obwodzie zaporoskim okupanci nie kontrolują nie tylko większości terytorium obwodu, ale także samego centrum obwodu. A jednak Putin zdecydował się na przeprowadzenie „referendów”, chociaż aneksja terytoriów po ich przeprowadzeniu tworzy zupełnie nową sytuację – wojna, z punktu widzenia rosyjskiego przywództwa, będzie już toczona na terytorium Federacji Rosyjskiej. Z jednej strony zwiększa to możliwość szantażu – na przykład poprzez groźbę użycia broni jądrowej. Z drugiej strony utrata jakiegokolwiek terytorium wyglądałaby zupełnie inaczej niż walki pozycyjne na terytorium innego państwa – Ukrainy czy nawet „DRL”.

Rosyjskie pseudoreferenda: fikcja masowego głosowania i masowego poparcia

Ponadto aneksja ukraińskich terytoriów spowodowałaby, że Krym straciłby swój wyłączny status jako ziemia sporna i sakralna dla Rosjan. Teraz nawet zwolennik Putina nie może nie zauważyć, że w aneksji Krymu w 2014 roku nie było nic wyjątkowego – Władimir Putin po prostu zagarnął to, co mógł zagarnąć.

Klęska operacji specjalnej

To, że Władimir Putin chce utrzymać zagarnięte terytoria i zająć nowe poprzez zarządzenie masowej mobilizacji – wciąż nie wiemy, ilu Rosjan zamierza oddać pod broń: 300 tysięcy według ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu czy milion według Nowej Gaziety. Europa – to tak naprawdę nie sukces, ale porażka operacji specjalnej.

Rosyjscy zmobilizowani poborowi gromadzą się przed punktem zbiórki, by trafić do jednostek wojskowych Wschodniego Okręgu Wojskowego. Jakuck, Rosja. 23 września 2022 roku. Zdj. AP

Przecież wysłane na wojnę wojska Putina powinny już dawno zająć cały Donbas i południe, obalić rząd Ukrainy i stworzyć marionetkowy reżim w Kijowie. A w konsekwencji, nie mając dostępu do granic administracyjnych regionów, trzeba zacząć mobilizować i zająć się wymianą głównego lobbysty rosyjskich interesów w Kijowie Wiktora Medwedczuka, którego Putin z pewnością chciałby widzieć na najważniejszych stanowiskach w marionetkowej administracji.

Z niewoli wróciło 215 ukraińskich jeńców. Zostali wymienieni za oligarchę Wiktora Medwedczuka i 55 Rosjan

Oczywiście przed nami jeszcze wiele niepokojących miesięcy. Ale na razie są to wszystko wskaźniki porażki. A także jako wskaźniki „popularności” wojny Putina – Rosjanie dosłownie uciekają z kraju we wszystkich możliwych kierunkach.

Dobrze pamiętam pierwszy poranek wojny powitany we Lwowie. Syreny przeciwlotnicze, czarne niebo – i kolejki w wojskowych komendach uzupełnień i sklepach z bronią. Kolejki te bardzo różnią się od tłumów na rosyjskich lotniskach i przejściach granicznych. Przecież tak jest zawsze, gdy jedni chcą bronić ojczyzny, a inni nie chcą uczestniczyć w agresywnych wojnach swoich zbrodniczych władz.

Witalij Portnikow dla Vot-Tak.tv / belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów