„Wycieczka” na Białoruś: jak Mińsk został bramą do Europy dla imigrantów?

Migranci zatrzymywani na Litwie zgodnie twierdzą, że najpierw przylecieli do Mińska. Mówią również o tajemniczych osobach, które im „zorganizowały” ryzykowną podróż.

W tymczasowych obozach przy litewskich strażnicach w pobliżu granicy z Białorusią ciągle przybywa nowych uchodźców. Białoruskie media rządowe oskarżają Litwę o „nazistowskie” praktyki i maltretowanie migrantów. Wilno podejmuje kolejne próby powstrzymania nielegalnej migracji przez Białoruś. Ponieważ nie ma możliwości rozmawiania z władzami w Mińsku, litewski minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis wybrał się do Turcji i Iraku, by przekonać tamtejsze władze do podjęcia kroków przeciw pośrednikom i ograniczenia lotów z Bagdadu, czy Stambułu do Mińska. Bo to właśnie tą drogą migranci dostają się na Białoruś, a potem podejmują się forsowania granicy z Litwą. Niestety były to próby nieudane.

W obozie dla uchodźców na Litwie. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

W Bagdadzie i Istambule mówią, że do Mińska latają loty komercyjne. A migranci twierdzą, że na Białoruś lecą na wykupioną legalnie wycieczkę. Litewski MSZ wzywa teraz UE do wprowadzenia sankcji na Białoruś za prowadzoną przez Alaksandra Łukaszenkę polityką migracyjną i de facto atak na Litwę za pomocą nielegalnej migracji.

Turystyka migracyjna

 

Minister Lansbergis nie tylko nic nie wskórał w Bagdadzie. Lotów jest nawet więcej. Np. dziś można zarezerwować najbliższy lot Iraqi Airways z Bagdadu do Mińska na przyszłą środę 28 lipca za 400 dolarów. Niedawno był jeden-dwa loty w tygodniu, teraz są prawie codziennie. Na najbliższe dni – wyprzedane. Z Istambułu do Mińska w liniach Turkish są cztery loty dziennie w cenie od ok. 1500 do ponad 2000 zł.

Litwa zaniepokojona zwiększoną liczba rejsów Iraqi Airways z Bagdadu do Mińska

Taką drogą dotarł na Litwę Irakijczyk Setżat. Leciał bezpośrednio z Bagdadu do Mińska. Kiedyś studiował w rosyjskim Permie, ale wrócił do Iraku. Zastał tam wojnę i stan permanentnego zagrożenia. Mimo że wojna z tzw. Państwem Islamskim się już skończyła, większość Irakijczyków w obozach na Litwie właśnie tak opisuje swój kraj: wojna, zamachy i zagrożenie.

Setżat spędził na Białorusi pięć dni zanim przerzucono go na Litwę. 19 lipca 2021 r. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Inny Irakijczyk, Ahmed, twierdzi, że w Bagdadzie dobrze mu się żyło. Miał własny biznes, dobry samochód. A jednak wszystko sprzedał i postanowił jechać do Europy. Mówi, że może zostać na Litwie, byleby żyć w stabilnym państwie, bez terroryzmu.

Dzieci migrantów w litewskim szpitalu, bo na Białorusi „ludzie w maskach dali im tabletki”

Podróż na Białoruś jest droga. Wbrew temu, co się pojawiało wcześniej w mediach – nie kosztuje jednak kilkunastu tysięcy dolarów. Większość migrantów zainwestowała w nią sumę 3-4 tys. dolarów od osoby. To koszt biletu i opłacenia pośredników. Choć oficjalnie to cena wycieczki krajoznawczej na Białoruś oraz białoruskiej wizy. Tę można załatwić przez ambasadę Białorusi w Ankarze, gdyż nie ma placówki białoruskiej w Bagdadzie, jej rolę pełni misja w Turcji.

– Dostajesz numer do kogoś, dzwonisz po przylocie do Mińska, jakiś facet odebrał mnie i rodzinę z lotniska i zawiózł do hotelu za miastem, tam spędziliśmy kilka dni – opowiada Achmed.

Jeden z „mieszkańców” obozu dla uchodźców na Litwie. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Potem bus wiózł go dwie godziny. Czekali do zmroku. W nocy pokazali im drogę i kazali iść tak długo jak się da. Jeden z przewodników podszedł z nimi prawie do słupków granicznych. Dalej szli już sami. Byli przygotowani na zatrzymanie przez litewską straż graniczną. Migranci idący na Litwę są inni niż ci, którzy wędrowali przez Bałkany do Europy w czasie wielkiego kryzysu migracyjnego w 2015 r. Są to bardzo często ludzie, którzy mają już w Niemczech, Francji, czy Holandii krewnych. Są też stosunkowo zamożni, stać ich było na zaryzykowanie niebagatelnej jak na biedniejsze państwa Bliskiego Wschodu kwoty kilku tysięcy dolarów (dla rodziny to już kwota kilkukrotnie większa).

Poczekalnia Europy

Często znają języki: angielski, niemiecki, rosyjski, czy francuski. Są wśród nich tacy, którzy mają już za sobą doświadczenie nieudanych wypraw do Europy. Ci, albo byli deportowani, albo nie udało im się dostać w poprzednich latach. Np. dwóch Afrykanów w jednym z litewskich obozów, jeden z Mali, drugi z Konga, wcześniej długo mieszkało w Turcji. Kraj ten od dawna pełni rolę migracyjnego przedsionka Europy, swojego rodzaju poczekalni.

Nad Niemnem: gorąca granica Europy

Zresztą po tylu latach nielegalnej migracji do UE w rejonie śródziemnomorskim większość z migrantów doskonale orientuje się w procedurach unijnych i w tym, co ich może czekać. Migranci chętnie mówią, skąd pochodzą, ale bez szczegółów. Prawie wszyscy Irakijczycy mówią np. , że są z Bagdadu. No i nie mają dokumentów. Ludzie, którzy ich zaprowadzili na granicę po białoruskiej stronie, zabrali im je, albo kazali je wyrzucić.

– Oznacza to, że ktoś, kto organizuje operację werbowania chętnych w taką podróż na Litwę przez Białoruś, jest dobrze zorientowany w realiach migracyjnego podziemia i ma dobre kontakty w tych środowiskach na Bliskim Wschodzie – mówi anonimowo jeden z litewskich strażników granicznych.

Funkcjonariusze Frontexu na Litwie. 20 lipca 2021 r. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Władze Litwy, ale i UE, są pewne, że Łukaszenka prowadzi za pomocą migrantów wrogą operację.

– Okłamują was, nie bądźcie wspólnikami przestępstwa – apeluje do mieszkańców Bliskiego Wschodu litewski minister spraw zagranicznych, chcąc ich zniechęcić do ryzykownej podróży.

Tyle że to tak nie działa. Nawet wśród irackiej klasy średniej chęć przedostania się do Europy jest tak duża, że wiedząc o ryzyku, są w stanie je podjąć. Zwłaszcza że pracujący dla służb Łukaszenki agenci werbujący migrantów opowiadają im, że Litwini tylko trochę ich potrzymają w obozach, a potem wypuszczą. Może być jednak inaczej.

Obóz dla uchodźców na Litwie. 19 lipca 2021. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Zarówno Litwa, jak i wspomagająca ją UE i europejska agencja straży granicznej Frontex mają na celu uszczelnienie granicy z Białorusią. Jeśli to się uda, a migranci będą nadal przybywać do Mińska, to wtedy Białoruś, choć na mniejszą skalę niż Turcja, stanie się poczekalnią u wrót Europy. Na dalszym etapie Litwini i UE chcą weryfikacji migrantów i ekstradycji do ich krajów ojczystych. Władze Iraku są temu niechętne.

Patrol z Frontexem, czyli jak chronione są granice Europy nad Niemnem

Jednak bez współpracy Iraku i Turcji przy identyfikacji migrantów, trudno będzie zorganizować ich powrót, oraz udowodnić, że białoruskie władze maczały palce w procederze i wyciągnąć konsekwencje. Achmed, jeden z Irakijczyków, mówi, że właśnie na to liczy, że sprawa utknie w dyplomatycznych przepychankach, a w tym czasie on rozpocznie nowe życie w Europie.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości