Protesty w Rosji: ostateczna bitwa czy falstart?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Były brutalne zatrzymania i widowiskowe happeningi. Aktywni opozycyjni Rosjanie pokazali solidarność z Aleksiejem Nawalnym, ale wrażenia na Władimirze Putinie nie zrobili.

Wczorajsze protesty w rosyjskich miastach były największe od czasu poprzedniej fali – z drugiej połowy stycznia i początku lutego. W czasie wystąpień 23 stycznia na ulice 120 miast wyszło od 130 do 160 tys. Rosjan. Zatrzymano wtedy ok. 3,5 tys. osób. Wczoraj protestowało wg. opozycji 10-25 tys. Zatrzymano 1777 osób.

Zimą rosyjska opozycja zapowiedziała pauzę w ulicznych demonstracjach. I obiecała, że powróci do protestu wiosną. Celem taktycznym jest uwolnienie Aleksieja Nawalnego. Od czasu poprzednich protestów Nawalny nie tylko został skazany na odwieszenie wyroku ponad dwóch lata kolonii karnej, ale i wysłany do łagru w Pokrowie, w obwodzie włodzimierskim.

Stan opozycjonisty w kolonii stale się pogarsza. Ogłosił głodówkę w proteście przeciw niedopuszczaniu go do lekarza. Według adwokatów, którzy mieli ograniczony kontakt z Nawalnym, schudł o 20 kg i jest w fatalnym stanie, a władze więzienia przeniosły go do innej kolonii na tzw. oddział szpitalny.

Rosjanie wyszli wczoraj na ulice właśnie po to, żeby pokazać solidarność z Nawalnym. Na stronach i profilach internetowych aktywistów pojawiło się nawet określenie: „finalna bitwa”. Jeśli tak miało być, to wczoraj nie doszło do ostatecznej rozgrywki. Owszem, na ulice wyszło sporo protestujących. Manifestacje odbyły się po południu i wieczorem w Moskwie, Petersburgu, Władywostoku, Omsku, Tomsku i kilku innych, większych miastach.

„Nie boimy się”. Demonstracje w obronie Nawalnego w rosyjskich miastach

Policja pacyfikowała protesty. Najgorzej było w Petersburgu, gdzie doszło do brutalnych zatrzymań, bicia, a funkcjonariusze używali paralizatorów elektrycznych bez powodu. Jeden z opozycyjnych publicystów, Aleksander Ryklin napisał na Facebooku: „140 tys. zgłosiło się w internecie, że weźmie udział w proteście… Gdzie jesteście, bohaterowie internetu, jakoś was nie widzę?”

Trzy Rosje

Co się stało wczoraj w Rosji? Władimir Putin wygłosił orędzie i zapewnił, że Rosja wychodzi z kryzysu i jest silna. Taki wniosek można wyciągnąć na podstawie dzisiejszej, rosyjskiej prasy i relacji w państwowej telewizji. Ani słowa o protestach w sprawie Nawalnego. Opozycjonista znowu stał się dla Kremla i jego propagandy anonimowym, jednym z półmilionowej rzeszy więźniów i aresztantów.

O protestach informowały nieliczne i poddawane nieustannej presji media niezależne (jak np. strona radia Swoboda, która jest codziennie obarczana wynoszącymi już ponad milion dolarów karami, za to, że nie są publikowane informacje, że redakcja jest „obcym agentem”) oraz przede wszystkim media społecznościowe. Tam pełno było podawanych dalej filmików z manifestacji i dowodów na brutalność policji.

Tym żyła wczoraj druga Rosja. Aktywna i solidaryzująca się z cierpiącym w łagrze Nawalnym. Ta Rosja, która martwi się co będzie, kiedy najbardziej znany na świecie opozycjonista i lider ich nadziei będzie systematycznie mordowany za kratami.

Prawie 1800 osób zatrzymano w Rosji

Jest i trzecia Rosja. Ta, która obojętnie wzruszyła ramionami zarówno na orędzie Putina, jak i na protesty. Ta Rosja wczoraj o 19.40 włączyła w stacji NTV najnowszy, rosyjski serial o dzielnych oficerach floty pt. „Głęboka zatoka”, w przerwie ziewając na skrótach relacji z orędzia Putina. Wcześniej ta Rosja irytowała się stojąc w większych niż zwykle korkach z powodu „jakiś tam znowu protestów w centrum”.

Ta Rosja jest największa. O nią walczy zarówno Putin, jak i opozycja. Putin bardziej zdaje sobie sprawę, że trzeba panować nad nieaktywną masą, żeby rządzić. Opozycja mniej, bo póki co, rozmawia wyłącznie z tymi aktywnymi, tymi którym na czymkolwiek zależy i są w stanie podjąć ryzyko walki o zmiany.

Ale w zasadzie zarówno Putin, jak i Nawalny póki co nie potrafią dotrzeć do serca trzeciej, najliczniejszej Rosji. Putin dawno się jej znudził. Jest tolerowany z przyzwyczajenia i strachu, że jego brak oznaczałby rewolucyjne zmiany, a tych większość Rosjan się boi. Los Nawalnego – co pokazują sondaże, budzi współczucie, ale głównie u młodych Rosjan (prawie połowa z nich nie zgadza się z wyrokiem dla opozycjonisty). Dla większości jest mało zrozumiałe, czego chce Nawalny i jego ekipa.

To nie była ostateczna rozgrywka

Jeśli założyć, że walka o trzecią Rosję rozegra się między dwiema pozostałymi, czyli umowną elitą władzy i opozycyjną, aktywną ulicą, to nadal ulica nie ma wystarczająco sił, by skutecznie nacisnąć na putinowską władzę. Nawet w czasie wczorajszego orędzia Putin ani nie zająknął się wprost na temat Aleksieja Nawalnego, ani wymieniając katalog zagrożeń i wygrażając światu za „przekraczanie czerwonych linii, które Kreml sam ustanawia”, nie wymienił w nim zagrożenia wewnętrznego. Co wcześniej mu się zdarzało.

Putin grozi „kolektywnemu Zachodowi”

Tym razem uznał najwyraźniej, że wraz z wtrąceniem Nawalnego do łagru i falą represji wobec jego struktur minęło zagrożenie „kolorową rewolucją” i falą protestów, jak na Białorusi. Przecież to Białorusi i wizji inspirowanego z Zachodu przewrotu w Mińsku Putin poświęcił wczoraj fragment orędzia.

Co nie oznacza, że dynamika społecznego protestu nie jest głównym zmartwieniem dla Kremla. Jest, zwłaszcza przed jesiennymi wyborami do Dumy. Celem Kremla jest pacyfikacja nastrojów protestu i demobilizacja ruchu skupionego wokół Nawalnego. Temu służyć ma uwięzienie samego lidera i trwająca od wielu tygodni operacja zatrzymań i wyroków sądowych dla pozostałych liderów oraz najaktywniejszych uczestników protestów. Wydawane są wyroki aresztów domowych, grzywny, czasem kary administracyjnych aresztów.

Służby budują poszczególnym liderom, jak np. Lubowi Sobol, tzw. historię. Kompilację kar i wyroków, które w każdej chwili, kiedy się skumulują do lata, mogą posłużyć, by skutecznie i formalnie zgodnie z prawem, posłać ją do więzienia. Podobna taktyka była już nie raz stosowana. Teraz ma na celu stworzenie okazji, by latem doprowadzić do całkowitej izolacji aktywistów opozycji.

Rosyjskie superpaństwo według Putina

O tym, że metoda ta może być skuteczna, świadczą wczorajsze protesty. Represje po pierwszej, zimowej fali protestów wyraźnie zdemobilizowały opozycję. Być może nie przysłużył się wybór terminu inauguracji wiosennych protestów w dzień orędzia Putina. Wielu Rosjan mogło mieć świadomość, ze w takim dniu manifestacje mogą być szczególnie brutalnie rozbite. Dla Putina najważniejsze będzie badanie nastrojów społecznych w najbliższych miesiącach i wyhamowanie narastającej depresji i zmęczenia Rosjan. Kluczowa będą sankcjonujące utrzymanie przez niego władzy wybory do Dumy jesienią.

Wczoraj nie było jeszcze ostatecznej bitwy, o której pisali aktywiści Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego. To prawdopodobnie nie była nawet potyczka. Chcąc naprawdę walczyć o zmiany w Rosji, opozycjoniści muszą przygotować się na długotrwałą, ciężką kampanię. Mogą zapomnieć o epickich bitwach, zwłaszcza kiedy większość dowódców pozostaje w niewoli, a pospolite ruszenie zbiera się niemrawo i powoli.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów