Rosja chce na Bałkanach utworzyć kolejne Naddniestrze

Podczas gdy oczy Zachodu zwrócone są na Ukrainę, spodziewającą się rosyjskiej inwazji, opinii publicznej mogą umknąć trwożne wieści dobiegające z Bałkanów. Krucha równowaga uzyskana po zawarciu kończącego wojnę w Bośni i Hercegowinie układu w Dayton z 1995 r. może zostać zburzona. Według analityczki Ośrodka Studiów Wschodnich Marty Szpali jest to w interesie Rosji, która odgrywa coraz bardziej destabilizującą rolę w regionie.

Bośnia i Hercegowina (BiH), była republika Jugosławii jest niezwykle skomplikowanym tworem politycznym, który ma na celu umożliwić pokojowe współistnienie trzech głównych narodów kraju: Boszniaków (o muzułmańskich korzeniach), Chorwatów i Serbów. Kraj podzielony jest na dwie części składowe. Znajdującą się na zachodzie boszniacko-chorwacką Federację Bośni i Hercegowiny oraz Republikę Serbską (RS), która jest rozdzielona na pół poprzez Dystrykt Brczko. Na czele państwa stoi kolektywne prezydium, którego wybierani członkowie są przedstawicielami trzech narodów. Ta narzucona przez Zachód polityczno-administracyjna struktura ma na celu zagwarantowanie praw mniejszościom, które zamieszkują poszczególne części składowe federacji.

Podział administracyjny Bośni i Hercegowiny. Źródło Gazeta Wyborcza

10 grudnia parlament Republiki Serbskiej przyjął uchwały, które mają umożliwić odebranie przez RS władzom centralnym kompetencji w zakresie wymiaru sprawiedliwości, bezpieczeństwa i obronności oraz podatków pośrednich. Zostało to powszechnie uznane za krok w stronę secesji i rozbicia Bośni i Hercegowiny jako całości. Nieprzypadkowo tydzień wcześniej Moskwę odwiedził lider partii rządzącego w RS Związku Niezależnych Socjaldemokratów oraz członek kolektywnego kierownictwa BiH Milorad Dodik, który bez trudu uzyskał audiencję u samego Władimira Putina. Nie jest przypadkiem, że rosyjski przywódca, lubiący obracać się w gronie liderów światowych mocarstw, postanowił spotkać się z szefem partii rządzącej w zaledwie milionowej republice, będącej jedynie częścią składową BiH.

Naddniestrze – separatystyczna republika ogłosiła oddzielenie się od Mołdawii w 1990 r.

Nieuznawane Naddniestrze jest faktycznie rosyjskim protektoratem politycznym, ekonomicznym i wojskowym. Długofalowym celem Rosji nie jest oderwanie go od Mołdawii, ale taka reintegracja z Mołdawią, by zapewnić rosyjską kontrolę nad całym państwem.

W Naddniestrzu stacjonują żołnierze rosyjskiej 14. Armii, która stała się stroną konfliktu mołdawsko-naddniestrzańskiego w 1991 r. Mimo toczącego się procesu pokojowego i zapowiedzi, Rosjanie nie kwapią się z wycofaniem swoich wojsk. Rosja posługuje się Naddniestrzem jako instrumentem nacisku na Mołdawię.

8 i 9 stycznia br. w Republice Serbskiej odbyło się huczne świętowanie 30-lecia powstania republiki, które uznawane jest przez władze centralne za nielegalne. W obchodach, w których czasie doszło do incydentów o szowinistycznym podłożu, brali udział dyplomaci Rosji i Chin. MSZ BiH nazwało to brutalną ingerencją w sprawy wewnętrzne państwa”. Unia Europejska oświadczyła, że organizatorzy obchodów “zagrażają stabilności i rozwojowi państwa oraz działają w sprzeczności z artykułowanymi przez władze BiH aspiracjami unijnymi”. Ambasada Niemiec w Sarajewie napisała w oświadczeniu, że „agresywny nacjonalizm i dzieląca obywateli retoryka uniemożliwiają współpracę stron debaty publicznej w kraju”.

Według Marty Szpali działania Rosji na Bałkanach mają na celu podkreślić jej rolę jako międzynarodowego gracza i jej zachowanie często idzie w kontrze do tego, co robi Zachód.

– Rosja wspiera aktorów, którzy mają potencjał destabilizujący na Bałkanach, choć ma mniejsze możliwości wywoływania kryzysów w porównaniu do krajów z BiH graniczących. Nie dotyczy to jedynie Bośni i Hercegowiny, ale również Kosowa.

MSZ Bośni i Hercegowiny: Chiny, Rosja i Serbia brutalnie ingerują w nasze sprawy wewnętrzne

Analityczka OSW przypomina, że Rosja już wcześniej wspierała Milorada Dodika w działaniach mających na celu osłabienie międzynarodowej obecności w BiH, co miało też sabotować Zachód.

– Czym więcej jest problemów na Bałkanach, tym dla Rosji jest to korzystniejsze, bo wiąże uwagę Zachodu i odwraca uwagę od tego co dzieje się w jej bezpośrednim sąsiedztwie np. na Ukrainie.

Według Marty Szpali Kreml stawia sobie za cel utrudnienie przystąpienia krajów bałkańskich do NATO i UE. Nie dalej niż w poniedziałek ambasador Rosji w Sarajewie Igor Kałabuchow oświadczył, że w przypadku hipotetycznego wstąpienia BiH do NATO, Rosja zareagowałaby na tę decyzję zgodnie ze swoim interesem narodowym. A wiadomo, że jest ona przeciwna rozszerzeniu Paktu. Jej zdaniem siła Rosji wyznaczana jest w tym przypadku słabością Zachodu, który nie umie określić perspektyw przyłączenia krajów bałkańskich do swoich struktur. I w takich momentach Rosja stara się wypełnić tę pustkę.

Przywódcą bośniackich Serbów Milorad Dodikiem może liczyć na wsparcie Władimira Putina. Zdj. Kremlin.ru

Jednym z przykładów działania Kremla jest podważanie międzynarodowego protektoratu nad Bośnią i Hercegowiną, który personifikuje Wysoki Przedstawiciel dla Bośni i Hercegowiny. Marta Szpala przypomina, że kryzys zaostrzył się w ubiegłym roku, gdy Niemcy podjęły próbę zastąpienia na tym stanowisku austriackiego dyplomaty narodowości słoweńskiej Valentina Inzko. W jej ocenie, choć według prawa miał on ogromne kompetencje, łącznie z wydawaniem dekretów i możliwością nominowania oraz usuwania urzędników w BiH, korzystał z tego bardzo rzadko, gdyż nie cieszył się poparciem krajów Zachodu, głównie Austrii.

Narody zamieszkujące BiH są silnie wymieszane. Zdj. wiki cc

Zainicjowana przez Niemcy zmiana miała na celu wzmocnienie pozycji Wysokiego Przedstawiciela i ułatwienie przeprowadzenia reform politycznych w BiH. Kraje Zachodu biorąc pod uwagę, że w porozumieniu w Dayton nie było napisane, że kandydaturę Wysokiego Przedstawiciela trzeba uzgadniać z Rosją, mianowała na to stanowisko bylego niemieckiego polityka Christiana Schmidta.

– Tymczasem celem Milorada Dodika i Rosji jest, by ta instytucja straciła jakiekolwiek znaczenie i solidarnie nie uznają oni tego wyboru. Szef bośniackich Serbów uważa, że ogranicza mu to pole manewru i jest tu wspierany przez Rosję, dla której jest to też sprawa honoru. Państwa Zachodu pokazały, że w sytuacji, gdy jest ona niekooperatywna, nie liczą się z jej zdaniem – dodaje Szpala.

Według ekspertki zachowanie Rosji na Bałkanach jest elementem szerszej strategii negocjacyjnej, która przewiduje zmuszenie Zachodu do liczenia się z nią w różnych częściach świata. I ewentualna zgoda na Wysokiego Przedstawiciela ds. BiH musiałby się wiązać z ustąpieniem w innych sprawach, np. Ukrainy.

Rosja jej zdaniem, zawierając taktyczny sojusz z liderem bośniackich Serbów, pokazuje, że jest globalnym graczem również na „europejskim podwórku”, którym są otoczone przez kraje UE Bałkany, gdzie jakakolwiek destabilizacja będzie dla europejskiej wspólnoty bardzo kosztowna.

– Strategicznym celem Kremla może być zastosowanie scenariusza naddniestrzańskiego. Rozbicie BiH i doprowadzenia do pojawienia się „niezależnej” Republiki Serbskiej, zmuszonej do polegania na rosyjskim wsparciu. Poprzez posiadanie słabego „klienta” Rosja mogłaby wpływać na stabilność całego regionu.

Według Marty Szpali mogłoby to mieć efekt domina, gdyż BiH nie jest jedynym wieloetnicznym państwem na Bałkanach i mogłoby to zachęcić kolejnych liderów mniejszości serbskiej i albańskiej w innych krajach.

– Pojawiłaby się kwestia korekty granic na Bałkanach i region osunąłby się znowu w spory, które wydałoby się, że zakończyły się w 1995 r.

Rosyjskie władze nie koncentrują się jedynie na bośniackich Serbach, działając na rzecz destabilizacji BiH. Podczas swojej niedawnej wizyty w Zagrzebiu szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow mówił o dyskryminacji również bośniackich Chorwatów w bośniackim prezydium. Według Marty Szpali Rosja stara się tu również wykorzystać niechęć bośniackich Chorwatów do bośniackiego centralizmu i fakt, że przy wyborze swojego przedstawiciela do Prezydium BiH zależą od głosów Boszniaków. Nie jest to pierwsza wizyta Ławrowa w Zagrzebiu i oświadczenia popierające chorwackie aspiracje w Bośni i Hercegowinie.

Rosja oskarża USA o „mieszanie” w Bośni i Hercegowinie

– Jednak jest to wsparcie jedynie taktyczne, niemające na celu rozwiązanie żadnego z problemów trapiących BiH, ale wywołanie jeszcze większego chaosu i blokowanie reformy tego kraju.

Pytana o to czy rozpad BiH, któremu Rosja sprzyja, może skończyć się nową wojną, Szpala odpowiada, że gdy dojdzie do otwarcia kwestii zmiany granic, Rosja zrobi wszystko, by doszło do eskalacji.

– Nie jest to rok 1991, gdy rozpadał się ZSRR czy Czechosłowacja, gdy można było to zrobić pokojowo, przy aprobacie świata. Teraz mamy o wiele więcej silnych graczy – Rosję, Chiny, USA, UE, Turcję i przeprowadzenie takiej operacji przy hegemonii Zachodu jest niemożliwe.

Według niej, polityka Republiki Serbskiej jest bardzo podobna do polityki rosyjskiej i polega na testowaniu granic Zachodu. Potencjalne wystąpienie jej z BiH pociągnie kolejne żądania terytorialne i jedynie twarde powiedzenie „nie”, może zatrzymać nadciągającą konfrontację. Ekspertka OSW przypomina, że w Republice Serbskiej nadal żyje ok. 20 proc. nie-Serbów i że są to ludzie, którzy mają w pamięci minioną wojnę.

– To nie jest tak jak w roku 1991 r. gdy nikt nie wierzył, że wojna może wybuchnąć. Oni wiedzą, że to się może powtórzyć i w sytuacji dużego napięcia może dojść do tego, że komuś puszczą nerwy i sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Rosja sama nie może wywołać wojny na Bałkanach, ale może do niej dość po serii incydentów.

Według niej Dodik chciałby poszerzyć swoją władzę przy zgodzie Zachodu, jednak zarazem podejmuje działania, które mają sprowokować Boszniaków do podjęcia działań zbrojnych.

Analityczka zwraca jednak uwagę, że na razie Rosja jednak niewiele inwestuje środków finansowych w rozpętanie konfliktu w BiH. Rosyjskie zaangażowanie w tym względzie osłabło po roku 2014 r., gdy faktycznie widać było realne wsparcie dla prorosyjskich i nacjonalistycznych środowisk . Ten okres, który był też czasem rosyjskiej agresji na Ukrainę, wiązał się z wyprawami do Serbii i BiH „wycieczek” rosyjskich kozaków, przedstawicieli motocyklowego gangu Nocne Wilki. Obecnie jednak ogranicza się do bardziej personalnych, niż instytucjonalnych kontaktów między rosyjskimi i serbskimi organizacjami nacjonalistycznymi. Należy też pamiętać, że przedstawiciele tych ostatnich walczyli w Donbasie przeciwko ukraińskiej armii. Do tego dochodzą stare kontakty z lat 90., gdy bośniackich Serbów wspierali rosyjscy najemnicy. Serbsko-rosyjskim łącznikiem jest też Cerkiew prawosławna.

Bośnia i Hercegowina, Rosja, Serbia i Ukraina w sporze o ikonę

– Nie widać jednak tu jakiegoś wyraźnego rosyjskiego wsparcia finansowego, jeżeli chodzi o państwo rosyjskie jako takie. Rosja gospodarczo raczej się zwija z Bałkanów. W zeszłym roku udziały w regionalnych bankach sprzedał rosyjski państwowy Sbierbank. Rosyjska rafineria w Bosanskim Brodzie nie działa. Rosjanie wprawdzie sprzedają Bośni tańszy gaz, ale są to bardzo małe ilości. Rosja prowadzi jednak tanią politykę ad hoc opartą na dyplomatycznych oświadczeniach i socialmediach.

Według analityczki OSW serbskie środowiska nacjonalistyczne w BiH mogą czuć się trochę zawiedzione, bo nie napłynęły do nich rosyjskie fundusze. Przypomina o zabawnej historii, gdy w 2016 r. członkowie bardzo nagłaśnianego rajdu bośniackich i serbskich Nocnych Wilków wizytujących Bośnię, nie mieli wystarczających środków, by opłacić zielone karty potrzebne do wjazdu motocyklami i ostatecznie poruszali się starymi fordami.

Członkowie rosyjskiego klubu motocyklowego „Nocne Wilki” maszerują w ramach obchodów „święta narodowego” Republiki Serbskiej w Banja Luce, 9 stycznia 2021 r. Zdj. RFE/RL

Czynnikiem stabilizującym BiH i ograniczającym rosyjskie zapędy może być sąsiednia Serbia. Obawia się ona destabilizacji u swych granic i narażania się Zachodowi. Niedawno serbski premier Aleksadar Vucić wezwał do Belgradu Milorada Dodika i wręcz nakazał bośniackim Serbom powrót do bośniackich instytucji, które ci bojkotują od lipca ub.r. Według Marty Szpali Rosja potrzebna jest Serbii np. jeżeli chodzi o Kosowo i tani gaz, jednak tajemnicą Poliszynela jest to, że pomiędzy przywódcami obu państw nie ma chemii, a serbski prezydent został wręcz upokorzony przez Władimira Putina, który odwołał budowę South Stream, nie informując go o tym.

– Serbowie są tradycyjnie prorosyjscy, z racji braku znajomości realiów rosyjskich i dużego dystansu geograficznego. Czują się też odepchnięci przez Zachód. Jednak serbskie elity rozumieją, że zbytnie zbliżenie z Rosją i uzależnienie od tego państwa skończy się utratą równowagi i że Kreml to wykorzysta.

Jej zdaniem Serbia wykonuje gesty wobec Rosji, jednak starając się nie zrazić Zachodu. Ważniejszym za to dla niej partnerem są Chiny, które inwestują prawdziwe pieniądze w gospodarkę. I ten fakt według Marty Szpali może mieć charakter stabilizujący. Za chiński kapitał powstały w Serbii i Republice Serbskiej elektrownie, drogi, projekty energii odnawialnej i zakłady przemysłowe. Chińczycy nie chcą więc, by włożone tam przez nich kredyty zostały zaprzepaszczone przez wojnę. Nie chcą też zaburzenia dróg logistycznych w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku.

Państwo Środka jej zdaniem, o ile nie chce wojny w BiH, to nie ma nic przeciwko, by była ona państwem słabym, skorumpowanym i dalekim od zachodnich standardów, gdyż łatwiej będzie mu prowadzić tam swoje interesy.

– Tu się rozjeżdżają chińskie i rosyjskie interesy. Chińczycy chcą, by było może nietransparentne, ale stabilnie. A Rosjanom zależy na chaosie – podkreśla Marta Szpala w rozmowie z Biełsatem.

Mołdawia. Polska fundacja stara się zapobiec wyludnianiu kraju

Z Martą Szpalą, głównym specjalistą Zespołu Środkowoeuropejskiego Ośrodka Studiów Wschodnich rozmawiał Jakub Biernat, belsat.eu

Wiadomości