21 lat temu przepadli przeciwnicy Łukaszenki

16 września 1999 roku zniknął były białoruski wicepremier Wiktar Hanczar i jego przyjaciel Anatol Krasouski. Przed zniknięciem Hanczar, który kierował wcześniej Centralną Komisją Wyborczą, zarzucił prezydentowi Białorusi łamanie konstytucji.

Dziś rano mieszkańcy Mińska odnaleźli w swoich skrzynkach na listy ulotki przypominające, że 21 lat temu przywódca kraju rozprawił się z opozycją jeszcze okrutniej, niż teraz.

Tamtego wieczoru Wiktar Hanczar wraz z przyjacielem Anatolem Krasouskim pojechał do łaźni przy ulicy Fabrycznej 20 w Mińsku. O godzinie 22:35 widziano ich ostatni raz, gdy wsiadali do należącego do Krasouskiego Jeepa Cherokee. Potem w miejscu ich zniknięcia odnaleziono rozbite szkło i ślady krwii.

Hanczar nie był pierwszym wpływowym białoruskim politykiem, który stracił życie w 1999 roku. Wcześniej, 6 kwietnia w tajemniczych okolicznościach zmarł Hienadź Karpienka, który miał startować w następnych wyborach prezydenckich. Z kolei 7 maja zaginął były minister spraw wewnętrznych Juryj Zacharanka. Kilka miesięcy po Hanczarze i Krasouskim zaginął Dzmitry Zawadzki, były osobisty kamerzysta Alaksandra Łukaszenki.

„Nie zapomnimy, nie wybaczymy”. Ulotka, która trafiłą do naszego czytelnika w rocznicę zaginięcia Hanczara i Krasouskiego.

Mińska prokuratura wszczęła sprawę karną ws. zaginięć. Ówczesny naczelnik Aresztu Śledczego nr 1 Aleh Ałkajeu złożył meldunek o wydaniu w przeddzień zniknięcia Hanczara, Krasouskiego i Zacharanki broni egzekucyjnej.

W 2000 roku, gdy Uładzimir Nawumau został szefem MSW, otrzymał sprawozdanie generała Mikałaja Łapacika. Znalazło się w nim nazwisko porywacza – podpułkownika MSW Dzmitra Pauliczenki. Za porwaniem opozycyjnych polityków mieli też stać szef MSW Juryj Siwakou i Wiktar Szejman, który w 2000 roku został prokuratorem generalnym.

Sprawa zaginionych opozycjonistów nigdy nie trafiła do sądu, a ich ciał nie odnaleziono. Po 20 latach, w 2019 roku ich bliscy zostali poinformowani o zawieszeniu śledztwa.

Niedługo później, w grudniu 2019 roku ujawnił się jeden z domniemanych wykonawców morderstw politycznych. Deutche Welle dotarło do ciężko chorego Juryja Hareuskiego, który miał być członkiem łukaszenkowskiego “szwadronu śmierci”.

Według relacji mężczyzny, egzekucji miał dokonywać osobiście ówczesny szef jednostki SOBR (Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania MSW) ppłk. Dzmitry Pauliczenka. Swoje ofiary zabijał w obecności podwładnych strzałem w serce z wygłuszonego pistoletu.

Mężczyzna jest przekonany, że o zabójstwach wiedział ówczesny szef MSW Juryj Siwakou i szef Rady Bezpieczeństwa Białorusi Wiktar Szejman, a prawdopodobnie także sam Łukaszenka. Jak twierdzi, wszystkie rozkazy w tej sprawie wydawano ustnie i nie sporządzono żadnych protokołów czy zapisów wideo.

Ciała Hanczara i Krasouskiego miały zostać ukryte na należącym do mińskiego garnizonu poligonie Wałowszczyna. Ciało Zacharenki, według relacji Hareuskiego, miało tymczasem zostać zabrane przez Pauliczenkę i spalone w krematorium. Uczestniczący w egzekucji żołnierze mieli otrzymać po tysiąc dolarów wynagrodzenia.

Ppłk. Pauliczenka zaprzeczył relacji domniemanego świadka, odmawiając mu wiarygodności. Po materiale Deutsche Welle, Komitet Śledczy wznowił sprawę porwania Zacharanki.

Białoruś: Śledztwo ws. “szwadronów śmierci” nie obejmie wszystkich ofiar

pj/belsat.eu

Wiadomości