„Zaczęliśmy czuć, jak bardzo jesteśmy potrzebni”. Grodzieńscy dziennikarze lokalni na celowniku władz

W zeszłym tygodniu przez regionalne niezależne redakcje na Białorusi przetoczyła się fala przeszukiwań. Z powodu nasilających się represji niektóre redakcje w całości przeniosły się za granicę. Do ewakuacji zmuszona była m.in. redakcja portalu informacyjnego z Mohylewa 6tv.by i redakcja portalu z Borysowa i Żodzina Ex-press.by. Są jednak i tacy, którzy mimo presji pracują dalej na miejscu i przekazują ludziom informacje z regionów.

Aleksy Szota, redaktor naczelny portalu Hrodna.Life. Zdj. MK/ Belsat.eu

Korespondenci Biełsatu złożyli wizytę w redakcji portalu Hrodna.life, by dowiedzieć się, w jakich warunkach pracują dziennikarze lokalnego grodzieńskiego portalu.

Zaczęliśmy czuć, jak bardzo jesteśmy potrzebni”

Redakcja portalu informacyjnego Grodna mieści się przy ulicy Kirawa 3. Adres ten stał się już w pewnym sensie kultowym. W pobliżu znajduje się ośrodek kulturalny Centrum życia miejskiego, sklep z rękodziełem “Cudounia” i z artykułami z narodową symboliką Admietnasć”. W biurze redakcji każdy ma swoje miejsce pracy. Oprócz pisania tekstów można tu wypić pyszną kawę, pograć w piłkarzyki, poćwiczyć na drążku albo przytulić wielkiego różowego pluszowego rekina Akulinę.

Historia Hrodna.life rozpoczęła się w 2007 roku, kiedy lokalna organizacja pozarządowa, Centrum „Trzeci Sektor”, założyło portal Twój Styl. Miał on stanowić miejsce, gdzie studenci grodzieńskiej Szkoły Młodego Dziennikarza będą ćwiczyć swój fach. Strona była dość nowatorska jak na swoje czasy (dla przykładu – podkasty pojawiły się na portalu jeszcze w 2009 roku). Jednak wtedy to się nie przyjęło: zarówno internet, jak i ludzie byli zupełnie inni. Jesienią 2016 roku Twój Styl przeszedł rebranding – został zastąpiony przez Hrodna.life, który stał się dojrzałym, profesjonalnym źródłem informacji o mieście.

– Jesteśmy chyba jedyną redakcją w Grodnie, która dokładnie określiła swoją misję. Piszemy o Grodnie i jego mieszkańcach, o jego historii i współczesności, o osiągnięciach i porażkach i razem z naszymi czytelnikami sprawiamy, że miasto staje się lepsze – mówi redaktor naczelny portalu Aleksy Szota.

Aleksy zdobył wyższe wykształcenie w Polsce. Po ukończeniu studiów mieszkał tu przez rok, a w 2012 roku wrócił do Grodna, gdzie zaczął tworzyć portal miejski.

W redakcji Hrodna.Life. Zdj. MK/ Belsat.eu

– Nigdy nie żałowałem, że wróciłem z Polski na Białoruś. Życie tutaj i bycie aktywnym było dla mnie interesujące. Więcej dobrego mogę zrobić, kiedy jestem tutaj, nie za granicą. Poza tym w Grodnie mieszka wiele pokoleń mojej rodziny, czuję się tu bardzo dobrze. Wątpię, że gdziekolwiek indziej mógłbym odnaleźć się do tego stopnia, co tutaj i że gdziekolwiek indziej otrzymywałbym taki odzew – mówi Aleksy.

To poczucie wspólnoty jest kluczowe dla całej redakcji.

– Bardzo ważne jest dla nas, aby wokół redakcji skupić mieszkańców Grodna i razem z nimi wpływać na życie w naszym mieście, tworzyć miasto dla życia. Myślę, że nam się to udało. Szczególnie w ciągu ostatniego roku odczuliśmy silną solidarność czytelników, którzy się nami przejmują. Czasami zdarza się, że mieszkańcy zatrzymują mnie na ulicy i pytają: „Pracuje pan w Hrodna.life? Czy można uścisnąć panu dłoń?”. Ludzie częstują kawą i lodami. Zaczęliśmy czuć, jak bardzo jesteśmy potrzebni. Kiedy podczas kulminacyjnych wydarzeń z przełomu sierpnia i września ubiegłego roku kasjerzy pracujący w zwykłym Belmarkecie (popularna na Białorusi sieć sklepów spożywczych – Belsat.eu) rozmawiali o wiadomościach wyczytanych w Hrodna.life, uważam, że zdobyliśmy uznanie na poziomie ogolnonarodowym. I to nas naprawdę motywuje do pracy – mówi Aleksy Szota.

Dla redakcji ważna jest również obecność w świecie realnym, nie tylko w internecie. W podwórku swojego budynku redakcja organizowała warsztaty o różnej tematyce, np. jak naprawić rower, czy jak zrobić zupę z pokrzywy. Hrodna.life uaktualniła również sprawę umieszczenia tablicy pamiątkowej Królowej Bony w Grodnie oraz wydała kilka książek. To dzięki portalowi w 2016 roku w centrum Grodna pojawiły się zabytkowe tablice ze starymi nazwami ulic.

W 2020 r. Hrodna.Life otrzymało głowną nagrodę w konkursie mediów regionalnych. Zdj. MK/ Belsat.eu

– Zawsze byliśmy aktywni i chcieliśmy robić coś dla miasta, dla mieszkańców. Naszym czytelnikom proponujemy wyjątkowe wycieczki po mieście. Na przykład kilka lat temu mieliśmy wycieczkę teatralną po getcie grodzieńskim. Wiem, że chcieli nas ścigać za nielegalną imprezę masową. Ale kiedy pomyśleli, jak to zabrzmi w mediach, stwierdzili, że lepiej się nie wtrącać – wspomina Aleksy.

„Sierpień przywitaliśmy godnie”

Ubiegłoroczna kampania wyborcza i wydarzenia po 9 sierpnia były prawdziwym sprawdzianem dla niezależnych dziennikarzy. Redakcja portalu Hrodna.life była na to przygotowana. W czerwcu dziennikarze zdali sobie sprawę, że będą poddawani intensywnej obserwacji.

– Byliśmy pewni, że w dniu wyborów internet zostanie wyłączony. Postanowiliśmy, że jeśli go nie będzie, to pojedziemy na granicę z Polską, żeby złapać sieć komórkową z polskiej karty SIM, a dziennikarze z miasta będą mieć przy sobie pen drive’y i będą wysyłać nam zdjęcia, filmy i teksty. Ale nie musieli, bo nie udało im się całkowicie odłączyć internetu. Przez VPN wszystko działało, jak należy. Byłem przekonany, że po wyborach nic się nie zmieni, że ludzie pokrzyczą wieczorem 9 sierpnia, a następnego dnia wszyscy pójdą do pracy. W tej kwestii Białorusini bardzo mnie zaskoczyli. To, co działo się przez kilka tygodni po wyborach, było dla mnie szokiem, zaskoczeniem, nie wierzyłem, że coś takiego jest możliwe na Białorusi – wspomina dziennikarz.

Dziennikarka Alena Kawalczuk. Zdj. MK/ Belsat.eu

Zdaniem redaktora praca dziennikarzy poza stolicą była w tamtych chwilach kluczowa, bo „kto, jeśli nie my”. To dzięki profesjonalnej pracy reporterów regionalnych w terenie ludzie dowiadywali się, co się dzieje.

– Kiedy wysyła się dziennikarza do pracy „w terenie”, to oczywiście zawsze pojawiają się obawy. W pierwszym tygodniu pracowaliśmy bez przerwy, przez pierwsze kilka dni po godzinie 18 było po prostu niebezpiecznie wychodzić z biura, które znajduje się w centrum miasta. Jeśli ktoś wyszedł, to tego wieczoru nie wracał do domu. Siedzieliśmy więc do drugiej czy trzeciej w nocy, aż wszystko się uspokoiło i dopiero wtedy szliśmy do domu. Sierpień przywitaliśmy godnie i wykonaliśmy dobrą robotę. Jestem dumny z zespołu, wykonali świetną pracę. Tylko jedna osoba nas opuściła, wszyscy inni zostali i mogę im tylko za to podziękować. O jakości naszej pracy świadczy po prostu kosmiczny przyrost obserwatorów na Instagramie – z 16 tys. do 34 tys. W Telegramie, na którym w ogóle się nie skupialiśmy, nastąpił wzrost z tysiąca do prawie dziewięciu obserwatorów – wylicza Aleksy.

„Jedno potknięcie i rozerwą cię na strzępy”

W ciągu tego roku redakcja Hrodna.life odczuła całe spektrum represji, które dotknęły praktycznie wszystkich dziennikarzy. W sierpniu zatrzymano i pobito znanego w Grodnie dziennikarza Rusłana Kulewicza. Z powodu silnej presji psychicznej i gróźb wyjechał za granicę i obecnie realizuje projekt wideo pod nazwą „Wrócimy” – są to rozmowy z Białorusinami, którzy po wyborach byli zmuszeni opuścić kraj. Podczas kampanii wyborczej, Alena Kawalczuk, która pracowała „w terenie”, redaktor projektów specjalnych Iryna Nowik i operator-freelancer Andrej Łomau zostali zatrzymani i ukarani grzywną za „udział w masowych protestach” (art. 23.34 Kodeksu Cywilnego Białorusi). W redakcji miało miejsce przeszukanie, podczas którego skonfiskowano drogi sprzęt.

Aleksy Szota został poddany rewizji z powodu flagi w oknie swojego mieszkania. Właściwie porwano go sprzed jego własnego domu i wsadzono do milicyjnego busa. 19 marca odbył się pierwszy proces o rozpowszechnianie materiałów ekstremistycznych. Następnie Aleksy został ukarany grzywną w wysokości 11 600 rubli (ok. 17 800 złotych) jako przedstawiciel organizacji i 25 i 725 rubli (ok. 1100 złotych) jako osoba fizyczna. Sprzęt skonfiskowany jeszcze zimą nie został zwrócony redakcji.

Grodno: drakońska grzywna dla dziennikarza-krajoznawcy Aleksego Szoty

18 czerwca odbył się kolejny proces w sprawie ekstremizmu. Powodem nowej sprawy było omyłkowo zamieszczone zdjęcie. Widniało ono na stronie przez kilka godzin, ale to wystarczyło, aby Hrodna.life została ukarana grzywną w wysokości 14 500 rubli (ok. 22 200 złotych) – maksymalną karą, jaka grozi za „rozpowszechnianie materiałów informacyjnych z państwowej listy materiałów ekstremistycznych” (cz. 2 art. 19.11 Kodeksu Cywilnego). Kolejna grzywna w wysokości 725 rubli (ok. 1100 złotych) została nałożona na redaktora projektów specjalnych Hrodna.life Irynę Nowik. Spędziła ona również trzy dni w areszcie.

Kanał w Telegramie grodzieńskiego portalu miejskiego uznano za ekstremistyczny

W dniu 9 lipca Sąd dzielnicy Leniński Rajon w Grodnie uznał kanał Hrodna.life w Telegramie za ekstremistyczny.

– Żadne plany nikogo nie uratują, jeśli jest rozkaz, by kogoś zniszczyć. Kiedy przyszli do nas na rewizję, byliśmy nieprzygotowani, choć już po przejściach. Tutaj wchodzi w grę czynnik ludzki: nie wszystko da się zauważyć, nie wszystkiego da się przypilnować. A funkcjonariusze mają mnóstwo czasu, są gotowi czekać. Wystarczy jedno potknięcie i rozerwą cię na strzępy. Trudno jest pracować w takiej atmosferze. Zdajesz sobie sprawę, że możesz być następny. Cały czas siedzisz i czekasz, aż po ciebie przyjdą.

Podwórko domu, w którym działa redakcja Hrodna.life. MK/ Belsat.eu

– Ludzie potrzebują profesjonalnego dziennikarstwa, zwłaszcza w takich czasach jak teraz. Pracujemy zgodnie z profesjonalnymi standardami, nawet w warunkach obecnej wojny informacyjnej: sprawdzamy informacje, dopuszczamy do głosu dwie strony, jeśli to możliwe, nie publikujemy, jeśli nie jesteśmy czegoś pewni. To jest bardzo ważne: ludzie powinni mieć dostęp do wiarygodnych informacji na temat tego, co się dzieje – mówi stanowczo Aleksy.

Drakońska kara dla portalu Hrodna.Life

„Szkoda, że nie możemy się teraz rozwijać, musimy przetrwać”

Wszystkie media regionalne znajdują się obecnie pod wielką presją. Na przykład redakcja portalu Binokl w Brześciu zostało praktycznie zmuszona do zaprzestania swojej działalności. Silną presję odczuwają również bardziej dojrzałe redakcje z tradycjami, procesami kształtowanymi przez lata i dużą liczbą czytelników: Hazieta Słonimska i Intex-press. Nie ma już chyba ani jednej redakcji regionalnej, która w taki czy inny sposób nie byłaby poddawana presji.

Aleksy Szota uważa, że w tych warunkach, biorąc wszystko pod uwagę, trzeba pracować dalej i wykonywać swoją pracę profesjonalnie:

– Oczywiście, trzeba dbać o bezpieczeństwo, ale należy zdawać sobie sprawę, że w każdej chwili można zostać zatrzymanym z jakiegokolwiek powodu. Nieważne, jakich zasad bezpieczeństwa przestrzegasz, czy stosujesz autocenzurę, jak bardzo się ograniczasz. Kiedy na myśl przychodzi taki prokurator jak Kliszyn [grodzieński prokurator, który wszczął sprawę przeciwko Hrodna.life – belsat.eu], który mówi, że jesteś ekstremistą i powinieneś zostać ukarany, to nie ma ucieczki od odpowiedzialności karnej. Teraz chcą powstrzymać nasze działania. Zobaczyli, że dwie pierwsze grzywny nie zadziałały, więc zaczęli szukać innych sposobów. Ale pracujemy nad tym. Będziemy elastyczni, będziemy przyglądać się sytuacji, dostosowywać się i szybko reagować.

Aleksy Szota, redaktor naczelny portalu Hrodna.Life. Zdj. MK/ Belsat.eu

Przy podejmowaniu decyzji, co robić dalej, trzeba pamiętać o dwóch rzeczach: utrzymaniu jak największej wydajności publikacji i zapewnieniu bezpieczeństwa ludzi. Czasami trudno jest je zbalansować. Utrzymywanie tego samego tempa pracy redakcji naraża ludzi na niebezpieczeństwo. Zatrzymywanie ludzi zmniejsza tempo i jakość pracy. Ale w tej chwili ludzie są najważniejsi. Nie mogę od nich wiele wymagać. Wszyscy są bardzo zmęczeni. Decyzje są zawsze podejmowane zbiorowo.

W najlepszych czasach ludzie przychodzili do redakcji bez przerwy, z własnymi sprawami, problemami, tematami. Teraz tego brakuje: niektóre działania offline zostały utrudnione przez koronawirusa, musieliśmy zrezygnować z wielu planów. Potem wpływ na redakcję miał również kryzys polityczny.

– Szkoda, że nie możemy się teraz rozwijać, musimy przetrwać. Na przykład mieliśmy szalony pomysł, by zacząć wydawać drukowany magazyn miejski. Zrobiliśmy darmowy numer próbny, o wyborach. Został skonfiskowany podczas przeszukania. Pojawiło się wiele innych pomysłów związanych z tym, jak stworzyć w regionie jakościowy i dochodowy biznes medialny. Dużo czytamy o trendach w nowych mediach, czerpiemy pomysły z mediów w innych krajach, więc mieliśmy plany, które byłyby czymś nowym dla Białorusi. Ale nie da się zrobić żadnej z tych rzeczy, przynajmniej teraz. Nie możemy zajmować się jednocześnie dziennikarstwem i tymi projektami, bo po prostu nie mamy wystarczająco dużo energii. Dlatego staramy się nie obniżać jakości naszej pracy, a ciekawe pomysły odkładamy na lepszy czas – mówi Aleksy.

„Im większa jest presja, tym bardziej chcemy wykonywać naszą pracę profesjonalnie”

Dziennikarze portalu żyją od jednej stresowej sytuacji do kolejnej, ale wszyscy mówią, że najważniejsze w ich pracy jest to, żeby być użytecznym.

Korkowa tablica współpracownika portalu Igora Bancera. Dziennikarz i aktywista został skazany na 1,5 oku prac poprawczych. Zdj. MK/ Belsat.eu

Alena Kawalczuk ma 24 lata i ukończyła studia dziennikarskie. Zaczynała od pisania dla portalu Twój Styl, a od trzech lat pracuje na pełny etat w redakcji Hrodna.life.

– Od 10 roku życia marzyłam o tym, żeby zostać dziennikarką. Moi bliscy straszyli mnie, że to bardzo niebezpieczny zawód, że dziennikarze mogą zostać nawet zabici. Mówiłam, że mnie to nie dotyczy, bo ja będę pisać o kulturze. A teraz znaleźliśmy się w sytuacji, w której te słowa brzmią dość śmiesznie – mówi Alena.

Podczas wydarzeń sierpniowych dziennikarka cieszyła się, że nie ma własnej rodziny, dzieci, chorych rodziców, którymi musi się opiekować: gdyby ją zatrzymano, nikt by na tym nie ucierpiał:

– Żyliśmy wtedy tu i teraz, z poczuciem, że jutro wszystko może się zmienić, więc chcieliśmy te zmiany w pełni przeżyć i mieć w nich swój udział. Nie było mowy o pracy lub jej braku, po prostu porywał nas wir wydarzeń. Czasem na nogach z waty, ale trzeba było iść.

Jak mówi Alena, zarówno wtedy, jak i teraz redakcja robiła to, co zawsze. Po prostu w tych czasach szukanie, gromadzenie informacji i uprawianie dziennikarstwa wysokiej jakości stało się wartością dla większości ludzi.

– Pomogło mi wsparcie, jakie otrzymałam od moich bliskich. Nikt nie pytał, dokąd idę. Wręcz przeciwnie, współczuli i bardzo się o mnie martwili. Bardzo to doceniam. Kiedy przychodzą po kogoś, to na moment pojawia się strach, ale potem odchodzi. Człowiek stara się cieszyć życiem nawet w takich warunkach. Od października zawsze mam w plecaku zapasowe skarpetki, bieliznę, szczoteczkę do zębów – wszystko na wypadek, gdyby mnie zatrzymano – mówi Alena.

Dziennikarki Alena Kawalczuk i Nadzieja Wisznieuskaja. Zdj. MK/ Belsat.eu

Redakcja jest nastawiona na dalszą pracę. Dziennikarka zauważa, że ostatnie wydarzenia wywołały pewnego rodzaju gniew, który dodaje motywacji i sprawia, że człowiek nie chce się poddać:

– Im większa presja na nas ciąży, tym bardziej chcemy wykonywać naszą pracę profesjonalnie. Nie chcę zmieniać zawodu, nie chcę wyjeżdżać. Chcę być tu i teraz, w tym momencie historii. Czuję wartość tego, co robię i to samo czują nasi czytelnicy, którzy dziękują mi za moją pracę.

SP, ksz/ belsat.eu

Wiadomości