Europejskie sankcje: odcinanie Łukaszenki od świata

Michał
Kacewicz
dziennikarz

UE uruchamia czwarty pakiet sankcji dla Białorusi. Na razie uderzają w konkretne osoby, ale kiedy całkiem wejdą w życie odetną Mińsk od światowej gospodarki i spowodują ostry kryzys gospodarczy.

Rada ministrów spraw zagranicznych UE zatwierdziła dziś listę osób i instytucji z Białorusi podlegających sankcji. W sumie to 86 pozycji: 78 osób i 8 instytucji i firm. To tylko część tzw. czwartego pakietu sankcji. Jego ważniejszym elementem mają być sektorowe sankcje ekonomiczne. Będą zatwierdzone w czasie szczytu UE w czwartek i piątek (24-25 czerwca). W sumie czwarty pakiet sankcji ma nie być symbolicznym wyrazem woli Europy i wygrażaniem palcem. Bruksela chce realnie uderzyć w interesy Alaksandra Łukaszenki i jego tzw. elity władzy.

Rada UE zatwierdziła czwarty pakiet sankcji przeciwko reżimowi Łukaszenki

W przypadku sankcji personalnych to bardzo szerokie wskazanie, kto jest uznany za bezpośredniego sprawcę przemocy na Białorusi. Jest to również sugestia, że w przypadku zmiany władzy, osoby te mogą być ścigane i pociągnięte do odpowiedzialności. Unijna lista nie dotyczy tylko najwyższych urzędników i dowódców resortów siłowych. Ale i propagandystów z tzw. mediów, czy administracji i menedżerów przedsiębiorstw, oraz ludzi nauki i edukacji.

Unia wskazuje tym samym, że za reżim i sprawców prześladowań Białorusinów uznaje bardzo szeroką grupę ludzi. Także tych, którzy przyczyniają się do eskalacji przemocy słowem, walczą informacją, lub pieniędzmi.

Kara za kłamstwa

Być może czwarty pakiet sankcji wyglądałby zupełnie inaczej. Być może byłby zaledwie symboliczny, a Austrii rzeczywiście udałoby się zablokować, lub opóźnić jego wprowadzenie.

Politico: Austria próbuje „rozmiękczyć” unijne sankcje przeciwko Białorusi

Do gry wkroczył jednak z hukiem Alaksandr Łukaszenka, być może razem z Władimirem Putinem i sami przyczynili się do surowszej postawy UE. Bo w przeddzień szczytu UE 24 maja białoruskie władze zmusiły do lądowania samolot Ryan Air i porwały z jego pokładu Ramana Pratasiewicza. Szok spowodowany tym bezprecedensowym aktem państwowego terroryzmu przyczynił się do przeniesienia ciężaru rozmów przywódców unijnych z Rosji (co było zaplanowane wcześniej) na Białoruś. W maju padły deklaracje, że sankcje dla Mińska powinny być poważniejsze.

Udało się mimo dyplomatycznej gry i prób opóźnienia i zablokowania sankcji ze strony Austrii (jedno z państw która ma spore inwestycje na Białorusi, Austria była również jednym z ulubionych miejsc rejestracji spółek i składania depozytów przez białoruski biznes).

Kanclerz Austrii podarował Łukaszence narty

Osoby wpisane na listę mają zakaz wjazdu do UE, ale i prowadzenia tam działalności gospodarczej. Na pewno, jeśli posiadają w UE majątki, spółki i konta to będą prześwietlone i zablokowane. Unijna dyplomacja może działać z większym rozmachem i wywierać presję np. na partnerów z Ameryki, czy Azji, by również tam ludzie objęci sankcjami byli traktowani z podejrzliwością. W przypadku biznesu na pewno szkodliwe będzie wstrzymanie europejskich certyfikatów, czy gwarancji kredytowych i ubezpieczeniowych.

Listę sankcyjną można podzielić na kilka grup. W pierwszej znalazło się 17 sędziów i prokuratorów. Wszyscy znani z procesów politycznych, wydawania drakońskich wyroków na aktywistów i dziennikarzy. Np. sędzina Natalla Buhuk, która skazała dziennikarki Biełsatu, Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową. Na liście jest inna młoda, ambitna prokurator – Alina Kasjanczyk. Czy Maksim Fiłatau z Lidy, który skazał Witolda Aszurka, albo prokurator Hienadź Dysko, który prowadził sprawę Siarhieja Cichanouskiego.

„Mamo, dobrze mnie wychowałaś!” Ostatni list Witolda Aszurka do matki przed śmiercią w więzieniu

W przeważającej większości są to stosunkowo młodzi i fanatycznie oddani obronie reżimu Łukaszenki sędziowie i prokuratorzy. Robią teraz karierę podkręcając wyroki, często z własnej inicjatywy. By się przypodobać władzy. Wpisanie ich na listę sankcji raczej nie zmusi ich do porzucenia takiego postępowania. Przeciwnie – mogą się wykazywać jeszcze większym oddaniem władzy.

Ale ta część listy ma być przykładem odstraszającym dla innych. W końcu w aparacie wymiaru sprawiedliwości Białorusi pracują tysiące ludzi. Kolejne kształcą się na wydziałach prawa. Być może choć część z nich zastanowi się, czy warto. Czy warto tracić np. możliwość wyjechania poza Białoruś, czy Rosję? Czy warto stać się potencjalnym, być może dożywotnim celem ścigania zachodnich służb?

Wyśledzą, oskarżą i skażą. Młode gwardie Łukaszenki i Putina

Na liście znalazła się również czwórka propagandystów. W tym np. Andrej Mukawozczyk, publicysta wydawanego przez administrację dziennika Biełaruś Siegodnia – za publikację dezinoformacji o protestach i ataki na opozycję. Oraz czwórka rektorów białoruskich uczelni: ekonomicznej, medycznej, technicznej i akademii sztuki. Za represje wobec studentów uczestniczących w protestach.

To również przykład dla innych pracowników sfery nauki i edukacji. W końcu bez kontaktów zagranicznych działalność ich uczelni będzie poważnie zmarginalizowana. I jest to sygnał zwłaszcza dla młodszej kadry akademickiej. Bo jak wyobrażają sobie karierę bez kontaktów z zachodnim światem nauki?

Czołowy białoruski propagandzista z medalem „Za odwagę”

Łukaszenkowie w komplecie

Na listę dopiero teraz trafił syn średni Alaksandra Łukaszenki, Dzmitryj oraz Lidzija, żona starszego – Wiktara. Poza najmłodszym, Mikałajem, sankcjami objęta jest więc cała rodzina Łukaszenków. Alaksandr i Wiktar Łukaszenka trafili na listę już jesienią 2020 r.

Symboliczne raczej znaczenie mają sankcje dla kolejnych „siłowików” i np. naczelników więzień i aresztów. I tak należą do wiernych pretorian Łukaszenki. Choć w przypadku katalogu naczelników milicji może działać podobny mechanizm, jak wobec sędziów i prokuratorów. Jest odstraszającym przykładem dla generacji młodszych funkcjonariuszy i kadetów szkół milicyjnych. Owszem, poddawani są, zwłaszcza obecnie, potężnej indoktrynacji, presji i kontroli.

A jednak szczególnie w warunkach pogłębiającej się izolacji społeczeństwa białoruskiego od świata zewnętrznego (poza Rosją i jej sojusznikami), perspektywa dożywotniego piętna i zakazu wjazdu do krajów Europy może u niektórych wzbudzić frustrację.

Pełzający pucz. Jak generałowie zdobywają władzę na Białorusi

Pogłębianiu izolacji, zwłaszcza szeroko pojętej elity władzy, ma służyć wpisanie na listę kolejnych biznesmenów i menedżerów. Nie są to biznesmeni w ścisłym tego słowa znaczeniu. Raczej ludzie zarządzający dochodowymi dla władzy biznesami i dzielący się dolą z rodziną Łukaszenki. Na listę trafił np. Alaksandr Zajcau. To były dyplomata powiązany niegdyś z premierem Siarhiejem Sidorskim. Jego spółki z grupy Sohra handlują białoruskimi maszynami, ale i produkcją tzw. podwójnego przeznaczenia (czyli używanymi do produkcji zbrojeniowej) w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Z kolei jego grupa Bremino to jeden z największych białoruskich spedytorów. Zarabia dzięki nałożonym na Rosję sankcjom na reeksporcie różnych towarów do Rosji. Teraz dochodowe spółki obu grup same doświadczą unijnej polityki sankcyjnej.

 

Media: wiadomo, jakie białoruskie firmy zostaną objęte nowymi sankcjami UE

Do Europy nie wjedzie też Siarhiej Ciacierin, były trener Łukaszenki w grze w tenisa, a potem bliski „rodzinie” biznesmen. Ma aktywa w wielu branżach: od rolnej po reklamową i medialną, oraz spółki w krajach UE, a przez wiele lat był bardzo aktywny w handlu z krajami Zatoki Perskiej.

Na listę trafił wreszcie Waleryj Iwankowicz – dyrektor zakładów samochodowych MAZ, który wsławił się tłumieniem robotniczych strajków. Według nieoficjalnych na razie informacji sankcje obejmą również przedsiębiorstwa: MAZ, BiełAz (zakłady produkujące ciężarówki), Sohra (firma handlująca m.in. produkcję BiełAza), Logex i Bremino (firmy spedycyjne działające również w krajach UE), Global Custom (m.in. ubezpieczenia handlowe i obsługa handlu międzynarodowego), Nowaja Nieftianaja kampania, Biełenergonawigacja.

Te firmy to okno Białorusi na gospodarczy świat. Każda z nich ma liczne kontrakty zagraniczne z krajami UE i ich partnerami. Odcięcie ich od światowej gospodarki, oraz napiętnowanie ich właścicieli poważnie uderzy w interesy Łukaszenki. Sankcje oznaczają prześwietlanie kont, transakcji, zakaz gwarancji kredytowych, ubezpieczeń, zablokowanie udziału w targach, koniec obsługą patentową i transferem technologii.

Mińsk jest przekonany, że uda mu się przeżyć zachodnie sankcje

Dla tak zaawansowanego biznesu, jak produkcja przemysłowa, to katastrofa. A przecież sankcje sektorowe dopiero wejdą w życie za kilka dni. Objąć mają, wg. przecieków, białoruski eksport nawozów, produktów naftowych, tytoniu i sektor bankowy. Dla białoruskiej gospodarki oznaczać będą gigantyczny regres i konieczność zejścia do finansowego podziemia, oraz kosztownego poszukiwania ratunku w Rosji. Prawdziwe koszty sankcji będą z pewnością odczuwalne w portfelach Białorusinów w perspektywie kilku miesięcy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów