Na Białorusi idea niewolniczej pracy zyskała nowe życie. Wywiad z b. więźniem politycznym

Według długoletniego więźnia politycznego i obrońcy praw więźniów Michaiła Żamczużnego białoruski system karny pełni ważną funkcję gospodarczą i stanowi rezerwuar praktycznie bezpłatnej siły roboczej dla wybranych firm.

– Na ile system kolonii karnych przypomina sowiecki Gułag, który był przecież strukturą gospodarczą, ważną dla sowieckiej gospodarki?

Zgodnie z art. 98 Kodeksu Karno-Wykonawczego Białorusi, każdy skazany na karę pozbawienia wolności jest zobowiązany do pracy w miejscach i na stanowiskach wyznaczonych przez administrację zakładów poprawczych. Odmowa pracy lub niedozwolone zakończenie pracy jest złośliwym naruszeniem ustalonego trybu odbywania kary i pociąga za sobą zastosowanie kar.

– We wszystkich koloniach bez wyjątku znajdują się tzw. promzony – czyli strefy przemysłowe i 100 proc. więźniów musi w nich pracować. Jest to więc bardzo rozwinięty system wykorzystujący de facto darmową, niewolniczą pracę, gdyż średnia miesięczna pensja dla osadzonego wynosi ekwiwalent jednej paczki papierosów. I to jest jedną z przyczyn, dla których liczba więźniów z roku na rok rośnie. Jest to wygodne dla państwa również dlatego, że okres pracy w kolonii karnej nie wlicza się do stażu emerytalnego.

Michaił Żamczużny w drodze do domu po 6,5-letniej odsiadce. Zdj. Svaboda.org

– Jak się w ogóle przymusza więźniów do pracy, skoro jest to praca de facto niewolnicza. W ZSRR były to różne racje żywnościowe dla tych, którzy wypracowywali normę lub nie chcieli albo nie mogli tego zrobić?

Białoruś charakteryzuje bardzo niski odsetek wyroków uniewinniających. W 2020 roku stanowiły one jedynie 0,3 proc. wszystkich wyroków (dla porównania w Polsce 11 razy więcej). W praktyce oznacza to, że osoba, której postawiono zarzuty, nie ma na Białorusi szans na udowodnienie swojej niewinności.

– W ZSRR jeśli człowiek w obozie nie wypełniał normy, to trafiał na tzw. głodną rację i karmili go raz na dwa dni. Teraz karmią wszystkich praktycznie tak samo: tych, którzy wypełniają czy nie wypełniają normy. Teraz protestujących przeciwko niewolnictwu, którzy np. nie wychodzą do pracy, lub nie są w stanie jej wykonywać, karzą wysłaniem do karceru na 10 dni, na 20 dni, aż człowiek nie zaprzestanie oporu i zacznie realizować normę. Do tego na czele brygad stoją specjalnie wybrani i podkupieni więźniowie, którzy dbają o dyscyplinę.

Obserwatorzy, feści i czaj. Były więzień polityczny o tym, jak przetrwać w kolonii karnej

– Jakie prace wykonują więźniowie?

– Opowiem o tych najcięższych, groźnych do zdrowia. Więźniowie zajmują się np. rozbieraniem akumulatorów. Opary kwasu, które się przy tym wydobywa, powodują wymywanie wapnia z kości i zębów. Te ostatnie szybko się psuja i wypadają. Kolejna praca niebezpieczna do zdrowia to segregacja metali ze złomu dostarczanego ze strefy czarnobylskiej. Więźniowie wydobywają tak np. z silników metale kolorowe, aluminium, żelazo.

Kolejna niebezpieczna praca to odzyskiwanie miedzi z przewodów elektrycznych przez wypalanie. Powoduje to wdychanie i wchłanianie przez skórę groźnych toksyn. W koloniach, w tzw. strefach przemysłowych, działają dziesiątki przedsiębiorstw wykorzystujących pracę więźniów

Strukturą nadzorującą kolonie karne jest Wydział Wykonania Kar MSW. Jego strona internetowa jest w istocie wielostronicowym katalogiem po rosyjsku i angielsku produktów wytwarzanych w przywięziennych przedsiębiorstwach. W tzw. promzonach powstają: wyroby metalowe, wyposażenie obiektów sportowych, obuwie i ubrania, surowiec i wyroby z drewna, narzędzia rolnicze, materiały budowlane, części zamienne do aut, małe formy architektoniczne i wyroby gospodarstwa domowego. W latach 80. ub. w. zastępcą dyrektora Szkłowskiego Kombinatu Materiałów Budowlanych przy Kolonii Karnej nr 17 w Szkłowie był Alaksandr Łukaszenka.

– To są firmy państwowe, czy prywatne?

– Bywają i takie i takie. To zależy od administracji kolonii. Szefami tych firm są często bliscy krewni naczelników kolonii lub Wydziału Wykonania Kar. Nie da się tego wszystkiego skontrolować, ciężko bowiem określić liczbę np. zdemontowanych akumulatorów, czy ilość odzyskanych metali kolorowanych. Kolonie też eksportują też np. drewno surowe.

– W firmach więziennych pracują często ludzie niewykwalifikowani, którzy na wolności wykonywali zupełnie inne profesje. Czym to grozi?

– Jeśli wcześniej w miejscach pracy były szkolenia z technik obsługi i bezpieczeństwa pracy, to teraz te regulaminy są ukrywane przed więźniami. Kontrola nad bezpieczeństwem pracy praktycznie zniknęła. A wszelkie wypadki przy pracy są ukrywane przez administrację. Słyszałem o śmierci więźniów w maszynach tartacznych, czy przywalonych pniami, które trzeba nosić ręcznie. I takie przypadki śmierci są ukrywane.

Według Wydziału Wykonania Kar MSW na Białorusi funkcjonuje 15 więziennych przedsiębiorstw, w tym jedno rolne, 4 filie oraz 9 specjalistycznych warsztatów. Oprócz tego aż 8 tys. więźniów pracuje w przemyśle drzewnym, którego trzon stanowi 20 przedsiębiorstw. Pozyskują oni rocznie w lasach od 130 do 150 tys. m3 drewna. Oprócz tego więzienne stolarnie i fabryczki przerabiają 60-70 tys. m3 zakupionego drewna.

– Co się robi, by ukryć śmiertelny wypadek w pracy?

– Jest kilka metod. Po pierwsze sporządza się kłamliwy raport nt. problemów ze zdrowiem zmarłego z datą wcześniejszą. Jeśli człowiek umarł od jakiegoś wewnętrznego obrażenia, albo zatrucia to pisze się, że miał wylew albo atak serca. Czasem giną strony z karty zdrowia więźnia informujące, że miał on przedtem przewlekłą chorobę. Z mojej karty zdrowia np. zniknęły strony, na których zapisałem skargę nt. umyślnego otrucia mnie jedzeniem. Gdy domagałem się zrobienia badań krwi, analiza została przeprowadzona dopiero pół roku później. A np. wyniki prześwietlenia żołądka zniknęły z dokumentacji. W celach obok mnie umierali w męczarniach zatruci jedzeniem więźniowie, a diagnoza się nie potwierdzała.

Kiedyś gułag, dziś kolonia karna. Białoruscy „polityczni” trafiają do obozów pracy

– Przywięzienne firmy muszą sobie nieźle radzić na rynku?

– Oczywiście, przecież wykorzystują pracę niewolniczą, do tego nikt nie zwraca uwagi na BHP czy ekologię. Na wolności nikt by się nie zajmował taką pracą. I jest wygodne i dla państwa, i dla szefostwa kolonii. Moim zdaniem ostatnie polityczne represje też służą temu, by nowi ludzie pod przymusem musieli pracować na potrzeby dyktatury.

– Powstał samoodtwarzający się system, który potrzebuje dopływu świeżej krwi?

Kolonie karne są oficjalnie nazywane Koloniami Roboczo-Poprawczymi. W swojej dzisiejszej formie powstały w 1956 r., gdy po śmierci Józefa Stalina rozwiązano GUŁAG (Główny Zarząd Łagrów) podległy przedtem sowieckiemu MSW, a wcześniej NKWD. Łagry nie znikły, tylko przekazano je pod kontrolę Ministerstwom Spraw Wewnętrznych poszczególnych republik sowieckich i tak przetrwały do czasów dzisiejszych na Białorusi, w Rosji i innych krajach byłego ZSRR.

– Tak i okazuje się, że ZSRR i Białoruś łączy stworzenie systemu gospodarczego opartego na niewolniczej pracy. Praca niewolnicza jest wykorzystywana zresztą nie tylko w koloniach karnych. Również skazywani na prace poprawcze (tzw. chemię ze skierowaniem) lub areszt domowy są kierowani do de facto przymusowej pracy. W Mińskiej Fabryce Samochodów, Mińskiej Fabryce Traktorów, czy Homsielemaszu (Homelskiej Fabryce Maszyn Rolniczych – Belsat.eu) według moich szacunków połowa zatrudnionych to skazani. Podobnie dzieje się w mniejszych zakładach. I okazuje się, że państwowe firmy w sytuacji deficytu rąk do pracy wykorzystują pracę skazańców.

„Chemia ze skierowaniem”: skazywanym w politycznych procesach grożą lata przymusowej pracy

– Skazywani na prace poprawcze teoretycznie mają możliwość wyboru pracy.

– W teorii tak, ale trafiają jednak tam, gdzie ich władza skieruje. Do zakładów, gdzie warunki pracy na tzw. chemii są bardzo ciężkie. Sam pomagam prawnie ludziom skazanym na prace poprawcze. Oni również skarżą się na brak BHP, niezdrowe warunki. W takich półzamkniętych hotelach robotniczych, gdy któryś skazany nie chce wyjść do pracy, poddawany jest np. ośmiu przeszukaniom dziennie. A ci ludzie teoretycznie nie są skazani na pełne ograniczenie wolności.

Na Białorusi znajduje się 16 Kolonii Roboczo-Poprawczych, w których przebywa ponad 32 tys. więźniów (według danych International Centre for Prison Studies z 2020 r.). Na 100 tys. mieszkańców a Białorusi przypada 345 więźniów, co daje Białorusi 19. miejsce w świecie. Zdecydowana większość więźniów trafia do kolonii, tradycyjne więzienia są przeznaczone jedynie dla ciężkich przestępców, recydywistów i osób skazanych na dożywocie.

– W jaki jeszcze sposób białoruskie władze czerpią zyski z systemu karnego?

– Państwo też nie zapomina o skazanych emerytach i odbiera im 80 proc. emerytury, jeśli nie pracują w kolonii. Mnie też to się przydarzyło i większość uczciwie zarobionej emerytury straciłem.

– Można więc powiedzieć, celem działania systemu karnego na Białorusi jest nie tyle rola wychowawcza czy nawet karna, ale przede wszystkim gospodarcza, jako dostarczyciel rąk do pracy.

– W białoruskich warunkach idea GUŁAGu (Głównego Zarządu Łagrów ZSRR – Belsat.eu) tylko się rozwinęła. W realiach gospodarki rynkowej system ten zdobył drugie życie. Wyroby przywięziennych firm mogą być sprzedawane za granicę za twardą walutę.

Zakup produkcji więziennych zakładów przez instytucje państwowe jest koordynowany w ramach scentralizowanych przetargów. Prywatni odbiorcy negocjują ceny bezpośrednio z firmami. „Współpracując z nami, zyskujesz stabilnych, rzetelnych i wieloletnich partnerów”– tak reklamuje swoje usługi Wydział Wykonania Kar MSW.

Np. w jednej ze znanych mi kolonii karnych grupa utalentowanych więźniów tworzyła meble, które potem były eksportowane do Francji. Firmy związane z rodziną Łukaszenki eksportują wagony metali kolorowych eksportują do, tranzytem przez kraje bałtyckie. Kraje te, nie mając złoży rud tych metali, są potem jednymi z większych eksporterów metali kolorowych. A dostarcza im je Białoruś, a dokładniej, więźniowie w koloniach karnych.

Stracone lata. Jak wygląda praca Białorusinów skazanych za narkotyki WYWIAD

I zyskuje na tym nie tyle białoruskie państwo, ale pasożytujący na systemie ludzie związani z Departamentem Wykonania Kar. Kolonie karne obrastają firmy czerpiące z zysk w niewolniczej pracy.

Praca pod przymusem wykonują również skazani na prace poprawcze, tzw. chemię ze skierowaniem, wysyłani do półzamkniętych hotelów robotniczych (tzw. Zakładów Typu Otwartego) oraz Roboczo-Leczniczych Ośrodków Profilaktycznych. Trafiają tam osoby uznane przez milicję za alkoholików czy narkomanów. Do tzw. profilaktoriów trafiają też osoby, którym odebrano dzieci, a ich praca ma na celu pokrycie ich kosztów utrzymania. Łącznie na Białorusi działa 38 takich ośrodków.

Michaił Żamczużny był pracownikiem Witebskiego Uniwersytetu Technologicznego, gdzie pracował nad alternatywnym napędem dla samochodów. Jak twierdzi, jego kłopoty z prawem zaczęły się, gdy odmówił KGB donoszenia na swoich przełożonych.

Został skazany za wzbogacenie się w wyniku nadużycia pełnomocnictw i w latach 2007-2012 odbywał karę więzienia. Gdy wyszedł, rozpoczął działalność w organizacji Platforma zajmującej się monitorowaniem praw więźniów. Potem, gdy organizację rozwiązały władze, stworzył nową – Platform Innovation i zaczął monitorować przestępstwa urzędników i milicjantów. Wtedy padł ofiarą milicyjnej prowokacji. Szef miejscowej izby wytrzeźwień przekazywał mu tajne dokumenty o nadużyciach i przestępstwach ludzi władzy rzekomo w zamian za korzyści majątkowe.

W lipcu 2015 roku Żamczużny został ponownie aresztowany. Sąd w Witebsku skazał go na 6 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. 23 października kolegium sądowe ds. kryminalnych Sądu Najwyższego rozpatrzyło skargę kasacyjną i skazało Żamczużnego na jeszcze cięższy wyrok – 6 i pół roku pozbawienia wolności.

Naukowiec-obrońca praw człowieka został uznany za winnego popełnienia przestępstw polegających na: nakłanianiu do umyślnego zdradzania tajemnicy służbowej, nielegalnym kupnie i sprzedaży urządzeń specjalnych przeznaczonych do zdobywania informacji oraz wręczeniu łapówki. Na wolność wyszedł w lutym bieżącego roku.

Białoruski więzień polityczny wyszedł na wolność po 6,5 roku łagru

Z Michaiłem Żamczużnym rozmawiał Jakub Biernat /belsat.eu

Wiadomości