(Nie)świąteczna codzienność w fabryce im. 8 marca. Opowieść byłej szwaczki


Dzisiaj fabrykę tekstyliów w Homlu okrzyknięto bohaterem dnia. Liczne media informowały o tym, że robotnicy urządzili jednodniowy strajk włoski. Jako przyczynę protestów podano niskie zarobki. Później dziennikarze, którym udało się dotelefonować do dyrekcji fabryki, usłyszeli, że żadnego strajku nie ma.

Chachmęctwo konkurencji

Zastępca dyrektora fabryki ds. ideologicznych, socjalnych i kadrowych Jauhien Szukurau poinformował Euroradio, że żadnego strajku nie było, nie ma i nie będzie. Jego zdaniem, robotnicy zwyczajnie nie mają podstaw do protestów, ponieważ w maju średnie zarobki sięgały 4,1 mln rubli białoruskich (ok. 400 dol.- red.) Zdaniem przedstawiciela zakładu, są to najwyższe zarobki ( podał kwotę brutto- red.) wśród wszystkich zakładów koncernu Bellehprom, dlatego informację o strajku określił mianem chachmęctwa konkurencji.

Był strajk czy nie?

Żeby się dowiedzieć, co się w rzeczywistości dzieje w fabryce, dziennikarze Biełsatu postanowili porozmawiać z osobami, które pracują w zakładzie. Do rozmowy udało się namówić kobietę, która odeszła z pracy w fabryce, jednak jej koleżanki nadal tam pracują, więc kobieta posiada aktualną wiedzę.

Była szwaczka, chociaż już nie jest związana z zakładem, chciała zachować anonimowość. Według jej słów, żeby otrzymywać zarobki, o jakich mówi ideolog to trzeba pracować dzień i noc. Oprócz tego, dyrekcja zmusza do pracy w weekendy.

Zarobki są naliczane na podstawie wyników pracy, a narzucone normy są nierealne do wykonalne, przy tym cały czas są podwyższane – opowiada rozmówczyni. Kobieta odeszła z pracy w fabryce prawie dwa lata temu. Z tego co wie, po jej odejściu z pracy zrezygnowało jeszcze 30 osób.

Stamtąd wszyscy uciekają. Na dzień dzisiejszy w zakładzie pozostali praktycznie sami emeryci, którzy boją się protestować – mówi była szwaczka, dodając, że i dzisiaj nie było żadnego strajku, jedynie spotkanie z dyrekcją.

IMG_9377

Modelka się uśmiecha, ale szwaczkom szyjącym stroje kąpielowe oraz inne wyroby wcale nie jest wesoło, foto: 8marta.com

Uszczerbek na zdrowiu oszacowano na 10 dol.

Była pracownica fabryki doznała urazu w miejscu pracy: ułamek igły od maszyny do szycia trafił do oka, kalecząc gałkę, ponieważ zostały naruszone przepisy BHP i szwaczki nie miały ochronnych okularów. Nawet po tym, jak kobieta przeszła operację oka, dyrekcja fabryki próbowała tuszować sprawę, wypłacając zadośćuczynienie w wysokości 100 tys. rubli (ok. 10 dol.) oraz przenosząc ją na stanowisko kontrolera jakości.

W nowym miejscu pracy warunki także były wbrew wszelkim zasadom BHP. Wyprodukowane wyroby ubrudzone smarem od maszyn, trzeba było odplamiać przy pomocy trujących rozpuszczalników do farby. Gdy fabrykę kontrolowała jakaś inspekcja to rozpuszczalniki trzeba było chować.

Gdy kobieta próbowała dochodzić swoich praw po wypadku, grożono jej zepsuciem świadectwa pracy.

Dostaniesz takie papiery, ze żadnej pracy nigdzie nie znajdziesz – miała odgrażać się kierowniczka działu kadr.

Fabryka im. 8 marca zatrudnia ponad 1300 osób. Ma własną sieć sklepów w Witebsku, Mohylewie, oraz domy handlowe w Moskwie i Kijowie.

KR/AK/ Biełsat

www.belsat.eu/pl


Zobacz też
Komentarze