Łukaszenka straszy kołchozy prywatyzacją


Prezydent wyznaczył państwowym gospodarstwom rolnym czas do końca roku na zwiększenie rentowności.

„Umówiliśmy się, że musimy wesprzeć tych, którzy już dzisiaj mogą produkować bez strat i pracować samodzielnie, a tym, którzy nie chcą i nie mogą, musimy dać termin przynajmniej do końca roku i sprywatyzować. Sprzedać ich tym, którzy chcą pracować” – zacytowała białoruskiego prezydenta agencja Belta.

Łukaszenka jest przekonany, że kołchozy są w stanie osiągnąć rentowność, albo nawet zarabiać na siebie. Jednak, według jego własnych urzędników, może być to niewykonalne. Według szacunków białoruskiego premiera Uładzimira Siamaszki dotacje do państwowych gospodarstw stanowią 50 proc.

Czytaj więcej>>> Białoruskie rolnictwo dotowane w 49 proc.

Uładzimir Siamaszka przypomniał, że państwowe gospodarstwa rolne płacą o wiele mniejsze podatki, do tego otrzymują paliwo i nawozy po cenach znacznie niższych, niż pozostali klienci. Gospodarstwo dostają też bezpośrednie dofinansowanie z budżetu.

Prywatyzacja – śliska sprawa

Prywatyzacja również może stanowić problem. W 2012 r. białoruskie władze znacjonalizowały jedyny kołchoz sprzedany wcześniej w ręce rosyjskiego inwestora. Inwestor nie mógł poradzić sobie z lokalna biurokracją – skarżył, że władze narzucały mu normy produkcji i np. zabraniały wywożenia zwierząt do rzeźni po za granice obwodu, gdyż obniżało to statystyki.

Czytaj więcej>>> Kołchozowy kapitalizm po białorusku

Jb/Biełsat/telegraf.by

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze