Czym jest centrum logistyczne, w którym Łukaszenka „zmagazynował” migrantów?

Migranci z obozu pod Kuźnicą zostali zwiezieni do centrum logistycznego pod Grodnem. Na zdjęciu z generałem Juryjem Karajewem (jedyny białoruski mundurowy bez kominiarki), byłym ministrem spraw wewnętrznych, odpowiedzialnym za pacyfikację protestów. 18.11.2021 r. Zdjęcie: Leonid Shcheglov / TASS / Forum

Po starciach z polskimi służbami na przejściu granicznym, część migrantów została przewieziona do centrum logistycznego “Bruzgi”. Biełsat tłumaczy, do kogo należy ten obiekt i jakie warunki w nim panują.

Według różnych źródeł do centrum logistycznego pod Grodnem trafiło od pięciuset do dwóch tysięcy osób. Chociaż władze twierdzą, że ostatecznie zostali tam umieszczeni wszyscy mieszkańcy obozu pod Kuźnicą, podobno tak nie jest. Arabskojęzyczny kanał w Telegramie opublikował nagranie, na którym 19 listopada duża grupa grzeje się przy ognisku w miasteczku namiotowym pod gołym niebem.

Jakie warunki panują w magazynie

Budynek znajduje się kilometr od przejścia granicznego Bruzgi, przy trasie M6 z Białegostoku do Grodna i dalej do Mińska. Cały kompleks zajmuje 10 tysięcy m². Magazyn obliczony jest na 8500 tysięcy palet, ale te składowane są na regałach, więc nie można tego przeliczyć na miejsca noclegowe.

Centrum logistyczne składa się także z parkingu na 200 samochodów, kawiarni, oddziału banku, chłodni oraz urzędu kontroli fitosanitarnej i weterynaryjnej. Jest tu też hostel z 40 łóżkami, ale raczej nie zostali umieszczeni migranci, tylko ich strażnicy.

Magazyny nie są przystosowane do długotrwałego przebywania tam ludzi: to jedynie regały i stanowiska pracy dla kilkudziesięciu osób. Na nagraniach widać jednak, że ludzie śpią tam na kilku piętrach regałów – na prowizorycznych pryczach z palet.

Wideo: bnkbel / Telegram

Hala jest ogrzewana, ma własną kotłownię, a mimo to ludzie na nagraniach chodzą tam w kurtkach i czapkach. Ze zdjęć Państwowego Komitetu Pogranicznego wynika, że migranci mogą naładować telefony w jednym z pomieszczeń.

Według osoby związanej z magazynami Bremino Group, na hali jest łazienka. Z kolei na zdjęciach opublikowanych przez pograniczników widać, że przed budynkiem postawiono także plastikowe toalety przenośne. Na parkingu obok zaparkowano cysterny z wodą do mycia.

Wczoraj na miejsce przywieziono transport pomocy humanitarnej, pojawiły się także sklepy obwoźne i otwarto kantor wymiany walut. Przyjechał nawet kebab, za który mieszkańcy obozu muszą zapłacić 15-20 rubli białoruskich (25-34 złote). Gorący posiłek i herbata zostały migrantom wydane z kuchni polowej. Według władz, osoby umieszczone w magazynach mają kołdry, a nawet poduszki.

Centrum logistyczne czy korupcyjne?

Centrum logistyczne, wtedy jeszcze pod nazwą Bremino-Bruzgi, otwarto zimą 2016 roku.

Kompleks powstał dla firmy VLATE Ligistic na podstawie umowy inwestycyjnej z władzami obwodu grodzieńskiego. Zbudowała je państwowa firma Grodnaprambud. Lokalizacja przy przejściu granicznym pozwala przyjeżdżać tu wyłączonym pasem drogi bez przechodzenia procedur celnych, które odbywają się dopiero na miejscu. Ma to skrócić odprawę graniczną ciężarówki do 10-15 minut: TIR nie musi jej przechodzić na przejściu granicznym, jeśli jedzie do centrum. To także tutaj alkohol oznaczany jest białoruskimi znakami akcyzy, a buty i inne towary otrzymują specjalne kody.

Przedsiębiorstwo VLATE Logistic zostało zarejestrowane w 2013 roku, wchodzi w skład Bremino Group – białoruskiego państwowego operatora logistycznego. Do grupy należy nie tylko kompleks “Bruzgi”, ale też analogiczny kompleks “Bierestowica” przy przejściu granicznym Bobrowniki-Bierestowica.

Bremono Group posiada też centrum logistyczne w Bałabasowie pod Orszą, przy granicy z Rosją. Na polecenie Łukaszenki powstała tam osobliwa strefa ekonomiczna, de facto offshor. Jest tam nawet lotnisko.

Jak ulubieni biznesmeni Łukaszenki uciekają od sankcji

Grupa ta otrzymała wyłączne prawo budowy terminali celnych na granicach Białorusi i jest uwolniona od płacenia podatków. Dochody z eksportowo-importowych przekrętów, które pokazały śledztwa dziennikarskie Biełsatu, grupa pierze za pomocą firmy zarejestrowanej na Cyprze.

– Firma ta zarabia na tranzycie, omijając opłaty celne i podatki – tłumaczył wcześniej ekspert ekonomiczny Biełsatu Stanisłau Iwaszkiewicz. – Na podstawie śledztwa naszych mołdawskich kolegów, które kontynuowaliśmy, można zrozumieć, zajmują się oni m.in. reeksportem zachodnich produktów do Rosji, szczególnie polskich jabłek, które wyjeżdżają stamtąd jako mołdawskie.

Firma okazała się także związana z biznesem kwiaciarskim.

Bremino Group i jej szefostwo jest objęte sankcjami Unii Europejskiej i USA za finansowanie reżimu Łukaszenki. Firma należy do Alaksandra Zajcawa, byłego asystenta Wiktara Łukaszenki (starszego syna dyktatora) oraz Mikałaja Warabieja i Alaksieja Aleksina. Ich wszystkich nazywa się biznesmenami związanymi z rodziną białoruskiego dyktatora.

„Mowa o miliardach dolarów”. Ile Białoruś może stracić na zamknięciu granicy z Polską

aa,pj/belsat.eu

Wiadomości