Wyrok nie był „za łagodny”. Dziennikarka wyjdzie na wolność za miesiąc

Sąd miejski w Mińsku odrzucił apelację prokuratury, która uważała, że 6 miesięcy więzienia to dla Kaciaryny Barysiewicz za mało. Dziennikarka TUT.by została skazana za ujawnienie prawdy o śmierci aktywisty Ramana Bandarenki.

Sąd miejski w Mińsku. 20 kwietnia 2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Sąd miejski w Mińsku odrzucił apelację prokuratury, która uważała, że 6 miesięcy więzienia to dla Kaciaryny Barysiewicz za mało. Dziennikarka TUT.by została skazana za ujawnienie prawdy o śmierci aktywisty Ramana Bandarenki.

2 marca sąd dzielnicy Maskouski Rajon uznał dziennikarkę TUT.by winną ujawnienia tajemnicy lekarskiej. Kaciaryna Barysiewicz opublikowała dokumentację medyczną skatowanego na śmierć Ramana Bandarenki, według której w chwili przyjęcia do szpitala pacjent był trzeźwy – władze Białorusi i jej przywódca Alaksandr Łukaszenka propagowały przeciwną wersję.

Adwokaci Kaciaryny Barysiewicz i jej redaktorka naczelna. Mińsk, 20.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

W związku z tym dziennikarka i anestezjolog Arciom Sarokin zostali skazani na 6 miesięcy więzienia. Prokuratura uznała, że kara jest “zbyt łagodna” i złożyła apelację. Obrońcy dziennikarki przekonywali dziś w sądzie, że ich klientka jest niewinna i domagali się jej uwolnienia. Sąd odrzucił apelację prokuratury i pozostawił w mocy pierwotny wyrok. W związku z tym Kaciaryna opuści więzienie 19 maja.

– Poczułam pewną ulgę, choć brzmi to paradoksalnie. Ale jesteśmy zadowoleni, że chociaż 19 maja zobaczymy Kacię. Trudno było coś prognozować, dziś jedynie czekaliśmy na wyrok – powiedziała Biełsatowi redaktorka naczelna TUT.by Maryna Zołatawa.

Maryna Zołatawa, redaktorka naczelna TUT.by. Mińsk, 20.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Skazana brała udział w procesie za pomocą komunikatora wideo – nie opuszczając więzienia w Żodzinie.

– Jesteśmy szczęśliwi, że poprzedni wyrok pozostał w mocy. Nasze dalsze kroki uzgodnimy z Kaciaryną – powiedział jej adwokat Michaił Bandarczuk.

Adwokaci Michaił Bandarczuk i Andrej Maczałau. Mińsk, 20.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Po śmierci Ramana Bandarenki w Mińsku doszło do masowych protestów, które relacjonowały na żywo dziennikarki Biełsatu Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa. Zostały za to ukarane dwoma latami w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, gdzie są traktowane jak ekstremistki. Sąd uznał je za organizatorki zamieszek.

Wobec osób zaangażowanych w pobicie Bandarenki nie wszczęto sprawy karnej. Władze utrzymują, że padł ofiarą sąsiedzkiej sprzeczki. Organizacja BYPOL wykazała, że w rzeczywistości w jego pobiciu uczestniczyli komandosi SOBR, funkcjonariusze OMONu oraz osoby z najbliższego otoczenia Łukaszenki: jego rzeczniczka i trener hokeja.

Dziennikarki Kaciaryna Barysiewicz, Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa oraz lekarz Arciom Sarokin zostali uznani za więźniów politycznych. W białoruskich więzieniach jest ich obecnie 357.

Reporterzy bez Granic: Białoruś najgorsza w Europie pod względem wolności słowa

sk,pj/belsat.eu

Wiadomości