Białoruski muzyk Igor Bancer po 16 dniach głodówki potrzebuje hospitalizacji WYWIAD

Mój performance pokazał, w jakim absurdzie żyjemy – mówi PAP Igor Bancer, muzyk z Grodna, który właśnie został skazany na 1,5 roku przymusowych prac za „chuligaństwo”. W proteście przeciw procesowi, który uznaje za polityczny, Bancer nie jadł i nie pił przez ponad 2 tygodnie.

– Mój absurdalny happening pokazał absurdalność tego systemu i właśnie o to chodziło – mówi PAP grodzieński muzyk, który za „wulgarny taniec” w stringach przed milicyjnym samochodem spędził pięć miesięcy w areszcie i został skazany na 1,5 roku ograniczenia wolności.

W proteście przeciwko politycznemu procesowi, 3 marca podjął suchą głodówkę, co doprowadziło go na skraj fizycznego wyczerpania.

Grodzieński muzyk dostał 1,5 roku prac poprawczych. Głodował i nie pił od 16 dni

– Dzisiaj czuję się bardzo źle i będę jednak musiał udać się do szpitala – powiedział Bancer.

Dzień wcześniej, gdy wyszedł na – jak mówi – „czasową wolność” po ogłoszeniu wyroku, nie zgodził się na hospitalizację, chociaż nalegali na to jego najbliżsi.

Przekonuje, że jego wrześniowy performance miał charakter artystyczno-polityczny.

– To był performance i ci, którzy mnie znają, rozumieją to. Jednak może rzeczywiście, dla Białorusi jest jeszcze na takie artystyczne demonstracje zbyt wcześnie – mówi Bancer, który jest muzykiem rockowym, dziennikarzem, aktywistą. Studiował w Polsce, działał w Związku Polaków w Grodnie.

Przypomina w rozmowie rosyjskiego artystę Piotra Pawleńskiego, który w geście protestu przybił swoje genitalia do bruku na Placu Czerwonym w Moskwie.

Jak tłumaczy, chciał „pokazać d… milicji” w geście sprzeciwu wobec tłumienia pokojowych protestów.

– W czasie jednej rozmowy z przyjaciółmi ktoś powiedział: „ludzie idą pokojowo, a na nich wychodzi uzbrojony OMON, ci odwracają się d… i muszą uciekać”. Dlaczego ludzie nie mogą spokojnie i dumnie chodzić po ulicy, a mają chować się przed milicją? – mówi Bancer.

Igor Bancer zażądał dla siebie 3 lat kolonii karnej

Za „chuligaństwo” dostał w piątek wyrok 1,5 roku ograniczenia wolności ze skierowaniem do prac przymusowych. Na Białorusi taki wyrok potocznie nazywa się „chemią”.

– To wywodzi się jeszcze z czasów sowieckich, kiedy ludzi często kierowano do prac przymusowych w szkodliwych warunkach, np. w zakładach chemicznych – wyjaśnia Bancer.

„Chemia ze skierowaniem”: skazywanym w politycznych procesach grożą lata przymusowej pracy

Swoją wolność nazywa „umowną”, bo po okresie apelacji, będzie musiał udać się do ośrodka wskazanego przez system penitencjarny.

– Potem także będę ciągle „na haczyku”. Pod byle pretekstem przecież będą mogli mnie znowu za coś skazać. Nie będę wprawdzie w więzieniu, ale też – nie na wolności – mówi.

O podjętej 3 marca głodówce mówi jako o geście protestu przeciwko politycznemu prześladowaniu.

– Chcieli, żebym zgnił w więzieniu, to postanowiłem im pomóc. Przez cały czas namawiali mnie, żebym zaczął jeść lub pić, mówili – „nie dadzą ci tu umrzeć”. Dążyli do tego, żeby mnie zgnieść, rozdeptać”. Chcieli ze mnie zrobić debila, ale nie udało się – mówi

Biegli bowiem sporządzili ekspertyzę, w którzy ocenili, że oskarżony muzyk jest poczytalny.

– Mam to na 10 stronach od ich własnych ekspertów – że nie jestem czubkiem! – śmieje się.

Jak tłumaczy, nie spodziewał się ani realnego wyroku, ani blisko pół roku w areszcie.

– Za happening? Myślałem, ok, tydzień, dwa aresztu za wykroczenia. Przez pierwszy miesiąc w areszcie przestudiowałem cały kodeks karny i tylko utwierdziłem się w tym, że to wszystko było bezprawne – mówi muzyk.

Jak podkreśla, z czasem zaczęło do niego docierać, co się dzieje.

– Ludzie są wsadzani do więzienia na osiem, 10 lat – za nic. Babcie trafiają do aresztu za czytanie książek po białorusku. Facet, który nie żyje, bo zabił go wojskowy w cywilu, został uznany za winnego przemocy” – dodaje.

Początkowo prokurator twierdził, że Bancer był w chwili swojego „aktu” pijany, chociaż muzyk pryncypialnie nie sięga po alkohol od wielu lat.

– Potem się wycofał, ale to jest taka praktyka: każdy z automatu jest „pod wpływem”. Bo przecież prezydent powiedział, że na protesty wychodzą „alkoholicy i prostytutki” – mówi.

W głośnej sprawie śmiertelnego pobicia w Mińsku aktywisty Ramana Bandarenki również pojawiła się kwestia alkoholu. Władze od razu zrobiły z niego pijaka. Dziennikarka i lekarz, którzy potwierdzili, że był trzeźwy, stanęli przed sądem w procesie karnym.

Grodzieński punkowiec, były działacz mniejszości polskiej ogłosił w sądzie suchą głodówkę

Państwo prezydenta Alaksandra Łukaszenki, przekonuje, to państwo absurdu.

– Inspiruje mnie Pomarańczowa Alternatywa, Monty Python, właśnie dlatego sięgnąłem po taki środek wyrazu – wyjaśnia.

Jak podkreśla każdy kolejny etap jego sprawy był jeszcze bardziej surrealistyczny niż poprzedni.

– Przez 1,5 godziny np. trwały debaty z milicjantem, rzekomo „poszkodowanym”, na temat tego, czy mógł zobaczyć moje genitalia zza kierownicy samochodu o trzeciej nad ranem. Potem jeszcze przez wiele godzin oglądaliśmy nagranie wideo w celu ustalenia tego istotnego faktu – wspomina.

Bancer jest przekonany. że im bardziej ludzie będą pokazywać absurdalność systemu, tym szybciej on upadnie.

Justyna Prus dla PAP/ jb/ belsat.eu

Wiadomości