1939. Białorusini też chcieli bić Niemca

Wywiad

Prawosławny kapelan i dowódca odbierają przysięgę żołnierzy 20 „Białoruskiej” Dywizji Piechoty. Zdjęcie ze zbiorów Ihara Mielnikawa

We wrześniu 1939 roku Rzeczpospolitej bronili także mieszkający w niej Białorusini. Jak wyglądała przedwrześniowa mobilizacja na wschodzie, opowiada białoruski historyk dr Ihar Mielnikau.

– Jak wyglądała mobilizacja na terenach II RP zamieszkałych przez Białorusinów?

Ihar Mielnikau: – Były dwie fale mobilizacji. Pierwsza to była tzw. „przechowana mobilizacja” już w marcu 1939 roku. W tej trakcie zmobilizowane zostały jednostki rezerwowe – nie była powszechna, nie ściągano wszystkich żołnierzy.

Wywołało to strach u mieszkańców województw północno-wschodnich, których nie brano do wojska. A oni chcieli iść „bić Niemca”.

Zmobilizowano wtedy jednostki gotowe do walki, między innymi 20 Dywizję Piechoty, nazywaną przed wojną „Białoruską”. Była do dywizja forteczna, która miała bronić Baranowickiego Rejonu Umocnionego w razie wojny z Sowietami. Już wiosną wysłano ją do Mławy, gdzie latem żołnierze zbudowali schrony i już 1 września bronili się przed Niemcami.

W jednostce tej było bardzo dużo Białorusinów, a według dokumentów polskich poziom dezercji był bardzo niski. Z kolei morale było wysokie – oni szykowali się do walki. Chcieli walczyć przeciwko temu ogólnosłowiańskiemu wrogowi i nie trzeba było im tłumaczyć, dlaczego muszą tak daleko jechać.

W przededniu września 1939

Żołnierze 79 Pułku Piechoty Strzelców Słonimskich. Zdjęcie ze zbiorów Ihara Mielnikawa

Druga fala mobilizacji to była już mobilizacja powszechna w sierpniu. Dotyczyła ona wszystkich obywateli II RP, także Białorusinów. Zmobilizowano wtedy 70 tysięcy moich rodaków. Trafili do różnych jednostek, głównie piechoty, i pojechali na zachód. Wielu Białorusinów z dużym entuzjazmem stawiało się w punktach mobilizacyjnych Dowództwa Okręgu Korpusu nr III w Grodnie i DOK IX w Brześciu, czy w drobnych punktach np. w Kobryniu.

Były też przypadki, gdy młodzi Białorusini uciekali do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, nie chcąc służyć w Wojsku Polskim. Jednak w dokumentach radzieckich nie zarejestrowano masowej dezercji z powodu mobilizacji powszechnej.

Białoruscy rezerwiści wiedzieli, gdzie mają iść. Większość z nich była przypisana do konkretnych pułków, bo w okresie międzywojennym odbyli w nich służbę. Trafiali więc do swoich jednostek, na swoje specjalizacje. Nie mieli na to dużo czasu. Ci, którzy zostali powołani wiosną – 20 i 30 Dywizja Piechoty – mieli go trochę więcej. A ci, których zmobilizowano w sierpniu, dostawali mundury i od razu jechali na front.

– Czy żołnierze-Białorusini mieli równe prawa z kolegami-Polakami?

– Oficerami byli głównie Polacy. Podoficerami mogli być Białorusini, ale nie było ich wielu, bo w okresie międzywojennym nie do końca ufano Białorusinom. Na przykład w dokumentach Białorusina, porucznika z Kobrynia czytamy, że jest to bardzo dobry oficer, posiada potrzebną wiedzę, jest dobrym strategiem, ale „nie jesteśmy pewni jego postępowania podczas wojny ze Związkiem Radzieckim”.

Władze nie do końca wierzyły, że Białorusini będą chcieli walczyć z Sowietami. Także przez propagandę radziecką, która podkreślała, że po obu stronach – w Armii Czerwonej i Wojsku Polskim są rodacy z Zachodniej i Wschodniej Białorusi. Nie wierzyli i nie dawali im możliwości awansu.

Ale co się tyczy stosunku do Białorusinów, jako do ludzi, to bywało różnie. Na przykład Korpus Ochrony Pogranicza wydawał instrukcje, zgodnie z którymi do miejscowych żołnierze mieli się zwracać per Pan, bo byli takimi samymi obywatelami, jak mieszkańcy Krakowa lub Warszawy. Choć pewnie gorzej odżywionymi i ubranymi.

Nie wszyscy białoruscy żołnierze Wojska Polskiego mówili po polsku. Niektórzy byli analfabetami, lub ukończyli tylko kilka klas, ale walczyli dzielnie.

Mieszkańcy Kobrynia w 1939 r. Zdjęcie ze zbiorów Ihara Mielnikawa

– Jak wyglądała mobilizacja na wschodzie po 17 września?

– W województwach północno-wschodnich centra mobilizacyjne pozostały tam, gdzie pozostało wojsko. Tam też zaczęto tworzyć jednostki tyłowe, np. w Kobryniu sformowano 183 Pułk Piechoty. Wcześniej 83 Pułk Strzelców Poleskich pojechał na zachód walczyć z Niemcami i ten 183 Pułk Piechoty miał być rezerwowy. Z kolei 182 Pułk Piechoty miał walczyć w obronie Twierdzy Brzeskiej, tak jak i 181 PP.

Ogółem, wielu Białorusinów trafiło do obrony twierdzy – gdy zabrakło jednostek liniowych, to tam wcielano rezerwistów. W punktach poborowych stawiło się naprawdę dużo zmobilizowanych – na przykład w koszarach 86 PP (który pojechał na zachód) w Mołodecznie sformowano całe bataliony piechoty. Jeden wysłano nawet na granicę z Sowietami. Ale gdy ku niej maszerowali, to Armia Czerwona właśnie ją przekroczyła i szybko otoczyła rezerwistów, którzy nie wiedzieli, co robić.

Cała tragedia Białorusinów, tak jak Polaków, polegała na tym, że uderzeniowe jednostki Armii Czerwonej mówiły naszym żołnierzom, że idą ratować Polskę w wojnie z Niemcami. I rzeczywiście większość Białorusinów wierzyło, że to „bracia ze wschodu” przyszli walczyć ze wspólnym wrogiem, a nie z Polakami.

Druga część rozmowy – o walce Białorusinów w szeregach WP – pojawi się 1 września.

Z dr Iharem Mielnikowem rozmawiał Piotr Jaworski, belsat.eu.

Ihar Mielnikau jest badaczem, popularyzatorem i rekonstruktorem historii białoruskich żołnierzy w Wojsku Polskim. Na rynku dostępne są jego książki poświęcone m.in. Białorusinom w Armii Andersa czy granicy polsko-bolszewickiej. Obecnie poprzez crowfunding zbiera pieniądze na wydanie kolejnej publikacji pt. Wrzesień 1939. Mogiły „niewypowiedzianej” wojny.

Białoruscy rekonstruktorzy odnowili groby strzelców słuckich WP

Zobacz też
Komentarze