„Mowa o miliardach dolarów”. Ile Białoruś może stracić na zamknięciu granicy z Polską

W związku z kryzysem migracyjnym wywołanym przez Mińsk, Polska grozi zamknięciem granicy z Białorusią. Jak wiele może stracić Białoruś, jeśli rzeczywiście dojdzie do zamknięcia granic?

Zdjęcie ilustracyjne. Szpaler żołnierzy na przeciwko obozu migrantów pod Kuźnicą. 14 listopada 2021 r. Zdjęcie: Irek Dorozanski / DWOT

Groźby z obu stron

W związku z próbami naruszenia granicy z Polską przez Mińsk przy pomocy migrantów, strona polska jeszcze 9 listopada zamknęła przejście graniczne w Kuźnicy, które było najbardziej narażone na ataki z Białorusi. Spowodowało to pewne trudności dla firm logistycznych, choć na razie nie jest to problem o dużej skali.

Jednocześnie Warszawa ostrzegła, że może nie chodzić tylko o Kuźnicę: polskie władze rozważają możliwość całkowitego zamknięcia granicy z Białorusią w związku z kryzysem migracyjnym.

– W scenariuszach dalej idących taka opcja jest brana pod uwagę – powiedział rzecznik polskiego rządu Piotr Müller.

Jak dodaje minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński, nie chodzi tylko o drogowe przejścia graniczne, ale także o przejścia kolejowe.

– Zostaną całkowicie odizolowani – nie tylko politycznie, ale i gospodarczo – ostrzegł Kamiński.

Pierwsze w kolejce do zamknięcia jest kolejowe przejście graniczne w Kuźnicy. Polska ma w planach zamknięcie tego punktu, jeśli do 21 listopada sytuacja z migrantami się nie ustabilizuje. Jednak białoruski reżim nie przejmuje się tymi zagrożeniami, przynajmniej na razie. A nawet grozi, że zamknie granice jako pierwszy.

– Polska straszy nas, że zamknie granicę. Proszę, zamykajcie: mniej uciekinierów (opozycjonistów – Belsat.eu) będzie się tam przemieszczać… A gdybyśmy zamknęli tranzyt przez Białoruś? Przez Ukrainę nie przejadą: granica rosyjska jest tam zamknięta. W krajach bałtyckich nie ma dróg. Jeżeli zamkniemy tranzyt dla Polaków i na przykład dla Niemców, co wtedy? – zagroził Łukaszenka 11 listopada zwracając się do Unii Europejskiej. – My ogrzewamy Europę, a oni nam jeszcze grożą, że zamkną granicę. A jeśli odetniemy gaz? Dlatego kierownictwu Polski, Litwy i innym szaleńcom poradziłbym, by pomyśleli, zanim coś powiedzą – dodał Łukaszenka bez zawahania.

Kolejna ciężarówek do przejścia granicznego w Bobrownikach po zamknięciu przejazdu przez Kuźnicę. 10 listopada 2021 r. Zdjęcie: JuSz/belsat.eu

– Rozpatrują zamknięcie granicy z Białorusią. Proszę bardzo. Jeśli nie mają nic innego do roboty, to my nie mamy nic przeciwko – powtórzył 16 listopada.

Jednak groźby te nie spotkały się z aprobatą nawet na Kremlu. Wieczorem w piątek Komitet Graniczny wydał komunikat, który wydaje się ma na celu uniknięcie zamknięcia granicy.

Nowy ton Komitetu Granicznego. Zapewnia, że Polakom nic nie grozi

Powtórka z rozrywki

Co ciekawe, nie jest to pierwsza groźba odcięcia tranzytu przez Białoruś, która padła z ust Łukaszenki. I nie pierwsza w tym roku. Na przykład 6 lipca Łukaszenka zagroził odwetem za europejskie sankcje nałożone na Białoruś za wymuszenie lądowania samolotu Ryanaira z opozycyjnym dziennikarzem Ramanem Pratasiewiczem:

– Niech przez Finlandię do Chin i Rosji wożą swoje produkty. Albo przez Ukrainę, tam są dobre drogi, niech jadą i tam dostarczają.

Białoruska ciężarówka w kolejce do przejścia w Bobrownikach. 10 listopada 2021 r. Zdjęcie: JuSz/belsat.eu

Powiedział wtedy również, że należy „podjąć wszelkie środki, aby Europa poczuła, czym jest Białoruś. I dwa razu się zastanowiła, zanim sięgnie po broń ekonomiczną”.

Jednak wtedy te słowa pozostały tylko słowami. Tym bardziej, że w Rosji, do której dostawy, według gróźb Łukaszenki, miałyby zostać ograniczone, nie odebrano tego zbyt pozytywnie.

– Bez wątpienia nie można wykluczyć naruszeń niektórych łańcuchów eksportowo-importowych i oczywiście byłaby to kwestia wymagająca bardzo poważnej pracy, aby zminimalizować konsekwencje takich decyzji – powiedział rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.

Czy groźby weszły już w życie?

Na razie pytanie, czy Łukaszenka zamknie granice, czy też zostaną one zamknięte przez Zachód z powodu jego zachowania, pozostaje bez odpowiedzi. Tymczasem, obok gróźb zablokowania dostaw towarów, mówił on również o możliwym zamknięciu należącego do Gazpromu gazociągu Jamał-Europa.

A 17 listopada Białoruś ograniczyła tłoczenie ropy naftowej do Polski. Tłumaczyła to nieplanowanym wcześniej remontem, który rozpoczął się na jednej z gałęzi rurociągu. Dziś w nocy prace zostały zakończone.

I mimo, że ropociągi i gazociągi to z pewnością zupełnie różne rzeczy, takie zbieżności budzą wątpliwości.

Co straci Białoruś?

Co się stanie, jeśli tranzyt przez Białoruś zostanie ograniczony? Po pierwsze, w przypadku jego całkowitego zamknięcia na granicy białorusko-polskiej, duże problemy mogą mieć małe białoruskie firmy logistyczne działające na rynku Polskim i Niemieckim.

– W ogóle nie będzie się opłacało pracować – powiedział wcześniej w wywiadzie dla Biełsatu jeden z białoruskich przedsiębiorstw w branży logistyki.

Jednocześnie duże przedsiębiorstwa nadal będą miały możliwość dywersyfikacji swoich dostaw.

Kontrola drogowa w okolicach Kuźnicy. 9 listopada 2021 r. Zdjęcie: JuSz/belsat.eu

Jednak zamknięcie granicy uderzy nie tylko w firmy logistyczne i „uciekinierów”, jak Łukaszenka nazywa swoich obywateli.

„Strzał w oba kolana”

Telegramowy kanał Naszy Hroszy (biał. Nasze pieniądze) przedstawił własną wizję sytuacji. Według ekspertów, groźby, które Mińsk skierował do Europy, „przypominają groźby człowieka, który próbuje przestraszyć wszystkich wokół tym, że strzeli sobie w oba kolana”.

Jak zauważają autorzy kanału, sektor transportowy wraz z branżą IT jest dziś motorem białoruskiej gospodarki. Jednocześnie obie branże „wykazują coraz bardziej imponujące wyniki nie dzięki, ale raczej na przekór panującym warunkom”.

– Jeśli granice zostaną zamknięte, a sankcje się nasilą, znaczna część naszego rynku usług po prostu upadnie. Do Rosji nie będzie się dało eksportować tych usług informatycznych, które wcześniej wysyłaliśmy do Europy i USA. Ponadto, jeśli stracimy status kraju tranzytowego, stracimy miliardy dolarów. Rosja również poniesie znaczne straty: tranzyt do Europy przez nasz kraj jest najszybszą drogą – czytamy.

Kontrola drogowa pod Kuźnicą. 9 listopada 2021 r. Zdjęcie: JuSz/belsat.eu

Ucierpią na tym również chińscy partnerzy Białorusi, którzy, jak informuje kanał, już są niezadowoleni z powodu poślizgu w realizacji ambitnego projektu Wielki Kamień – usytułowanego pod Mińskiem białorusko-chińskiego parku przemysłowego. A jeśli jedna z gałęzi współpracy zostanie odcięta… chińscy partnerzy mogą mieć wiele pretensji do białoruskiego rządu.

– I to tylko w kwestii usług. A sytuacja znacznie się pogorszy również w przypadku eksportu towarów. Nie uda nam się zastąpić rynku europejskiego rynkiem rosyjskim. To znacznie trudniejsze niż przekierowanie samolotów Belavii z Paryża do rosyjskiego Czerepowca – podkreślają autorzy kanału.

O jakich kwotach mowa?

Według danych Biełsatu eksport usług transportowych z Białorusi wynosił w latach 2018-2020 ponad 3,2 mld dolarów rocznie. Na porównywalną kwotę Białoruś eksportowała swoje usługi transportowe już w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 roku. Ogólnie rzecz biorąc, jak stwierdził ekonomista Siarhiej Czały w komentarzu dla Biełsatu, liczba ta może w tym roku wzrosnąć o 20 procent ze względu na ożywienie światowej gospodarki.

Siarhiej Czały w studiu Biełsatu w Warszawie. Zdjęcie: belsat.eu

– Straty mogą wynieść od jednej trzeciej do połowy tej kwoty, czyli 1-1,5 mld dolarów – tak perspektywy zamknięcia granicy ocenia ekonomista.

Uładzimir Kawałkin, szef projektu Koszt Urada (biał. Koszt Rządu), który zajmuje się publikacją wydatków z budżetu Białorusi, uważa, że w przypadku zamknięcia granicy Białoruś może stracić wszystkie pieniądze, które obecnie zarabia na eksporcie usług transportowych. Jego zdaniem ucierpieć może także wszystko, co związane z infrastrukturą, w tym drogi.

– Największe straty poniesiemy jednak w przewozie ładunków. Jest to numer dwa w białoruskim eksporcie po IT pod względem salda. To znaczy, że będzie to bardzo bolesny cios – powiedział ekspert w komentarzu dla Biełsatu.

Kawałkin uważa również, że zamknięcie granicy jest dość realistycznym scenariuszem.

– Co może być prostsze od opuszczenia szlabanu i zakazania wjazdu z towarem? Jest to w 100 procentach realne do wykonania nawet w dziesięć minut: wystarczy wydać polecenie – to wszystko – podkreśla ekspert.

Główny zysk – telefon od Merkel

Leu Lwouski, ekonomista centrum badań nad białoruską gospodarką BEROC, twierdzi, że na razie czysto ekonomiczny efekt, wywołany przez migrantów jest dla Białorusi pozytywny, chociaż w niewielkim stopniu. Migranci płacą pieniądze białoruskim sklepom, różnym firmom, hotelom, taksówkarzom. Jakaś część pieniędzy migrantów trafi do białoruskiego budżetu – jeśli nie bezpośrednio (tysiące ludzi płacą przewoźnikom tysiące dolarów), to poprzez podatki tych, którzy otrzymują pieniądze i wydają je na Białorusi. Być może Unia Europejska przekaże jakieś pieniądze na cele humanitarne: wydaje się, że Alaksandr Łukaszenka i Angela Merkel rozmawiali właśnie o tym. Ale to wszystko raczej będzie mało zauważalne na poziomie makro.

Migranci w centrum handlowym Halereja w Mińsku. Zdjęcie: PW/belsat.eu

Sankcje Unii Europejskiej lub poszczególnych państw mogą polegać na zablokowaniu tranzytu przez Białoruś i mogą być skierowane przeciwko Białorusi. Jak mówi ekonomista, straty zależeć będą od skali sankcji.

  • Jeśli na białoruskie linie lotnicze Belavia zostaną nałożone najszersze możliwe sankcje, to straty mogą sięgnąć kilkuset milionów dolarów.
  • Jeśli sankcje będą związane z blokadą tranzytu, to będą one znacznie większe: Białoruś dużo zarabia na tym, że jest położona między Rosją a UE i między Chinami a UE.
  • Jeśli sankcje zostaną nałożone tylko na 10-20 urzędników, to nie mówimy nawet o milionach dolarów, ale o mniejszych kwotach.

– Jeśli władze cokolwiek zyskały, to prawdopodobnie tylko punkty polityczne – podsumowuje Lwouski. – Ale to już nie jest wymiar gospodarczy. Na pytanie, ile warta jest rozmowa Merkel, nie potrafię odpowiedzieć.

Czy telefony z Berlina oznaczają, że Europa ugięła się przed Łukaszenką?

MH, ksz/ belsat.eu

Wiadomości