„Żydowska mądrość i polski honor”. Sto lat temu urodziła się prof. Dora Kacnelson

Sto lat temu, 19 kwietnia 1921 roku w Białymstoku w rodzinie Basewy i Barla urodziła się Dora Kacnelson – pracująca w ZSRR polska patriotka, literaturoznawczyni, badaczka losów Polaków na Wschodzie, współpracowniczka paryskiej Kultury, działaczka na rzecz pojednania polsko-żydowsko-ukraińskiego.

Stryj badaczki, Berl Katznelson, był syjonistą i po opuszczeniu Rosji – jednym z ojców współczesnego państwa Izrael. Z kolei jej rodzice po I wojnie światowej i rewolucji bolszewickiej wybrali Polskę. Jednak podczas II wojny światowej rodzina trafiła do Leningradu, gdzie potem Dora Kacnelson ukończyła studia filologiczne, a w 1949 roku obroniła doktorat “Mickiewicz a twórczość ludowa”. Resztę swojego życia poświęciła badaniu losów Polaków na Wschodzie: zesłanych po powstaniu listopadowym i styczniowym, polskich naukowców i literatów, ale też zwykłych Polaków, którzy mimo możliwości repatriacji, postanowili pozostać w ZSRR. Za swoją działalność w 2002 została odznaczona Medalem Polonia Mater Nostra Est.

Dora Kacnelson. Zdjęcie z prywatnego archiwum Haliny Hławackiej

Jednocześnie była działaczką żydowską, wiceprezesem gminy żydowskiej w Drohobyczu na Ukrainie, działaczką na rzecz pojednania narodów dawnej Rzeczypospolitej. Kilka lat swojego życia spędziła także na Syberii, Białorusi i Litwie.

W ZSRR Dora Kacnelson znana była przede wszystkim jako wybitna pedagog i literaturoznawczyni. Biełsat rozmawiał z Haliną Hławacką, emerytowaną nauczycielką z Witebska, która w latach 50-tych była studentką, a przez następne 40 lat przyjaciółką badaczki.

Halina Hławackaja. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

– Pani Halino, proszę nam opowiedzieć, kim była Dora Kacnelson?

– Urodziła się w żydowskiej rodzinie na polskiej ziemi. I to z pewnością wtedy przyswoiła sobie zarówno żydowską mądrość, jak i polskie poczucie honoru, własnej godności, wieczne dążenie Polaków do wolności i niepodległości.

Jej życie upłynęło wśród Polaków, ale też Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Tematem jej prac naukowych był udział Polaków i Białorusinów w powstaniu listopadowym 1830 roku i styczniowym 1863 roku. O nich pisała w swoich książkach, o nich poszukiwała informacji.

W Polsce była szanowanym naukowcem, doktorem nauk filologicznych, panią profesor, autorką wielkiej monografii o twórczości Adama Mickiewicza. Była też autorką licznych artykułów, w których pokazywała czytelnikowi losy powstańców, poetów (Polaków i Białorusinów), którzy walczyli o wolność i niepodległości. Polska odznaczyła ją, z pewnością, jedną z najwyższych nagród, złotym krzyżem za działalność poświęconą Holokaustowi i pomoc ubogim.

„Adam Mickiewicz i twórczość ludowa”, dysertacja Dory Kacnelson z 1952 roku

W ZSRR Dora Kacnelson była naukowcem, filologiem, wykładowcą literatury obcej na kilku uczelniach. I wszędzie gdzie pracowała i gdzie mieszkała, młodzież, studenci, byli nią zachwyceni. I w Drohobyczu, i w Ułan-Ude, i w Mohylewie i w Połocku. Szczególnie w Połocku.

Byłam jedną z pierwszych studentek Połockiego Instytutu Pedagogicznego, gdzie w 1953 roku Dora Kacnelson zaczęła swoją drogę naukową jako wykładowczyni literatury obcej. Po tym, jak skończyłam studia, przyjaźniłyśmy się jeszcze 40 lat. Pisałyśmy do siebie i spotykałyśmy się w różnych miastach, do których trafiła podczas swojego koczowniczego życia.

– Jak w takim razie Dora Kacnelson trafiła do Połocka?

– Gdy w Leningradzie (obecnie Petersburg) obroniła pracę dyplomową, została skierowana do Mińska. Ale mińskie uczelnie jej nie chciały. Dlaczego? To bardzo proste: przeszkadzała piąta linijka w dowodzie osobistym, narodowość. Dlatego przyjechała do nas, do Połocka, gdzie zaczęła uczyć literatury obcej.

„Utracony raj” Mickiewicza na białoruskiej wsi

– Jakim była wykładowcą?

– Wykłady Dory Borisowny były niesamowite, przejmujące. Często swoje zajęcia zaczynała od wierszy. Gdy był to antyk, czytała nam Safonę. Gdy opowiadała o odrodzeniu, czytała Michała Anioła, Petrarkę. Czasem czytała też rosyjskie wiersze, ale wtedy nie podawała autorów. Dopiero dużo później, gdy przyjechał jej przyjаciel ze studiów Aleksiej Andrejewicz Jegorow, który przywiózł z Magadanu mnóstwo wydanych przed wojną tomików wierszy, zrozumiałam, że ona czytała nam Walerija Briusowa, Marinę Cwietajewą. Wtedy te nazwiska były prawie zakazane. Czasem zaczynała wykłady od ich wierszy, ale ja w swojej ówczesnej naiwności nie rozumiałam, że tymi cytatami wylewa ból ze swojego serca.

Dora Kacnelson ze studentami. Archimum Haliny Hławackiej

Czasem zbieraliśmy się w jej maleńkim gabinecie, czytaliśmy wiersze, dyskutowaliśmy o nich, rozmawialiśmy o literaturze. Odkrywała przed nami wczesnego Majakowskiego. Bo my mogliśmy znać tylko jego późniejszą twórczość, a o początkach nas nie uczono. Opowiadała nam, jak ciężki był los tych poetów, co wpłynęło na ich twórczość.

Dla mnie odkryła Fiodora Dostojewskiego, bo wtedy nie było go ani w programie szkolnym ani akademickim. Ale najwspanialsze były nasze wieczorne spacery wzdłuż Dźwiny. Podchodziliśmy pod sobór świętej Sofii, marzyliśmy, rozmawialiśmy, czytaliśmy wiersze ukochanych poetów i swoje.

W tym samym czasie nasi starsi koledzy na zajęciach z literatury radzieckiej uczyli się postanowień Komitetu Centralnego Partii z czasopism Zwiezda i Leningrad. Mieli znać cytaty z wystąpienia Andrieja Żdanowa, który w obraźliwy sposób potępił, i poniżył Annę Achmatową, Michaiła Zoszczenkę i innych leningradzkich literatów, których poglądy nie zgadzały się z ideologią państwa.

Halina Hławackaja rozmawia z Aloną Szabunią. Zdjęcie: Zmicier Łupacz

– Wspomniała pani jej przyjaciela, Aleksieja Jegorowa. Proszę o nim opowiedzieć.

– Aleksiej Andriejewicz był jej przyjacielem ze studiów, po drugim roku, gdy zaczęła się wojna, został powołany do wojska. Gdzieś w Estonii trafił do niewoli i resztę wojny spędził w niemieckim obozie koncentracyjnym. Gdy tylko skończyła się wojna, oni, byli jeńcy, trafili z kolei do sowieckich obozów w Magadanie i na Kołymie. Tam Aleksiej Jegorow spędził dziesięć lat. I dopiero gdy po reformach Chruszczowa został rehabilitowany, przyjechał do Dory Kacnelson do Połocka.

Od razu stał się naszym dobrym przyjacielem, dawał nam natchnienie, organizował nasze kółko i zmuszał do pracy. Postanowił skończyć studia i wstąpił zaocznie na Uniwersytet Leningradzki. Jako temat swojej pracy wybrał twórczość białoruskiego poety Andreja Alaksandrowicza. Pewnie dlatego, że tak jak on, poeta był represjonowany i długie lata spędził na zesłaniu.

30 lat temu zmartwychwstał Kościół na Białorusi. Historia zniszczenia i odbudowy

Aleksiej Andriejewicz nie znał języka białoruskiego. Staraliśmy się mu pomóc, przekładaliśmy białoruskie teksty na rosyjski, redagowaliśmy jego przekłady, tłumaczyliśmy mu osobliwości języka białoruskiego. Popatrzył na nas pewnego razu i zapytał: “Słuchajcie, a po tym wszystkim nie powinniście zająć się językiem polskim?”.

A Dora Borisowna akurat szykowała swój artykuł o związkach między literaturami słowiańskimi dla leningradzkiego wydawnictwa Akademii Nauk. Staraliśmy się jej pomagać – ona tłumaczyła z polskiego, a nasi chłopcy, kto umiał, próbowali rymować te teksty po rosyjsku.

Szczególnie zapamiętałam wiersz polskiego poety Wincentego Pola. Pisał on o młodym rosyjskim oficerze, który sprzeciwił się i nie chciał pacyfikować powstania Polaków i mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego.

„Z historii rosyjsko-słowiańskich związków literackich”. Zbiór Akademii Nauk ZSRR z referatem Dory Kacnelson

Artykuł Dory Kacnelson został wydrukowany w zbiorze Akademii Nauk ZSRR. Byliśmy z tego bardzo dumni, chociaż mało rozumieliśmy, co działo się wtedy w historii naszego kraju i Polski. A u 1958 roku nasz Połocki Instytut Pedagogiczny zamknęli. Zlikwidowany został wtedy obwód połocki, miasto weszło w skład obwodu witebskiego. A dwa instytuty pedagogiczne to było dla władz regionu za dużo.

– Jak dalej ułożył się los pani Dory?

– Jeszcze rok pomęczyła się w Mohylewie, a potem wyjechała na koniec świata – do Ułan Ude, stolicy Buriacji. Tam także miała swoich ulubionych studentów, tam także pozostawiła po sobie pamięć. Galina Biełousowa wiele mi potem opowiadała o ich przyjaźni. Twierdziła, że Dora Kacnelson przyjechała do nich na Zabajkale, by zebrać materiały o zesłanych tam Polakach, uczestnikach powstań z 1830 i 1863 roku. Ale myślę, że gdyby miała normalne warunki życia tutaj, na Białorusi, to by nigdy nie jechała na drugi koniec świata.

Po dwóch latach z Aleksiejem Andriejewiczem wrócili i osiedli w Drohobyczu. Tam pracowała, miała stamtąd bliżej do europejskich miast i ich archiwów. Stale była we Lwowie, Krakowie, Lublinie, Wilnie, zbierała materiały do swoich artykułów.

Ostatni raz spotkałyśmy się w listopadzie 2001 roku. Zadzwoniła do mnie z Krakowa i powiedziała, żebym niezwłocznie do nich przyjechała: była chora. Przyjechałam do niej, rzeczywiście czuła się bardzo źle. Wiedziała, że jest chora, ale dalej była energiczna, ciągle w działaniu i chciała mnie jeszcze wzbogacić duchowo. Niestety, jej zdrowie na to nie pozwalało. Wspomnieliśmy naszych połockich przyjaciół. Przekazała mi kilka wycinków z gazet, gdzie były wywiady z nią, gdzie wspomniano jej artykuły. Zabrałam je do Połocka.

Nekrolog Dory Kacnelson w Rzeczpospolitej

Pierwszego lipca 2003 roku Dora Borisowna zmarła w Berlinie. Poinformowano mnie o tym. Ktoś przysłał mi z Polski wycinek z polskiej gazety, gdzie polski konsul ze Lwowa, występując w Drochobyczu, wspominał Dorę Kacnelson, jej zasługi dla nauki i ludzi. Pamiętali o niej.

Czas ciągle płynie, mijają dni i lata, mijają wieki. I tak jak trzysta lat temu, jak sto lat temu, przeżywamy teraz ciężki okres, który wymaga ofiar. Niestety, bronić dobra, prawdy, sprawiedliwości bez ofiar, nie można.

Powstanie styczniowe na Białorusi. Idea aktualna do dziś

Zmicier Łupacz, Alona Szabunia, belsat.eu

Wiadomości