Putin chce pokazać światu, jaki jest silny, fajny i rozsądny

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kiedy opozycja pozamykana w więzieniach, a cykl wyborczy zakończony, Putin zabiera się za odbudowę wizerunku za granicą. Celem jest zbliżenie się do nowego „resetu” w relacjach Zachodu z Rosją.

W Soczi rozpoczyna się coroczne spotkanie klubu Wałdaj. Tak jak rok temu, Władmir Putin pojawi się jedynie na ekranach konferencyjnych telebimów, gdyż z uwagi na pandemię koronawirusa nie chce osobiście brać udziału w spotkaniu z wieloma ludźmi. Konferencja, która jest od siedemnastu lat jest jednym z instrumentów rosyjskiej „soft power” gromadzi przecież setki gości z całego świata. Wałdaj zawsze był okazją do prezentacji rosyjskiego punktu widzenia na świat, ale w wersji zjadliwej i zrozumiałej dla zachodnich (i nie tylko) elit. Klub od początku został wymyślony jako sposób na pozyskiwanie sojuszników, lub przynajmniej osób wyrozumiałych wobec stanowiska Kremla. Spośród elit politycznych, eksperckich i gospodarczych.

Nie znaczy to, że każdy zaproszony uczestnik jest zwolennikiem Kremla, ale niewątpliwie takich na zebraniach Wałdaju jest sporo. Ideą było stworzenie elitarnego stowarzyszenia dyskutującego o losach świata i wprowadzającego do mainstreamu idee inne, niż związane z liberalną demokracją, czy światową supremacją Zachodu.

Zaczynająca się konferencja poświęcona jest tematom: człowiek, wartości, państwo. Planowanych jest dużo rozmów o globalizacji, technologiach, pandemii i roli państwa. Tegoroczny Wałdaj będzie szczególny. Wpisuje się w nabierającą tempa kampanię przygotowań do nowego „resetu” w relacjach z Zachodem. Dlatego trwa kampania ocieplania wizerunku Putina.

Tyły zabezpieczone

Wraz z ostatnimi wyborami do Dumy Państwowej (rosyjskiego parlamentu) Kreml domknął system władzy. I zabetonował scenę polityczną. Zakończył również trwający trzy lata (od wyborów prezydenckich w 2018r.), burzliwy okres, który z perspektywy Putina był momentem przełomowym i przejściowym.

W ciągu tych trzech lat w Rosji dokonała się transformacja systemu władzy od Władimira Putina do… rąk Władimira Putina. Nie ma w tym nic kuriozalnego, gdyż dla Putina był to czas podwyższonego ryzyka. Ożyły nadzieje opozycji, którą skonsolidował, a za pomocą młodego pokolenia i nowoczesnych metod prowadził Aleksiej Nawalny. Nawarstwiały się problemy gospodarcze, a Rosja tkwiła w międzynarodowej izolacji.

W trudnym roku pandemii Putin przeprowadził referendum konstytucyjne i zagwarantował sobie przedłużenie władzy na teoretycznie, dożywotnią. Ostatnim ogniwem były wybory do Dumy. W międzyczasie Kreml rozbił organizującą się, młodą opozycję. Aktywistami zapełnił więzienia, wielu uwięził w areszcie domowym. Aleksiej Nawalny trafił do łagru, a czołowi politycy wyjechali na emigrację.

Putin: bariery administracyjne wobec Nord Stream 2 nie są usunięte

Putin na pewien czas zapewnił sobie spokój wewnętrzny. Choć może to być tylko złudzenie, to w optyce Kremla udało się odciąć główne instrumenty oddziaływania Zachodu na sytuację w Rosji: opozycję, dawno stłamszone media i cenzurowany internet. Równocześnie Moskwa przygotowywała się, budując instrumenty dla nowego „resetu” na świecie. To forsowany (i budowany) gazociąg Nord Stream2, aktywność Rosji w Afryce, zwłaszcza w tzw. strefie frankofońskiej, ale i dawkowanie nacisków na Ukrainę. Wreszcie, doskonale wpisujący się w rosyjską strategię kryzys białoruski. Związany z nielegalną migracją i agresywną polityką Alaksandra Łukaszenki, absorbującą kraje Europy Środkowej. Nie bez znaczenia jest powrót Talibów w Afganistanie po wycofaniu się USA oraz seria zmian powyborczych w Europie i Ameryce.

To oczywiście procesy i wydarzenia niezależne od Putina. A jednak bardzo go interesujące i stwarzające szanse na budowę nowej polityki wobec Zachodu. Spróbowanie manewru „nowego otwarcia”, jak po wojnie z Gruzją w 2008 r. Tym razem, po agresji na Ukrainie, sytuacja jest poważniejsza. Kremlowscy stratedzy planują jednak podobny manewr, tylko lepiej się do niego przygotowują i chcą przełamać nieufność zachodnich elit.

Ostatnie pytanie

Aktywność dyplomatyczna i PR-owa Kremla jest już zauważalna. W październiku Putin przeprowadził ważne rozmowy telefoniczne z Angelą Merkel i Emmanuelem Macronem o perspektywie wznowienia rozmów wokół Donbasu w formacie normandzkim. Na ten sam temat rozmawiała w czasie wizyty w Moskwie 11-13 października Victoria Nuland, podsekretarz stanu w administracji Joe Bidena. To jak na razie najwyższy rangą amerykański urzędnik z ekipy Bidena, który odwiedził Rosję. Nuland, która w czasie ukraińskiej rewolucji była szkalowaną antybohaterką rosyjskiej propagandy, oskarżaną o sterowanie „majdanem”, tym razem rozmawiała z doradcami Putina. W tym, z nadzorującym rozmowy wokół Donbasu Dmitrijem Kozakiem. W kręgach dyplomatycznych krążyły jednak plotki, że prawdziwym celem wizyty było sondowanie perspektywy spotkania Putin-Biden.

Rosyjski MSZ nie wyklucza dalszego zaostrzenia relacji z USA

Politycy z Waszyngtonu, Paryża i Berlina rozmawiają oddzielnie z Putinem i Wołodymyrem Zełeńskim. Na rozmowę rosyjskiego i ukraińskiego prezydenta na razie szanse są nikłe. Tym bardziej, że Rosja przyjęła strategię izolowania Ukrainy. Wpisał się w nią chociażby haniebny i obrażający Ukraińców artykuł Dmitrija Miedwiediewa w Kommersancie. Były prezydent, premier i obecny wiceszef kremlowskiej Rady Bezpieczeństwa oprócz obelg, napisał, że z obecnym kierownictwem kijowskim nie ma co rozmawiać i trzeba poczekać na lepsze (czyli uległe wobec Rosji). Z kolei w nakręconym niedawno przez francuską stację France 5 dokumencie pt. „Władimir Putin: pan gry” przedstawiony jest obraz silnego, rozgrywającego Zachód lidera.

– Rosja to silny kraj, ale nikomu nie zagraża (…), Putin nie chce rozpadu Europy, tylko silnej Europy niezależnych państw – mówił we francuskim filmie Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla.

Te słowa to sedno kremlowskiej narracji. Z jednej strony Rosja jest w niej krajem groźnym i gotowym uderzyć. Z drugiej, pragmatycznym partnerem do rozmów o problemach współczesnego świata. Nawet, jeśli są to problemy przez nią stworzone (jak Donbas). Cztery dni temu w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNBC wystąpił sam Putin. Wywiad nagrany był w zadziwiającym jak na Putina formacie, który miał pokazywać naturalność sytuacji. Dziennikarka Hadley Gamble „złapała” Putina na korytarzu odbywającego się w Rosji forum energetycznego (Russian Energy Week). Nie był to typowy wywiad rosyjskiego prezydenta, który zwykle uczestniczy w wyreżyserowanych, pompatycznych konferencjach lub starannie przygotowanych talk-show.

Putin opowiadał o rynku ropy i gazu, o kryptowalutach i o tym, jakie błędy popełnia USA w światowej gospodarce ignorując Chiny i Rosję. Putin nie wychodził ze swojej ulubionej roli znawcy każdego tematu i światowego, odpowiedzialnego lidera. Także, kiedy Gamble zapytała go o Nawalnego i warunki w jakich opozycjonista przebywa w łagrze.

– Obywatel, o którego Pani pyta, znajduje się w miejscu pozbawienia wolności.(…) Nie panują tam najlepsze warunki, ale oprócz niego są tam inni, którzy naruszyli rosyjskie prawo i dla nikogo nie będziemy stwarzać ekskluzywnych warunków – mówił Putin, tradycyjnie unikając nazwania opozycjonisty po nazwisku, po czym wywiad się skończył.

Kreml wkłada gigantyczne wysiłki, by pokazać światu, że Putin to nie lider autorytarnej satrapii, który najeżdża sąsiadów, a na przeciwników politycznych nasyła zabójców. Tylko pragmatyczny przywódca silnego, niezależnego państwa z atrakcyjną ofertą współpracy dla przymykających oko partnerów. Ten obraz, tak jak w wywiadzie dla CNBC zawsze mąci jednak ostatnie pytanie. I całkiem nieszczera odpowiedź.

Rosja zrywa kontakty dyplomatyczne z NATO

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów