Morawiecki o sytuacji na granicy: nie możemy ulegać szantażowi pana Łukaszenki

Nie może być tak, że szantaż pana Łukaszenki będzie nas zmuszał do przyjmowania kogokolwiek – skomentował dziś sytuację na granicy z Białorusią premier Mateusz Morawiecki. – Musimy chronić nasze granice.

Podczas konferencji w Kamieńcu Ząbkowickim w województwie dolnośląskim premier był pytany również o uchodźców koczujących przy polskiej granicy z Białorusią.

– Co do uchodźców, którzy są wykorzystywani przez pana Łukaszenkę, mogę powiedzieć, że musimy chronić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i oczywiście od nas musi zależeć, kogo my wpuszczamy, a kogo nie. Nie może być tak, aby szantaż pana Łukaszenki zmuszał nas do przyjmowania kogokolwiek – odpowiedział Morawiecki. – Poważne, suwerenne państwo chroni swoje granice zewnętrzne. Dzisiaj w sukurs Straży Granicznej pojechało również wojsko, dziękuję żołnierzom, dziękuję Straży Granicznej za skuteczną ochronę naszej granicy wschodniej.

Szef MON potwierdza: na granicę z Białorusią wysłano wojsko

W pasie granicznym pomiędzy Polską a Białorusią, na wysokości miejscowości Usnarz Górny w województwie podlaskim, koczuje około 50-osobowa grupa imigrantów, są w niej kobiety i małe dzieci. Według relacji dziennikarzy imigranci przebywający w pasie tzw. ziemi niczyjej są pilnowani z dwóch stron przez uzbrojonych strażników. Nie są wpuszczani ani do Polski, ani z powrotem na Białoruś.

Jak mówią mieszkańcy, ludzie koczują w tym miejscu już od 9 dni. W grupie są kobiety i dzieci, najmłodsze ma około roczku. Śpią na gołej ziemi, w nocy palą ogniska, żeby się choć trochę ogrzać, bo noce są coraz chłodniejsze. Wczoraj było tylko 7 stopni Celsjusza. Siedzą po stronie białoruskiej, gdzie pilnują ich żołnierze, którzy nie pozwalają im cofnąć się na Białoruś. Po stronie polskiej stoją pogranicznicy, którzy zabraniają im wejść na teren Polski. Sytuacja jest patowa. Nasi pogranicznicy we własnym zakresie zorganizowali i dowozili im jedzenie – relacjonuje mieszkaniec.

Mieszkańcy wsi i okolic są również bardzo ofiarni, przynoszą dla koczujących ludzi jedzenie.

– Na tę chwilę nasi pogranicznicy nie pozwalają już podejść, więc reklamówki z jedzeniem leżą na pobliskiej łące – mówi mieszkanka okolicznej miejscowości.

Dodaje też, że wcześniej nie było problemu i można było podejść na odległość 15 metrów od granicy.

Miejsce, gdzie siedzą te osoby jest trudno dostępne, w gęstym lesie. Jak opowiada rozmówca PAP „te okolice to teren bardzo ciężki do kontrolowania, bo tu praktycznie z lasu do lasu się przechodzi. Nie jest to pierwsza próba przemytu imigrantów w tych okolicach”.

RPO pyta Straż Graniczną o osoby koczujące na granicy polsko-białoruskiej

MSWiA poinformowało dziś, że ostatniej doby Straż Graniczna odnotowała 138 osób, które próbowały nielegalnie dostać się do Polski. Udaremniono przekroczenie granicy 130 osobom, a 8 cudzoziemców zostało zatrzymanych. Do ochrony granicy polsko-białoruskiej skierowano dodatkowych funkcjonariuszy SG i tysiąc żołnierzy. Jak podkreślono w komunikacie, próby nielegalnego przekroczenia dotyczą głównie odcinka granicy, który chroni Podlaski Oddział Straży Granicznej.

Litwa i Łotwa nadal zawracają imigrantów na Białoruś. Niektórych kolejny raz

cez/belsat.eu wg PAP

Wiadomości