Kirył: „Nie zobaczę narodzin mojego syna”. Historia nr 13 z cyklu „Miałem szczęście”

To tylko jedna z zebranych przez dziennikarzy Biełsatu relacji, które dokumentują fakty brutalnej przemocy stosowanej przez funkcjonariuszy reżimu wobec uczestników pokojowych protestów i przypadkowych osób. Swoje historie opowiedziały nam same ofiary.

W chwili publikacji tego tekstu nasz bohater ma już drugie dziecko. Syna. Nie mógł być też przy narodzinach pierwszego, ponieważ pracował wtedy za granicą. Teraz musiał opuścić kraj z powodu represji politycznych. Kiedy mówi o aresztowaniu i warunkach panujących w areszcie przy ul. Akreścina, stara się znaleźć pozytywne strony. Wspomina, jak ktoś zażartował, jak wspierali się nawzajem. Widać, że gniew wzbiera w nim, kiedy zaczyna mówić o rozłące z rodziną i przyszłości kraju.

Kirył (imię zmienione). Zdj. belsat.eu

Kirył wyszedł na ulice po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, ale nie uczestniczył w proteście. Widział, jak funkcjonariusze przy użyciu siły i używając broni próbowali rozpraszali pokojowe demonstracje. Został zatrzymany przy wyjściu ze sklepu. Mężczyzna wykonywał wszystkie polecenia milicji, ale to nie uchroniło go przed pobiciem. Jak mówi, w milicyjnej więźniarce bito wszystkich.

– No a w areszcie przy ul. Akreścina biła cała kolumna milicjantów. Kazali nam stać „mordą do ziemi”, nie mogliśmy podnieść wzroku. Bili nas, każdy dostał po siedem, osiem ciosów – mówi Kirył.

Potem zmuszono ich do stania na baczność godzinami. Tych, którzy próbowali się kłócić lub po prostu nie podobali się OMON-owcom i funkcjonariuszom w cywilnych strojach, prowadzono do sąsiednich pomieszczeń i bito z ogromnym okrucieństwem. Byli tam mężczyźni i kobiety. Kirył twierdzi, że jedna z zatrzymanych dziewczyn została zgwałcona. Nic nie widział, bo bał się poruszyć.

– Słyszałem jej głos, krzyczała „Zostawcie mnie, co robicie!”. Było jasne, że to nie było zwykłe pobicie.

Kiryłowi dostało się najmniej ze wszystkich. Wyjaśnia, że było tak, bo nie kłócił się, wypełniał wszystkie polecenia, nie podnosił wzroku nawet na moment. Inni mieli mniej szczęścia.

– Nie było czym oddychać, wszyscy zdejmowali koszule. A jeden mężczyzna miał na plecach wytatuowane czteroliterowe słowo. Przy czym bardzo dobrze widoczne były linie „C”, „H”… – mężczyzna, wspominając o tym uśmiecha się i wyjaśnia, że w celi starali się zachować dobry nastrój.

Potem już nie bito, ale wciąż trwały tortury podobne do tych, których doświadczyła Kaciaryna. Czterdziestu jeden mężczyzn siedziało w celi o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Jednemu z mężczyzn funkcjonariusz złamał nogę tarczą. Ludzie, dusząc się, prosili o wezwanie lekarza, ale w odpowiedzi zostali oblani wodą.

– Wy ścierwa! Jeśli ktoś znowu zapuka, wyleję wam tu dwa wiadra łajna!

W przeciwieństwie do większości naszych rozmówców, Kirył nie narysował tego, co przeżył po zatrzymaniu, ale swoją przyszłość na wolności. Kiedy wróci do swojej rodziny, a ten „cyrk” – jak nazywa to, co go spotkało – zostawi za sobą. Aby się nie udusić, mężczyźni otworzyli okno w celi. Przez niego Kirył zobaczył wolontariuszy, którzy stali pod aresztem i… swoją żonę. Pomimo zaawansowanej ciąży przyszła pod ściany aresztu.

– Kiedy ją zobaczyłam, nie mogłem powstrzymać łez. Krzyknąłem: „Co ty tu robisz, idź do domu!”.

Rysunek Kiryła. Zdj. belsat.eu

Po procesie Kiryła zabrano do ośrodka odwykowego. Podczas rewizji mężczyzn zmuszono do zdjęcia ubrań.

– Pułkownik spojrzał na nas i aż się skrzywił, kiedy jego wzrok padł na nasze ciała. Były też funkcjonariuszki. „Chłopaki, co oni z wami zrobili?” – Kirył wspomina prysznic i możliwość zmiany ubrania, które było zupełnie przesączone potem, jako najlepsze, co go spotkało od momentu zatrzymania.

Po tym, jak Kirył wyszedł na wolność, służby przypomniały mu o sprawach sprzed lat związanych z jego biznesem. Mężczyzna nie czekając na dalszy rozwój sytuacji opuścił Białoruś. Kiedy Kirył mówił o swoich planach, po raz pierwszy od początku naszej długiej rozmowie było widać w jego oczach złość.

– Mogło być gorzej! Widziałem, jak chłopak niemal stracił nogę, miał 22 lata. Ja mam swój biznes, mam pieniądze. No pobili mnie i co? Na cholerę mi potrzebny ten kraj? Po co miałbym tam wychowywać dzieci?

Rodzina dołączy do Kiryła, jak tylko ten odnajdzie się w nowym miejscu. O powrocie na Białoruś na razie nie ma mowy.

Wszystkie historie cyklu „Miałem szczęście” znajdują się tu – można je przeczytać oraz ich wysłuchać.

Wiadomości