Biden oskarża Putina i przejmuje inicjatywę

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Nazwanie rosyjskiego prezydenta mordercą, to znak, że w amerykańskiej polityka wobec Rosji nastąpiła rewolucja. Biden powiedział Putinowi, że czas udawania i zakładania masek skończył się.

W wywiadzie w programie telewizji ABC Joe Biden powiedział, że Putin musi zapłacić cenę za ingerencję w wybory w USA. Najmocniejsze były jednak słowa, jakie padły po pytaniu dziennikarza George’a Stephanopulosa, czy Biden wie, że Władimir Putin jest zabójcą. Prezydent potwierdził. Wprawdzie kontekst wypowiedzi daje pole do pewnego manewrowania, ale z ust prezydenta padło: „yes”. W ciągu ostatnich trzech dekad żaden amerykański prezydent nie posunął się do tak ostrych słów o rosyjskim przywódcy.

Ostatnio to Ronald Reagan pozwalał sobie na równie mocne sformułowania. Np. kiedy w 1984 r. ogłosił delegalizację Związku Radzieckiego. Reagan tłumaczył się potem, że słowa te padły przypadkiem w czasie próby mikrofonu. To, co powiedział Biden, nie padło przypadkiem. Było świadomym postawieniem Rosji bardzo wysokich warunków wstępnych w relacjach z nową, amerykańską administracją. I już wywołało reakcje Moskwy.

Putin zabójcą? Po słowach Bidena Moskwa ściąga ambasadora z Waszyngtonu

Dusza Putina

Pierwszą reakcją było wezwanie Anatolija Antonowa, ambasadora Rosji w Waszyngtonie na konsultacje do MSZ w Moskwie. To normalna praktyka w dyplomacji – wyraz oburzenia postawą władz danego kraju. Jednocześnie rosyjska ambasada oświadczyła, że relacje z USA znajdują się w kryzysie z uwagi na politykę Waszyngtonu. Potem był rytualny już w takich sytuacjach chór oburzonych, prokremlowskich publicystów i polityków. Np. przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin, a więc postać dość wysoko postawiona w hierarchii władzy, uznał, że słowa Bidena są „poza zdrowym rozumem” i obrażają naród rosyjski.

– Nie będę reagował nadmiernie, powiem tylko, że to bardzo zła wypowiedź prezydenta USA. On jednoznacznie nie chce poprawiać relacji z naszym krajem, i dalej będziemy opierać się na przesłankach wypływających z tego wniosku – powiedział dziś Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla.

Pieskow sugerował, że prezydent nie będzie się raczej wypowiadał. Jednak Putin zabrał głos.

– Kto się przezywa, ten tak samo się nazywa – odpowiedział Bidenowi w dość infantylnym stylu rosyjski prezydent.

Kiedy w czerwcu 2001 r. George W. Bush spotkał się w Lublanie z Władimirem Putinem, powiedział później, relacjonując swoje wrażenia, że zajrzał Rosjaninowi głęboko w oczy. I dojrzał tam duszę, którą zrozumiał. To był czas, kiedy Amerykanie chcieli wierzyć Putinowi. Biden nawiązał w wywiadzie do tamtych słów. Powiedział, że jego zdaniem Putin nie ma duszy.

Putin do Bidena: kto się przezywa, ten sam się tak nazywa

Te słowa dowodzą wprost strategii nowego prezydenta USA. Odcina się zdecydowanie od praktyki, jakiej trzymali się jego poprzednicy. Każdy z nich dawał, zwłaszcza na początku swoich rządów, Putinowi duży kredyt zaufania. I każdy się rozczarowywał. Wystarczy wspomnieć, jak zawiódł się George W.Bush, kiedy polityka początkowo traktowanego, jak liberała i technokratę Putina, stawała się coraz bardziej konfrontacyjna wobec Zachodu. Szczególnie po „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie.

Jak srogim zawodem była rozprawa z Michaiłem Chodorkowskim, czy wreszcie – słynna już, zimnowojenna mowa Putina z Monachium z 2007 r. w której atakował USA i Europę. I wreszcie rosyjski atak na Gruzję w 2008r. Nie inaczej było z Barrackiem Obamą. Również on chciał resetu w relacjach z Rosją. Próbował zjednać Dmitrija Miedwiediewa, jadał z nim burgery. Skończyło się wraz z rozprawą Kremla z opozycją w czasie protestów na Placu Błotnym, a ostatecznym podsumowaniem intencji Moskwy była ingerencja i agresja na Ukrainie w 2014 r.

Biden: nadzieje i obawy na Wschodzie

Donald Trump miał o tyle trudniej, że jego prezydentura od początku była obciążona oskarżeniami o wsparcie Rosjan w czasie kampanii wyborczej i szereg podejrzanych powiązań z Moskwą. Również on próbował rozmów z Putinem i początkowo budował klimat „pragmatycznych” relacji. Choćby po spotkaniu z rosyjskim prezydentem w Helsinkach. Podobnie jak poprzednicy – rozczarowanie przyszło pod postacią rywalizacji w Syrii, budowie Nord Stream 2, czy działaniach rosyjskich najemników w Afryce i na Bliskim Wschodzie, wspieraniu Iranu, czy zbrojeniach. Biden, który niejednokrotnie deklarował zmianę w polityce wobec Rosji, rzeczywiście porzucił praktykę poprzedników. Zaczął od mocnego, choć na razie werbalnego, uderzenia.

Czas na czyny

Wywiad Bidena poprzedził wprowadzane od dziś nowe sankcje wobec Rosji. Od teraz USA ograniczy eksport i reeksport oprogramowania oraz technologii związanych z szeroko pojętym bezpieczeństwem. Chodzi głównie o technologie tzw. podwójnego przeznaczenia – mogą być używane na rynku cywilnym, ale równocześnie służyć w przemyśle zbrojeniowym. Sankcje te mogą wywołać bardzo poważne utrudnienia w modernizacji i produkcji rosyjskiego sprzętu wojskowego. Bez odpowiedniego oprogramowania, czy nawet sprzętu diagnostycznego, wsparcia IT, nie da się dziś produkować nowoczesnej broni. Tymczasem amerykańskie firmy posiadają patenty i monopol na wiele rodzajów tego typu technologii, nawet jeśli są sprzedawane Rosji przez pośredników.

Rosja przygotowuje się do ewentualnych nowych sankcji amerykańskich

W przyszłym tygodniu Departament Stanu ma ogłosić również kolejne sankcje za ingerencję w amerykańskie wybory. Biden już je zapowiedział w wywiadzie dla ABC. Będą oparte o raport amerykańskich służb, który dowodzi, że Rosjanie ingerowali w wybory w USA za osobistą zgodą Putina. Według raportu Kreml miał również stać za intrygą związaną z tzw. taśmami Derkacza na Ukrainie. W ubiegłym roku prorosyjski deputowany Andrij Derkacz publikował taśmy z rzekomych podsłuchów rozmów Petra Poroszenki z Joe Bidenem (z czasów jego wiceprezydentury). Nagrania miały kompromitować Bidena. Sankcje, jakie Amerykanie zamierzają nałożyć mają po pierwsze ukrócić tego typu rosyjskie praktyki i je naświetlić.

Po drugie, stawiają solidny mur przed rozmowami z Putinem. Trudno sobie bowiem wyobrazić, że w takiej atmosferze dojdzie do spotkania w cztery oczy Putin-Biden. Tymczasem tematów do poważnych rozmów nie brakuje. Choćby kwestia układu rozbrojeniowego START, sprawa Ukrainy, czy Syrii i Bliskiego Wschodu, czy wreszcie sytuacji związanej z wychodzeniem świata z pandemii. Jednak teraz, to Rosja została sprowadzona do parteru. To swoiste powiedzenie „sprawdzam” wobec intencji Putina, zanim ten zwyczajowo założy maskę ugodowego i chętnego do rozmów, jak to zwykle robił na początku każdej amerykańskiej kadencji.

FBI: ścigany „kucharz Putina”

I po trzecie, to wyraźne narysowanie granicy. Oczywiście, ważne będą nie słowa, a czyny, jakie pójdą za nimi. Jednak np. w przypadku przybocznego „kucharza” do zadań specjalnych – Jewgienija Prigożyna, Amerykanie również najpierw nazywali go władcą najemników, potem przedstawiali dowody, że jest zamieszany w ingerencję w wybory w USA. A na końcu, na początku marca, FBI wydała za Prigożynem list gończy, który poważnie ogranicza zdolność zaprzyjaźnionego z Putinem biznesmena do poruszania się po świecie.

Waga słów Bidena, jakie padły w wywiadzie i potencjalne konsekwencje, jakie niosą, wskazują, że i tym razem Amerykanie nie blefują. I są gotowi na wiele, by skończyć agresywne i wychodzące poza porządek międzynarodowy praktyki Kremla.

Inne teksty autora – w dziale Opinie

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów