Starcie z absurdem, czyli konfrontacja z białorusko-rosyjską propagandą na granicy

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Demonizujemy trochę siłę białoruskiej propagandy w kryzysie na granicy. Jest wprawdzie spójna i konsekwentna, ale też absurdalna, brutalna i przez to mało wiarygodna.

Przekaz Polski, Litwy, ale i rządów UE i instytucji unijnych, czy NATO, jest znany. To diagnoza ataku hybrydowego ze strony białoruskiego reżimu na europejskie granice za pomocą nielegalnej migracji. Sztucznie wykreowany problem, w którym jednym z celów jest taki nacisk na Zachód, by rozpoczął dialog z Alaksandrem Łukaszenką. Mińsk używa sprowadzonych głównie z Bliskiego Wschodu migrantów, mamionych wizją łatwej drogi do Europy zachodniej. Służby Łukaszenki wypychają ich przez granicę i stosują cały szereg ataków i prowokacji wobec polskich funkcjonariuszy i żołnierzy. Polska (Litwa i Łotwa również), bronią swoich granic.

Przekaz Łukaszenki jest zupełnie inny. To Białoruś jest atakowana.

Białoruska propaganda koncentruje się na podkreślaniu jak niehumanitarne są polskie i litewskie władze. Jak nieludzko traktują migrantów. Nie wyjaśniają przy tym, skąd migranci się wzięli. Słuchając wywodów w białoruskiej telewizji można odnieść wręcz wrażenie, że migranci idą z Polski na Białoruś. Absurdalność tej narracji wykorzystali ostatnio twórcy reklamy sieci białoruskich sklepów, w której migranci uciekają z Polski na Białoruś, by… zrobić zakupy w reklamowanych sklepach.

Jak zakpić z tragedii? Białoruska reklama z „polską SG” i „migrantami”

Bezczelność propagandy nie jest jednak wcale zabawna. Bo w niesamowicie brutalny, w szowinistyczny sposób odwołuje się ona do najgorszych stereotypów związanych z postrzeganiem Polaków na Wschodzie. Mimo, że zdesperowany reżim sięga po tak prymitywne metody manipulacji, a tak wielu Białorusinów od dawna mu nie wierzy, to jednak długotrwała, goebbelsowska propaganda pogłębia rów nieufności, a nawet nienawiści między Polską, Europą, a Białorusią i Rosją.

Polscy panowie, pszeki i jezuici

Kiedy w pierwszych dniach listopada rozpoczęła się druga faza eskalacji na granicy, po białoruskiej stronie, wśród tłumów migrantów pojawili się reporterzy. Najpierw białoruskich i rosyjskich mediów, potem niektórych, zachodnich (m.in. CNN i BBC). Wtedy też ze strony białoruskich władz popłynęły zaproszenia dla mediów: przyjeżdżajcie, pokażcie jak jest naprawdę, jaki ciężki los migrantów, jak Polacy ich traktują.

I w świat popłynęły obrazki z prowizorycznego obozowiska na przejściu granicznym w Kuźnicy, czy sceny starć z polską policją, strażą graniczną i wojskiem. Nagrywane kamerami stojącymi po białoruskiej stronie granicznego ogrodzenia. Białoruskie i rosyjskie media z uwielbieniem pokazują właśnie walki na granicy. Opatrując obrazki komentarzem, że „Polacy nie pozwalają przejść migrantom, którzy chcą do Niemiec”. Albo twierdząc, że polskie służby celowo brutalnie traktują migrantów. Nie jest to nowy przekaz.

– Co tak, jak naziści ich wyrzucacie? – tak Łukaszenka apelował do Litwinów 20 lipca i biadolił – A co ta kobieta (migrantka zawrócona na granicy z Litwą – przyp. aut.) jakieś zagrożenie dla Litwy i Unii Europejskiej stanowiła?

Narracja oskarżająca broniące się państwa o brak ludzkich uczuć i fałszywe współczucie dla migrantów pojawiła się już w czerwcu i lipcu, kiedy kryzys migracyjny dotykał Litwę, a nie Polskę. To wtedy białoruskie media donosiły dzień w dzień o litewskich, bezdusznych służbach, które miały bić i strzelać do migrantów.

Białoruskie media, kolportowały zbitkę: Litwini-faszyści.

Kiedy kryzys przeniósł się na polską granicę, równie szybko białoruska propaganda dokopała się mnóstwa podobnych określeń nawiązujących do złych, historycznych skojarzeń. Np. o wrodzonej dla Polaków rusofobii. O równie typowym rasizmie.

Białoruska (ale i rosyjska) narracja zaczęła odwoływać się do znanych, bo ugruntowanych w czasach radzieckich zwłaszcza w starszym pokoleniu Białorusinów i Rosjan skojarzeń o radzieckim internacjonalizmie i wsparciu dla biednych narodów „trzeciego świata”, oraz polskim faszyzmie z czasów międzywojennych. Ba, pojawiły się nawet zbitki łączące Polskę z „banderowcami” i ukraińskimi faszystami. Do rzekomego humanizmu odwołują się liczne relacje Sputnika i RT.

„Kurdyjski Dawid z procą przeciwko polskiemu Goliatowi z armatką wodną”. Białoruskie i rosyjskie media o zamieszkach na granicy

Pokazują ciężki los migrantów, którzy tylko uwierzyli w zaproszenia Angeli Merkel. Szkoda tylko, że rosyjskie media nie dodają, że dziś Merkel nikogo nie zaprasza i powołują się na sytuację z 2015 r. W tej narracji fakty nie mają jednak większego znaczenia. Nazwanie Polaków „faszystami” było tylko kwestią czasu. Dokładnie 11 listopada sam Łukaszenka powiedział, że stojące na granicy polskie wojsko i służby są jak faszyści i Gestapo.

– Profaszystowski reżim Dudy jak przedtem atakuje nieszczęsnych ludzi gazem i wszystko to odbywa się na białoruskim terytorium. Faktycznie przestępcze działania polskiego reżimu można uznać za początek konfliktu — powiedział w swojej relacji dla ONT Juryj Waskrasienski, kiedyś próbujący zbliżyć się do opozycji, a obecnie lojalnie służący prowokacjom władzy.

Rosyjski, nacjonalistyczny i prawosławny portal Cargrad pisze, że Europa napluła na własny humanizm i liberalizm na granicy. Z kolei skierowana na Ukrainę, propagandowa, rosyjska strona ukraina.ru, zarzuca Polsce wrodzoną, jezuicką hipokryzję. To również nośna kalka z dalekiej przeszłości, w której, zwłaszcza na Białorusi, czy Ukrainie odgrzewa skojarzenia Polaków z jezuitami. Poczytne Argumenty i Fakty analizują z kolei, jak Polska ogłosiła wojnę Rosji i Europie równocześnie, broniąc własnej granicy.

– Widziałem to: chamski, bezwstydny śmiech „pszeków” (tak obraźliwie nazywani są Polacy na Wschodzie – przyp. aut.) w twarz dzieciom proszącym o łyk wody. Lachy, z ogniem igracie! Czy myślicie, że nikt nie wie, że to właśnie wy zorganizowaliście kryzys i katastrofę humanitarną? – tubalnym, pełnym patosu głosem grzmi w białoruskiej telewizji Ryhor Azaronak.

Czołowy białoruski propagandzista z medalem „Za odwagę”

Ten młody, zaledwie 24-letni propagandysta z państwowej TV STV zasłynął całą serią obrażających Polaków apeli i peanów na cześć Łukaszenki. Rosyjskie i białoruskie stacje telewizyjne opanowali eksperci udowadniający, że Polska próbuje zrzucić odpowiedzialność z kryzys na granicy na Rosję. Albo, że należy wprowadzić na granicę misję OBWE, rosyjskie służby, lub wysłać migrantów na Ukrainę.

– Można ich wysłać na Ukrainę, tam panowie z SBU chętnie na nich zarobią – wyjaśniał z ironią w stacji Rossija 1 rosyjski ekspert Sergiej Michiejew.

O „panach”, ale tym razem polskich mówili zaś na żywo reporterzy rosyjskiej stacji RT, komentując wydarzenia na granicy. „Polskimi panami” nazywali polskie służby.

Zachód nie wierzy łzom?

Ta narracja jest spójna z tym co mówią białoruscy i rosyjscy przywódcy. To Łukaszenka od początku kryzysu zrzuca odpowiedzialność na Litwę, Polskę, Europę. To Siergiej Ławrow i Władimir Putin namawiają Europę do rozmów z Łukaszenką. Cel propagandowego wzmożenia jest oczywisty.

Chodzi o prowokowanie Polaków, ale i pokazywanie, że w Polsce panują nastroje antyimigranckie i konfrontacyjne, a Moskwa i Mińsk chcą rozwiązać problem.

Jeśli spojrzeć na pierwsze kilkanaście najświeższych relacji z białorusko-polskiej granicy w zachodnich mediach, to są to opisy napiętej sytuacji z ostatnich dni. Jest wiele relacji ze starć polskich służb z migrantami i białoruskimi prowokatorami.

Niektóre media, jak Euronews, podkreślają, że tzw. „push backi”, czyli wypychanie migrantów z powrotem, jest niezgodne z prawem międzynarodowym. Inne, tłumaczą szerzej kontekst wojny hybrydowej, jaką prowadzi Łukaszenka. Nie ma na razie kompleksowych badań opinii na temat kryzysu na granicy z Białorusią w Europie. Można się opierać jedynie na takich sondażach, jakie zrobił francuski dziennik Le Figaro. Zapytał czytelników, czy są za budową w Polsce muru na granicy z Białorusią. Spośród 100 tys. czytelników tego centroprawicowego pisma 85 proc. było za murem.

Jaka jest naprawdę siła oddziaływania obu narracji, okaże się za jakiś czas. Na razie czeka nas wzmożenie oskarżeń. Po rozmowach Angeli Merkel z Łukaszenką białoruscy i rosyjscy propagandyści poczują jeszcze więcej „krwi”. W ich działaniach chodzi bowiem o podzielenie Europy. O odwołanie się do zachodniego humanizmu w kontraście z bezdusznym stanowiskiem Polski. Także o pokazanie Białorusinom i Rosjanom, że to nie Łukaszenka jest odpowiedzialny za kryzys.

Migranci w pobliżu granicy pod Grodnem. Zdj. Leonid Shcheglov / TASS / Forum

Czekają nas kolejne szarże na „pszeków i faszystów”. Tylko, czy jak często bywało, ich autorzy nie przeszarżują wszelkich granic rozsądku i dobrego smaku?

„Polski orzeł schował głowę w piasek”: co białoruska propaganda mówi o kryzysie na granicy

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów