Minął rok. Jak potoczyły się losy „żywych symboli” białoruskiego protestu?

Jak wygląda życie tych, o których w 2020 roku było głośno w całym kraju? Co by zmienili, gdyby mieli taką możliwość? Co chcieliby powiedzieć Białorusinom? W rocznicę największych akcji protestów w historii Białorusi porozmawialiśmy z osobami związanymi z białoruską rewolucją.

Mińsk, sierpień 2020 r. Zdj. vot-tak.tv/belsat.eu

Sciapan Puciła

Po wydarzeniach z sierpnia 2020 roku twórca najpopularniejszego na Białorusi kanału w Telegramie NEXTA Sciapan Puciła znalazł się w spisie przestępców poszukiwanych listem gończym. Powodem tego było oskarżenie go o “organizację masowych zamieszek”.

Portret Sciapana Puciły na demonstracji. Mińsk, sierpień 2020 r. Zdj. Alisa Hanczar/belsat.eu

Bloger uważa, że w ciągu ostatniego roku białoruskie społeczeństwo wyraźnie dojrzało.

– Wszystkie te emocje, które były obecne podczas zeszłorocznych protestów, są z nami do tej pory, ponieważ opór jest kontynuowany w różnych formach: nie tylko na ulicach, ale również w Internecie i w sferze gospodarczej – mówi Sciapan. – Ale tego, co wydarzyło się w zeszłym roku, oczywiście, nie da się zapomnieć. I to zmieniło nasze życie na zawsze. Te emocje, te załamania, kontrasty, inspirujące i szokujące chwile – to wszystko zostaje na zawsze.

Białoruski bloger Nexta: teraz już nie ma odwrotu WYWIAD

– Gdyby można było cofnąć czas, to wszędzie mówiłbym głośniej i dobitniej o tym, że nie wolno się zatrzymywać, że trzeba doprowadzić sprawę do końca, bo gdy tylko pozwolimy sobie na chwilę nieuwagi, to Łukaszenka natychmiast przejmie kontrolę nad sytuacją.

Sciapan jest zdania, że białoruska rewolucja jeszcze się nie skończyła, a to, że ludzi nie widać na ulicach, o niczym nie świadczy.

– Jest to tylko konsekwencja represji, jakich żaden kraj w cywilizowanej Europie nie doświadczał w ciągu ostatnich trzydziestu lat. A to, że ludzie boją się pokazać swój opór na ulicach, to naturalna kolej rzeczy – strzelają do nich, torturują ich w więzieniach, niektórych zabijają, jak Witolda Aszurka, czy Ramana Bandarenkę. I oczywiście pojawia się strach, to domyślna reakcja. Ale to, co się wydarzyło, naprawdę zmieniło społeczeństwo. Staliśmy się bardziej kreatywni, mądrzejsi, zjednoczyliśmy się. A białoruska rewolucja trwa, przybiera różne formy: protesty na płaszczyźnie gospodarki, ataki hakerskie cyberpartyzantów, sztuka uliczna, akcje bezpośredniego działania i inne partyzanckie metody oporu. Musimy więc nadal walczyć, nie poddawać się, nie pogrążać się w smutku i depresji, ponieważ tego właśnie chcą obecne władze i to nijak nie pomoże nam wygrać.

Motocyklistka z papierosem

Stała się rozpoznawalna dzięki zdjęciu, na którym uchwycono chwilę zwykłego życia na tle niezwykłej sytuacji w kraju: dziewczyna zapaliła papierosa, kiedy zatrzymywali ją funkcjonariusze OMON-u. Jana musiała wyjechać z kraju. Jak mówi dziewczyna, nie pojawiły się bezpośrednie groźby ze strony władz czy sił bezpieczeństwa, ale to była tylko kwestia czasu.

Mińsk, wrzesień 2020 r. Zdj. Walerij Szarifulin/TASS/Forum

Była zmuszona do wyjazdu, ponieważ obawiała się o swoją wolność, zdrowie i życie. Poza tym nie chciała narażać rodziny na niebezpieczeństwo.

– Gdybym mogła coś zmienić, na pewno zmieniłabym tę przeklętą niewolniczą sowiecką mentalność: naród jest oburzony niesprawiedliwością i okrucieństwem, ale boi się temu sprzeciwić. Pokojowy protest powinien w pewnym momencie przestać być pokojowy, jeśli problem nie został rozwiązany. Na Białorusi takich momentów było aż nadto. A teraz mamy to, co mamy: strach, czystki, “procesy” i oczekiwanie, że jutro UE nałoży jakąś nową magiczną sankcję, po której Białoruś natychmiast zamieni się w utopię, a Łukaszenka od tej wiadomości dostanie udaru. Gdyby nie mentalność, jaka nam się dostała po Związku Radzieckim, mielibyśmy inne nastawienie i rezultat też byłby inny – mówi dziewczyna.

Uważa, że od zeszłego roku Białoruś bardzo się zmieniła – pojawił się między innymi strach i autocenzura.

– Chciałabym się dowiedzieć, czy słowa “nie zapomnimy, nie wybaczymy” są cokolwiek warte, ale jestem pewna, że każdy Białorusin słysząc to poczuje się obrażony i powie, że ja z zagranicy niby lepiej widzę, co się dzieje na Białorusi i że protest zbiera siły, że są partyzanci i tego nie da się załatwić przez telefon. Jak na razie są to niestety tylko słowa, choć już dawno pora zacząć działać.

A na powtarzanie, że wszystko będzie dobrze, nie ma już sił.

– Nic nie będzie dobrze, dopóki ludzie będą tolerować mordercę u władzy.

Biało-czerwono-biała panna młoda

Ina Zajcawa, zapamiętana przez Białorusinów jako „biało-czerwono-biała panna młoda”, również została zmuszona do emigracji wraz z mężem i dziećmi. Dziewczyna jest jednak dumna z umiejętności, które zdobyła w zeszłym roku i mówi, że sama bardzo dojrzała.

– Zostawiłam na Białorusi wszystkie kontakty, przyjaciół i bliskich. Ja nie mogę odwiedzić ich, a oni, niestety, nie mogą jeszcze odwiedzić mnie. Poza tym dojrzałam i jestem bardzo dumna z tego, co się do tego przyczyniło – wzięłam odpowiedzialność za swoje życie, za życie mojej rodziny w moim kraju, aktywnie wyrażałam swoją pozycję i to uważam za moje największe osiągnięcie. W ciągu tamtego roku stałam się obywatelką mojego kraju.

Ina Zajcawa. Zdj. ІА/belsat.eu

Do przeprowadzki zmusili ją funkcjonariusze, którzy postawili Inie ultimatum: albo zostanie na Białorusi i pójdzie do więzienia razem z mężem, albo wyjedzie.

– Przedstawiciele służb byli ze mną szczerzy i powiedzieli mi wprost, że już od dawna się nade mną litują. Nie będzie więcej litości i “zajmą się” moimi dziećmi, gdy ja i mój mąż będziemy w więzieniu. Dzień po tej rozmowie mąż został skazany na 13 dni aresztu.

Dziewczyna mówi, że gdyby mogła cofnąć czas, chciałaby mieć automat i granat pod swoją sukienką z biało-czerwono-białą flagą.

– W ten sposób czułabym, że mogę się bronić. Jest to uczucie, którego bardzo mi brakowało na Białorusi przez ostatnie pół roku. I, niestety, dziś na Bialorusi prawo i przepisy nie gwarantują ochrony nikomu. Prawdą staje się to powiedzenie, że rację ma ten, kto ma broń – tak Ina podsumowuje ten rok. Uważa, że “rewolucja się skończyła, ale protest trwa”.

Kolory narodu

– Nie możemy już wyrażać naszego niezadowolenia z reżimu wewnątrz kraju: ludzie trafiają do więzienia nawet za białe kartki na oknach. To nie jest to, do czego wszyscy dążyliśmy. Zdecydowanie. Trafiliśmy na przeszkody, które są dobrze znane tzw. starej opozycji. Poczuliśmy gorycz porażki i niesprawiedliwości. To, jak nas to zmieni, pozostaje dla mnie pytaniem bez odpowiedzi. Powiedziałabym też Białorusinom: bądźcie mądrzejsi, moi mili. Uczcie swoje dzieci, że o prawdę trzeba walczyć, często nie tylko słowami. To doświadczenie na pewno nam się przyda. Teraz wszyscy będziemy mądrzejsi.

 

Rodzina Szarendów

Palinę Szarendę nazywają w Brześciu białoruską Joanną d’Arc. Kobieta została skazana na dwa lata kolonii o zaostrzonym rygorze za “przemoc wobec funkcjonariusza milicji”, “znieważenie prezydenta” i “znieważenie przedstawiciela władzy”.

Opozycjonistka w Brześciu do sędziego: nie wstaję przed bandytami!

Jej męża Andreja również podejrzewano o przestępstwo i po nałożeniu na niego aresztu domowego był zmuszony do opuszczenia kraju wraz z dwójką dzieci.

Rodzina Szarendów. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

– W ciągu roku moje życie wywróciło się do góry nogami – mówi Andrej. – A wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu poprzedniego przejdą do historii. Rozpoczęła się rewolucja, która wciąż trwa. Moja żona jest w więzieniu, a ja musiałem tymczasowo opuścić Białoruś. Ale walka się nie skończyła. Zarówno ja, jak i Palina, nawet przebywając w więzieniu, robimy wszystko, aby zbliżyć się do zwycięstwa. I wierzę, że nadejdzie to już wkrótce. Ta wiara w zwycięstwo jest najważniejszym, co dał nam ostatni rok. Mimo tych wszystkich wyzwań – nie należy tracić wiary w zwycięstwo – mówi Andrej.

Dzieci białoruskich więźniów politycznych płacą za prześladowania rodziców

Przypomina, że „najciemniejsza noc jest tuż przed świtem, zaś na Białorusi panuje ciemna noc, ale chyba już widać pierwsze promienie”.

– Chciałbym życzyć Białorusinom, aby nie załamywali rąk i robili wszystko, aby uwolnić trzymanych w niewoli więźniów politycznych, aby doprowadzić do zwycięstwa, aby Białoruś była zawsze wolna. By ty osiągnąć trzeba po prostu robić swoje do końca i się nie poddawać.

Hanna Waszczanka, ksz/ belsat.eu

Wiadomości