Siedem lat po aneksji: Krym mniej nasz

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Mija siódma rocznica rozpoczęcia rosyjskiej okupacji ukraińskiego Krymu. Czarnomorski półwysep w tym czasie spadł do drugiej ligi zainteresowania. Zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie.

Siedem lat temu, 17 marca 2014 r. szef krymskiej komisji wyborczej Michaił Małyszew ogłosił, że w przeprowadzonym dzień wcześniej referendum 96,7 proc. mieszkańców półwyspu zagłosowało za przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej. Tego samego dnia krymski parlament przegłosował „niepodległość Republiki Krymu”. Wieczorem 17 marca uznał ją Władimir Putin. Cztery dni później podpisał traktat o przyjęciu go w skład Federacji Rosyjskiej. W ten sposób zakończyła się prowadzona od lutego operacja aneksji.

W 2014 r. Kijów miał mnóstwo innych problemów: wojnę w Donbasie i kryzys państwa. Krym od początku był wstydliwym tematem dla ekipy Petra Poroszenki. Oficjalnie z Kijowa płynęły zapewnienia, że Ukraina odzyska Krym. Były incydenty i napięcia. Np. wokół dostaw wody i energii elektrycznej na Krym z Ukrainy. Wokół zbudowanego przez Rosjan w maju 2018 r. mostu nad Cieśniną Kerczeńską, czy związane z zajęciem przez Rosjan ukraińskich łodzi patrolowych w okolicy mostu. Nie mówiąc o przypadkach zatrzymań rzekomych i prawdziwych ukraińskich agentów, czy łamaniu praw Tatarów Krymskich. Jednak faktycznie, w odróżnieniu od aktywnie prowadzonej polityki w sprawie Donbasu, wobec Krymu Kijów niewiele mógł zrobić i niewiele robił, poza oficjalną retoryką.

Gdzie jest serce?

Kiedy 26 lutego Wołodymyr Zełenski podpisał dekret o wsparciu języka i kultury krymsko-tatarskiej, przekaz był jednoznaczny: chcemy powrotu półwyspu. To ukraińskie „Krym nasz”, odpowiedź na takie samo hasło rosyjskie. „Krym nasz” stał się w 2014 r. w Rosji zawołaniem, częścią szowinistycznej mantry, którą kremlowscy spece od propagandy podgrzewali nacjonalistyczną histerię.

– Krym był sercem Ukrainy, słonecznym, dobrym, jasnym. Siedem lat temu wyrwali nam serce. Nigdy nie zapomnimy kto to zrobił, i kto pozwolił to zrobić – mówił prezydent Zełenski prezentując swój plan na powrót Krymu – Trzeba odzyskać nasze serce, odzyskać Krym.

Zełenski w rocznicę referendum na Krymie: przywrócić Ukrainie, co ukraińskie

Słowa te są tylko częściowo prawdziwe. Mimo emocjonalnej retoryki i niewątpliwie, niespotykanego od zakończenia II wojny światowej aktu międzynarodowej agresji, jakiej dokonała Rosja, Krym nie był sercem Ukrainy. W rzeczywistości to nie Krym, a Donbas był i jest nadal bardziej krwawiącą raną. Za Donbas przelana była krew ukraińskich żołnierzy. Donbas był również przemysłowym i górniczym sercem Ukrainy. W miastach Zagłębia Donieckiego mieszkało również więcej Ukraińców patrzących na swój kraj, jako na niepodległą ojczyznę.

Dyrektor Radia Swoboda: nasz dziennikarz zatrzymany na Krymie

Krym był za to od wielu lat poddawany rosyjskim działaniom poniżej progu wojny, ale mającym charakter agresywny i zmierzających do przygotowania oderwania półwyspu od Ukrainy. Moskwa używała całego wachlarza „soft-power”: stypendia dla krymskich dzieci w Rosji, ekspansja gospodarcza, propaganda w mediach, wizyty Putina, podgrzewanie konfliktu między Tatarami Krymskimi, a Rosjanami itd. Ukraina traciła Krym od lat. Powoli, ale konsekwentnie. Operacja z lutego i marca 2014 r. z udziałem rosyjskiej armii udającej anonimowych „zielonych ludzików” i nacjonalistycznych bojówek, była tylko zwieńczeniem prowadzonej jeszcze od lat 90. XX w. polityki Kremla.

Dziś Kijów chce odzyskać półwysep. Szybko i prosto. Tak przynamniej wynika z tego, co mówi prezydent Ukrainy. Zełenski. Swój pakiet – strategię deokupacji Krymu – ogłosił tuż przed wczorajszą rocznicą referendum. Opracowany przez prezydencką Radę Bezpieczeństwa dokument zakłada pięcioletnią strategię odzyskiwania półwyspu w oparciu o społeczność międzynarodową. Jeszcze w sierpniu ma się odbyć posiedzenie „krymskiej platformy”. Do udziału miały być zaproszone Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Turcja, Kanady i Francja. Strategia zakłada również pozywanie Rosji w sądach międzynarodowych (tego próbował już Petro Poroszenko).

Przydacz: Polska nie uznaje i nie uzna aneksji Krymu

W odróżnieniu od wcześniejszych pomysłów Poroszenki, strategia Zełenskiego nie zakłada przekazania Tatarom Krymskim autonomii narodowej. Co już spotkało się z krytyką ze strony środowisk krymsko-tatarskich. To Tatarzy Krymscy ponieśli bowiem największą ofiarę w wyniku rosyjskiej agresji. Byli porywani, torturowani i wyrzucani z domów jeszcze w czasie operacji przejmowania półwyspu. Siedem lat temu, 19 marca, jeden z pierwszych dekretów nowych, prorosyjskich władz mówił o wygnaniu Tatarów Krymskich z ziem, które zajęli w latach 90. po powrocie z wygnania w Azji Centralnej. Setki tysięcy wyemigrowały na Ukrainę, bądź do Turcji w ciągu ostatnich siedmiu lat. Strategia Zełenskiego na osłodę mówi o wspieraniu ich kultury.

Zdrada stanu? Ukraińskie służby skontrolują, kto zgodził się na pozostawienie rosyjskiej bazy na Krymie

Jednak w rzeczywistości na razie niewiele wiadomo o planach Zełenskiego. Czy strategia zakłada użycie środków wojskowych? Czy tylko dyplomatycznych? Obóz prezydencki popełnił błąd sącząc informacje o swoich planach wobec Krymu. Powstało wrażenie, że za zręcznym, PR-owskim chwytem z ogłoszeniem strategii w rocznicę aneksji, w rzeczywistości Zełenski przykrywa nim brak pomysłu i pewną bezradność. A jednocześnie akcentuje, że będzie wskazywał winnych „poddania się” na Krymie w 2014 r. Czyli uderzał w środowiska wtedy rządzącej, obecnej opozycji i Petra Poroszenkę.

„Krym nasz” nie działa

Siedem lat po, problem z Krymem ma i Rosja. W odpowiedzi na ogłoszoną przez Zełenskiego strategię Kreml rytualnie pohukiwał i groził Ukrainie.

– Los i przyszłość Krymu na zawsze są związane z Rosją – zapewnił Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji.

Krymska administracja straszy natomiast, że wynajęła najlepszych, zagranicznych prawników i będzie skarżyć Ukrainę, za zamknięcie kanału dostarczającego z Dniepru wodę na półwysep. Bo brak wody, to obok deficytów energii, jeden z największych problemów Rosji po zajęciu Krymu. Półwysep wysycha. Na odwierty w poszukiwaniu wody przekazywane są miliardy rubli. Podobnie, jak na budowane w pośpiechu elektrownie.

Rosja chce wywołać opady nad Krymem

Problem z dostawami towarów Rosja jakoś rozwiązała budując kosztem ponad 3,5 – 4 mld. USD most z Kraju Krasnodarskiego do Kerczu. Zachodnie sankcje, które uderzyły w mieszkańców Krymu, jakoś udało się złagodzić, uprawiając przedziwną czasem kombinatorykę. Na Krymie działają np. specjalnie utworzone banki, bo żaden duży bank nie chce podpaść pod sankcje. Działają rosyjskie sieci komórkowe, udając inne sieci. Dostarczane są ukraińskie towary, ale przez Rosję. Przez to jest drogo.

Zmienia się struktura społeczna półwyspu. Wielu rdzennych mieszkańców wyjechało do „Rosji kontynentalnej”. Ich miejsce zajęła armia urzędników i wojskowych (militaryzacja półwyspu i rozbudowa baz wojennych to kolejny efekt rosyjskiej aneksji). Mimo starań promocyjnych Krym nie odzyskał dawnego blasku czarnomorskiego kurortu. Owszem, dzięki mostowi przyjeżdża więcej Rosjan. Jednak mniej, niż w „ukraińskich czasach”. Poza sezonem w nadmorskich hotelach organizowane są konferencje i zjazdy urzędników i biznesu państwowego z Rosji. Nie przyjeżdżają Ukraińcy, obcokrajowcy z Zachodu, znacznie mniej Białorusinów. Mimo pompowanych z federalnego budżetu miliardów, Krym pozostaje jednym z najbiedniejszych, rosyjskich regionów.

Ani pociągów, ani samolotów: jak Białorusini spędzają urlop na anektowanym Krymie

Po siedmiu latach widać, że pomysł na Krym mieli właściwie tylko rosyjscy wojskowi, którzy zbudowali na półwyspie czarnomorską bazę i straszak na południową flankę NATO oraz krymscy urzędnicy i lokalny, półkryminalny biznes. To oni zdradzili Ukrainę na rzecz Rosji i mimo podejmowanych przez Moskwę prób uporządkowania sytuacji, nadal rządzą i dzielą się profitami. Rosyjski brak planów zagospodarowania Krymu idzie w parze z brakiem pomysłów na wykorzystanie go politycznie. Kreml nie ma co odgrzewać euforii sprzed siedmiu lat. Wtedy hasło „Krym nasz” dało Putinowi rekordowe poparcie. Dziś już nie działa.

W tej słabości instytucjonalnej państwa rosyjskiego i patologiach związanych z aneksją Krymu może upatrywać szans Ukraina. Muszą to być jednak działania obliczone na wiele lat, a nawet pokolenia. Na pewno pięcioletnia strategia Zełenskiego jest skrojona zbyt optymistycznie. Poza tym za pięć lat w Kijowie będzie rządzić prawdopodobnie inna ekipa, z innymi pomysłami na Krym.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów