Ile ofiar pandemii ukrył Łukaszenka

W marcu cmentarz w Stołpcach zapełniły nowe groby. Oficjalnie mieszkańcy umierali na zapalenie płuc. Zdjęcie: belsat.eu

Białoruski reżim nie chce okazać słabości i od roku zataja skalę pandemii. W rezultacie Białorusini przestali ufać władzy i wyszli na ulice, by ją zmienić – twierdzą eksperci podsumowujący wyniki badań.

Oficjalnie Białoruś radzi sobie z koronawirusem najlepiej w Europie, choć podjęto tylko minimalne kroki, by powstrzymać pandemię. Państwo miało już kilka razy pokonać “koronapsychozę”, jak to nazywa Alaksandr Łukaszenka, i wyjść na “płaskowyż” zachorowań. Jednak niezależni specjaliści mówią, że prawda jest inna.

W styczniu 2021 roku firma SATIO przeprowadziła badanie “COVID-19 na Białorusi”, a dziś jego wyniki omówili eksperci. Ich wnioski przekazuje korespondent Biełsatu.

Rządowym danym nie warto ufać

Kierownik projektów badawczych SATIO Filip Bikanau podkreśla, że oficjalnie liczba zachorowań na Covid-19 na Białorusi przyrastała równomiernie, jak w innych państwach. Jest jednak wiele podstaw do tego, by rządowym danym nie wierzyć.

– Istnieje cały szereg przyczyn, na podstawie których te informacje można uznać za nieprawdziwe. Przede wszystkim chodzi o anomalny wzrost śmiertelności w drugim kwartale 2020 roku, informacje o którym wyciekły do ONZ. Poza tym, widzimy poważną różnicę pomiędzy śmiertelnością od Covid-19 na Białorusi i w sąsiednich krajach. A jak wiemy, wirus nie rozpoznaje narodowości – podkreślił badacz.

Odpowiedzialna za walkę z pandemią białoruska wiceminister zdrowia Alena Bohdan. Zdjęcie: Ministerstwo Ochrony Zdrowia Białorusi

W listopadzie SATIO przeprowadziło badanie opinii publicznej. O przebycie choroby przepytano Białorusinów w wieku 18-64 lata – w różnych grupach wiekowych możliwe przechorowanie infekcji koronawirusowej zadeklarowało od 9 do 13 proc. badanych. To w przeliczeniu 640 tysięcy osób, choć oficjalne statystyki z listopada mówią o jedynie 99 tysiącach chorych.

Badacze podkreślają, że Ministerstwo Ochrony Zdrowia unikało przekazywania mediom danych dotyczących pandemii. W marcu i kwietniu resort nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Dane dotyczące liczby zachorowań i przeprowadzonych testów były publikowane w internecie, przy czym niepełne i zdecydowanie niższe, niż w sąsiednich państwach.

Przez pierwszą połowę 2020 roku władze ignorowały problem pandemii. Za to posłużyły się nim podczas sierpniowych wyborów prezydenckich, by ograniczyć ilość obserwatorów w lokalach wyborczych, a następnie “ze względów sanitarnych” zamknąć granice dla wjeżdżających i wyjeżdżających.

– To znaczy, gdy potrzeba koronawirusa, to jest, a gdy go nie potrzeba, to go nie ma – podkreślił Bikanau.

Umrzeć mogło ponad 20 tysięcy osób

Dyrektor działu badań w centrum badawczym Centr EAST Andrej Jelisiejeu oświadczył, że na Białorusi zaniżono statystyki na niespotykaną na świecie skalę.

– Nasz kraj może radzić sobie z pandemią najgorzej w Europie, a możliwe, że i na świecie – podkreślił.

Alaksandr Łukaszenka podczas narady z szefem Administracji Prezydenta Iharem Siarhiejenką, przewodniczącą Rady Republiki Natallą Kaczanową, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Andrejem Raukowem i ministrem zdrowia Uładzimirem Karanikiem. Mińsk, 13 kwietnia 2020 r. Zdjęcie: president.gov.by

Według badacza wskaźnik śmiertelności mógł być zaniżony nawet 15 razy, a liczba ofiar pandemii na Białorusi może przekraczać 20 tysięcy osób. Według niego, jest to zgodnie z prognozą, przygotowaną w marcu 2020 roku według formuły Imperial College w Londynie. Wtedy śmiertelność na Białorusi prognozowano w granicach 16-32 tysięcy.

– Władze Białorusi na samym początku pandemii miały przygotowane przez naukowców wiadomości, jakie mogą być skutki w zależności od podjętych środków. I dlatego ponoszą pełną odpowiedzialność – podkreślił Jelisiejeu.

Oficjalnie od początku pandemii do dziś na Białorusi zarejestrowano 272 273 zakażonych koronawirusem, z których 261 568 już wyzdrowiało. Umrzeć miało 1876 pacjentów. Daje to śmiertelność na poziomie 0,69 proc. Dla porównania w cztery razy ludniejszej Polsce koronawirusa wykryto u 1,6 mln osób, z których 41 tysięcy zmarło, dając śmiertelność na poziomie 2,5 proc.

O tym, że statystyki są zaniżone, a nie wszyscy chorzy są poddawani testom, wielokrotnie informowali nas białoruscy medycy, pacjenci i rodziny zmarłych.

Dlaczego władze Łukaszenki ukrywają prawdę?

Filip Bikanau uważa, że reżim zatajał skalę śmiertelności od koronawirusa, z tego samego powodu, dla którego trzymywał, że Łukaszenka wygrał wybory z poparciem 80 proc. wyborców – “przez absolutnie irracjonalny strach przed pokazaniem słabości”.

Białoruski medyk w masce i przyłbicy. Zdjęcie: t.me/minzdravbelarus

Z kolei Andrej Elisiejeu twierdzi, że władze niedoceniły długości trwania epidemii i liczyły, że uda im się ukryć śmiertelność z kilku miesięcy. Ale w związku z tym, że pandemia trwa nadal, reżim znalazł się w bardzo nieprzyjemnej sytuacji i nie ma innego wyjścia, niż dalej zatajać prawdę.

Analityk Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego (białoruskiej uczelni na wygnaniu w Wilnie) i były dyrektor Instytutu Socjologii Narodowej Akademii Nauk Białorusi Hienadź Karszunau podkreśla, że białoruskie statystyki i polityka informacyjna państwa od dekad tworzą równoległą rzeczywistość. Jednak pandemia kornawirusa do tego stopnia wpłynęła na życie Białorusinów, że zaczęli się oni interesować tym, jaka jest prawda.

– Nić łącząca obraz świata rysowany przez rząd i życiem, zerwała się – powiedział socjolog.

Czego chcieli Białorusini

Według badań SATIO białoruscy obywatele nie chcieli kwarantanny i zamykania zakładów pracy.

– Badani chcieli za to zamknięcia szkół i zakazu nieobowiązkowych imprez masowych, jak parady. I gdyby państwo zwyczajnie tłumaczyło lepiej swoje działania, a nie po prostu zaprzeczało pandemii, to kwestia zaufania do władz podczas kampanii wyborczej nie byłaby tak istotna – uważa badacz.

Zauważył on, że obywatele zostali pozostawieni sami sobie i społeczeństwo zaczęło walczyć z koronawirusem oddolnie. Wiele osób zaczęło przestrzegać dystansu społecznego, nosić maski, unikać transportu miejskiego i restauracji, chociaż nie było żadnych oficjalnych ograniczeń.

Białoruscy medycy odbierający pomoc od inicjatywy ByCovid19. Zdjęcie: ByCovid19/Facebook

W związku z brakiem gotowości systemu państwowego do podjęcia szybkich decyzji, zaczęły się samoorganizować struktury poziome – podkreślił Bikanau. W związku z tym większość ankietowanych uważa, że inicjatywy społeczne, jak ByCovid19, bardziej pomogły służbie zdrowia, niż państwo.

– I jest to wyłączne kwestia komunikacji. Gdy przedstawiciele władz nie widzieli problemu i odmawiali pomocy, inicjatywy społeczne rozumiały wagę sytuacji, komunikowały się z medykami i obywatelami, pomagały lekarzom i biznesowi. U ludzi powstało wrażenie, społeczność obywatelska zrobiła dla siebie więcej, niż państwo. Dało to podwaliny pod dalszą samoorganizację społeczeństwa – powiedział Bikanau.

Najważniejszy czynnik rewolucji

Andrej Jelisiejeu uważa, że zignorowanie pandemii przez białoruskie władze było najważniejszych czynnikiem mobilizującym obywateli do protestów. Według niego komunikacja władz ze społeczeństwem przebiegała według “najgorszych sowieckich tradycji” – za pomocą propagandy, manipulacji, cenzury.

Ogólnospołeczny Marsz o Wolność. 16 sierpnia 2020 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: AW/ Vot Tak TV / Belsat.eu

Wedłuk Hienadzia Korszunawa “ludzie na poziomie psychologicznym poczuli się porzuceni, poza polem odpowiedzialności władz, a jednocześnie zrozumieli, że swoje problemy mogą rozwiązywać sami”.

W związku z tym pandemia przyśpieszyła procesy społeczne “zapoczątkowane dekady wcześniej”.

– Pandemia była litrem benzyny wylanym na tlące się węgle. Wszystko mogłoby przebiegać spokojniej, gdyby władze od samego początku nie ignorowały problemu – uważa Binakau.

A represje podczas kampanii wyborczej jedynie odebrały resztki zaugania do władz, podkreślił ekspert.

Pół roku białoruskiego protestu zagoniło Łukaszenkę do kąta

mh,pj/belsat.eu

Wiadomości