Kim są i skąd pochodzą mieszkańcy „białoruskiego Calais”?

Mariusz
Marszewski
analityk

Skąd i dlaczego ludzie uciekają na polsko-białoruską granicę? Trwający tam od kilku miesięcy kryzys migracyjny oraz ostrość przedstawiania jego w polskich mediach odsuwa na plan dalszy pytanie, kim w ogóle są ludzie stłoczeni w podlaskiej strefie nadgranicznej próbujący przedostać się przez terytorium Polski do Niemiec. I z jakich krajów do nas przychodzą.

Z fragmentarycznych obserwacji wynika, że większość kilkunastotysięcznego zdesperowanego tłumu migrantów/uchodźców stanowią obywatele Iraku (w mniejszości Syrii oraz Jemenu). Choć wcześniej pojawiały się doniesienia o mieszkańcach Konga a nawet obywatelach Kuby. Oni również zostali oszukani przez „firmy turystyczne” na usługach władz białoruskich, które w umiejętny sposób zwabiły w nadgraniczną pułapkę setki dążących do ucieczki z regionu bliskowschodniego Kurdów i Arabów.

Białoruskie firmy-krzaki zbijają kokosy na imigrantach na mińskim lotnisku

Na kadrach stream’ów umieszczanych przez kurdyjskich i arabskich uchodźców/migrantów w internecie widać wyraźnie „siłowników” – zamaskowanych funkcjonariuszy resortów siłowych Republiki Białoruś swobodnie przemieszczających się w tłumie bliskowschodnich przybyszy, pohukujących na nich, nimi celowo zarządzających. Widać wyraźnie, że w tłumie czują się oni bezpiecznie, że nim sterują i kierują.

Ktoś może zauważyć, że mieszkańcy Kurdystanu czy Jemenu „nie są niewinni”, że było ich stać na transport lotniczy do Mińska, że przed dotarciem na granicę „zwiedzali miasto”, że „wiedzieli w co się pakują”. Może dodać, że trudno określić uwięzione po drugiej stronie granicy ofiary gry politycznej prezydenta Łukaszenki mianem ofiar prześladowań politycznych – są to osoby, które przecież stać było na bilet lotniczy z Azji Zachodniej do Mińska, choć w realiach bliskowschodnich mogło to również oznaczać pożyczenie pieniędzy od szeroko rozgałęzionej rodziny. Z nadzieją na to, że po dotarciu na Zachód dany krewny pieniądze za jakiś czas odda, które bez przeszkód, posiadając paszporty, wyjechały za granicę.

Kupują mocne buty i ciepłą odzież. Mińsk wciąż pełen migrantów

W epoce w której mamy do czynienia z uchodźcami klimatycznymi, wojennymi, ekonomicznymi, trudno jest do końca zdefiniować, które kraje rozwijające się do końca bezpieczne a które nie. Tego typu „czyste” rozgraniczenia w ogóle są bardzo trudne. Najbardziej uprawomocnione wobec koczujących w skrajnych warunkach po białoruskiej stronie granicy na przejściu granicznym w Kuźnicy wydaje się więc użycie określenia „mieszane”.

Abstrahując od tych rozważań pojawia się naturalne w takich wypadkach pytanie:

Co w ogóle skłania mieszkańców Kurdystanu w Iraku i w Syrii do ucieczki na Zachód? Co skłania do podobnych decyzji mieszkańców egzotycznego Jemenu? Z jakich państw oni przybywają?

Spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie starając się unikać bieli i czerni, a starannie wyskalowując odcienie szarości. Zwróćmy uwagę, że uchodźcy/migranci przybywają z zakątków planety, które trudno określić mianem funkcjonalnych, demokratycznych, posiadających sprawną opiekę medyczną czy posiadających władze kierujące się zasadami good governance.

Łukaszenka rozmawiał z Merkel, a Putin z Macronem. Temat – kryzys migracyjny przy granicy Białorusi i UE

Skomplikowanie sprawy kurdyjskiej na Bliskim Wschodzie wymyka się prostej siatce pojęciowej. Zwłaszcza w Polsce przywykliśmy do postrzegania Kurdów jako szlachetnych bojowników o niepodległość, żyjących w kraju „podzielonym” przez „zaborców”, jako szlachetnych bojowników z „krwiożerczymi fundamentalistami muzułmańskimi”.

W ojczystej narracji opisu problemu kurdyjskiego mamy do czynienia z dość paradoksalną sytuacją, w której Kurdowie do czasu (wywołanego sztucznie, z błogosławieństwa władz białoruskich) kryzysu migracyjnego na Podlasiu byli w naszym kraju zawsze opisywani w sposób pozytywny. Niezależnie od tego, do jakiej opcji politycznej należał piszący. Przy jednoczesnym wielokrotnym naruszaniu nie tylko granic politycznej poprawności, ale także dobrego smaku czy elementarnej ludzkiej przyzwoitości w odniesieniu do innych mieszkańców tego samego obszaru. Czyli Arabów – najbliższych sąsiadów Kurdów, Arabów.

„To jest handel ludźmi”. Szczera rozmowa z irackim Kurdem

Gdzieś w tych naszych ojczystych narracjach umykał przy tym fakt, że większość Kurdów to (jak na realia krajów Bliskiego Wschodu zsekularyzowanych przez dekady rządów arabskich socjalistów i komunistów) bardzo konserwatywni, wierzący i praktykujący muzułmanie. Co jednak automatycznie nie oznacza w ich przypadku radykalizmu czy proterrorystycznych sympatii.

Kurdowie są często dużo bardziej religijni niż ich zlaicyzowani arabscy czy tureccy sąsiedzi. Przy tym w wielu przypadkach nie przeszkadza im to w popieraniu rewolucyjnej, lewicowej, postmaoistowskiej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Przy tym Kurdowie są bardzo podzieleni plemiennie, rodowo, klanowo, a nawet językowo.

Tragedia kurdyjska na Bliskim Wschodzie polega również na tym, że poszczególne konflikty opisywane w wysokich geopolitycznych narracjach jako wojna iracko-irańska, syryjska wojna domowa, oraz podobne trwające od dziesięcioleci w Azji Zachodniej mogą być postrzegane często w mikroskali (przy patrzeniu na region nie przez teleskop zmagań polityki światowej, ale przez mikroskop problemów lokalnych społeczności) jako jedna wielka kurdyjska wojna domowa. W której często po obu stronach frontu walczyły/walczą ze sobą przedstawiciele stosunkowo blisko ze sobą spokrewnionych rodów czy plemion kurdyjskich. Występujący oficjalnie nie tylko jako przedstawiciele kurdyjskich ugrupowań politycznych ale np. jako „bojownicy opozycji syryjskiej”, „żandarmeria turecka” i in.

Kurdyjski dziennikarz przyleciał na Białoruś i poprosił o azyl. Został natychmiast deportowany

Sami mieszkańcy Kurdystanu w Iraku w trakcie ostatnich pokoleń przeszli wiele traum, którymi mogliby obdzielić kilka społeczności europejskich naraz. Budowa scentralizowanego, nowoczesnego arabskiego Iraku w oparciu o idee nowoczesnego lewicowego nacjonalizmu arabskiej partii BAAS (której najważniejsi ideolodzy żarliwi w głoszeniu arabskości jako idei państwotwórczej sami byli wobec niej zewnętrzni – jednym z nich był Irakijczyk, chrześcijanin Michel Aflak a drugim alewita z pogranicza syryjsko-tureckiego, Zaki al-Arsuzi) odbywała się przez kilkadziesiąt lat, szczególnie za rządów okrutnego dyktatora, Saddama Husejna, kosztem Kurdów.

W Iraku co prawda uznano kurdyjski jako język urzędowy, lecz jednocześnie brutalnie zwalczano nie tylko powstania kurdyjskie – m. in. z użyciem broni chemicznej używanej przeciwko własnym obywatelom, za co zapłaciła życiem ogromna część zaatakowanych z powietrza w ten zbrodniczy sposób mieszkańców Halabdży w 1988 r. – ale również i kurdyjski samorząd.

Obalenie Saddama Husejna w 2003 r. dało Kurdom Iraku złudne nadzieje na wolność i samorządność, o które starali się walczyć.

Im silniejszy był w kraju amerykański parasol polityczny, tym Kurdom żyło się lepiej – czerpali zyski z handlu ropą naftową, delegowali swoich przywódców na najwyższe stanowiska w państwie (takich jak np. Dżalal Talalabani, pierwszy nie-arabski prezydent Iraku w latach 2005-2014).

Kurdowie stworzyli wówczas właściwie na wpół niezależne własne państwo wewnątrz Iraku – Kurdystan Iracki. M. in. z własnymi władzami – Kurdyjskim Rządem Regionalnym (na ogół globalnie używa się jego anglojęzycznego akronimu – KRG; Kurdish Regional Governement) oraz siłami zbrojnymi złożonymi z dawnych antysaddamowskich bojowników, peszmergów. Okazali się oni niezbędni w zwalczaniu powstałej na gruzach baasistowskiego reżymu Saddama Husejna terrorystycznej organizacji Państwa Islamskiego (której zamachy dosięgnęły również Europy).

Rząd irackiego Kurdystanu: Na granicy z Polską utknęło prawie 8 tys. irackich Kurdów

W 2017 r., u szczytu kurdyjskiej potęgi w Iraku, na terenach kontrolowanych przez KRG przeprowadzono referendum niepodległościowe. Zostało ono wygrane przez zwolenników powstania niepodległego Kurdystanu. Wzbudziło to niepokój nie tylko w regionie – gdzie alergicznie na taki pomysł zareagowano nie tylko w Bagdadzie ale i w Ankarze, Teheranie i Damaszku (wszędzie tam gdzie mieszkają Kurdowie).

Lęk przed powstaniem oficjalnego „kurdyjskiego Piemontu” i związaną z tym możliwą regionalną destabilizacją udzielił się również i Waszyngtonowi. Ówcześnie nikt nie chciał już zmian na politycznej mapie Bliskiego Wschodu.

Niepodległościowe dążenia stłumiono, władze KRG zostały pozbawione spornych, mieszanych, kurdyjsko-arabskich terytoriów Iraku przynoszących duże dochody z ropy naftowej, które wcześniej odwojowały samodzielnie od bojowników organizacji Państwa Islamskiego.

„Być Kurdem, to znaczy stawiać opór” – reportaż Biełsatu z wschodniej Turcji NAPISY PL

Od tego momentu zaczął się upadek Kurdystanu Irackiego. Plemienne oligarchie rodów Barzanich i Talabanich, które ubrane w garnitury politycznych partii (Demokratyczna Partia Kurdystanu i Patriotyczna Unia Kurdystanu; potrafiły one stoczyć ze sobą nawet kilkuletnią wojnę domową w latach 90. XX w. – jej wspomnienia do dziś kładą się cieniem na najnowszej historii Kurdystanu Irackiego), które rządzą krajem od pokoleń skoncentrowały się już nie na realizacji jakichś ogólnonarodowych programów politycznych i ekonomicznych, ale przede wszystkim na otwartym, korupcyjnym bogaceniu się kosztem własnego społeczeństwa.

Zabetonowano, przy użyciu wszechwładnej służb specjalnych (Asaisz) do końca scenę polityczną.

O tym, jak bardzo już wcześniej – przed duszącymi wszelkie nadzieje przemianami 2017 r. – społeczeństwo kurdyjskie domagało się przemian mógł świadczyć gwałtowny przebieg stłumionych protestów Wiosny Arabskiej z lat 2011-2012 w irackim Kurdystanie oraz krótkotrwały sukces polityczny zorganizowanego wówczas reformatorskiego Ruchu na Rzecz Zmian (kurd. Bizûtinewey Gorran. Był on krytycznie nastawiony wobec plemiennych wodzów i oligarchów DPK i PUK kurdyjskiego odpowiednika „Solidarności”) .

W społeczeństwie zaczęła narastać poczucie niespełnienia i niemożliwości realizacji zmian. Które jest podsycane przez świadomość możliwości tego, jak inaczej mogą funkcjonować Kurdowie poprzez obserwację w globalnym społeczeństwie informacyjnym karier i poziomu życia tych Kurdów, którzy na skutek globalnych katastrof znaleźli się na Zachodzie.

Szef unijnej dyplomacji: mamy do czynienia z potencjalnym nowym szlakiem migracyjnym

Gdzie mogą się samorealizować, żyć godnie w zamożnych społeczeństwach, zapewnić dostatnią przyszłość swoim dzieciom oraz swobodnie rozwijać swoją odrębność narodową/etniczną i religijną. Gdzie, w przeciwieństwie do Bliskiego Wschodu, nie ma blokujących rozwój społeczny korupcji i autorytarnych, bądź zmierzających w stronę autorytaryzmu reżymów, gdzie nie prowadzi się wojen (zamaskowanych nazewniczo obecnie pod operacje militarne, antyterrorystyczne, itd.). Co dla Kurdów, najbardziej uciskanej i znajdującej się najniżej w hierarchiach etnicznych nacji regionu, ma ogromne znaczenie.

Kolejną grupą, która próbuje się obecnie przedostać się z Białorusi do Unii Europejskiej są Kurdowie z Syrii. Ich motywacje dla ucieczki z regionu są dużo silniejsze.

„Lepszej drogi do Europy obecnie nie ma”. Dlaczego migranci decydują się na podróż przez Białoruś?

W Syrii od czasu Wiosny Arabskiej w latach 2011-2012 toczy się ze zmiennym natężeniem wojna domowa. Zamiera ona obecnie, gdyż autorytarnemu reżymowi prezydenta Baszara Asada udało się podporządkować sobie z powrotem większość kraju.

Właśnie z wyjątkiem pogranicza z Turcją. Jego część jest zamieszkała przez liczącą ok. 1,5 mln mniejszość kurdyjską. Powstała tam autonomia, faktycznie kolejne nieuznawane parapaństwo kurdyjskie (popularnie znane jako „Rożawa”, kurd. „Zachód”) rządzone przez lokalną filię lewicowo-nacjonalistycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Jej główny ideolog, Abdullah „Apo” Ocalan przebywa od 1999 r. w tureckim więzieniu. Sama PKK jest oskarżana w Europie, USA i Turcji o terroryzm.

Syryjska filia PKK – m. in. z powodu ogromnych zasług w walce z terrorystyczną organizacją Państwa Islamskiego oraz dobremu PR-owi (ogromny wpływ ma na to, jakże wysoko cenione na Zachodzie, faktyczne rewolucyjne równouprawnienie kobiet, którego ikonicznym przedstawieniem są przepiękne, młode Kurdyjki służące w batalionach kobiecych) – posiada znakomitą prasę zarówno w środowiskach prawicowych jak i lewicowych w Europie.

Repetowicz o Kurdystanie: „Połowę Rożawy kontrolują Rosjanie”

Syryjska Rożawa jest również w (jednak równie dalekim od prawdziwej demokracji w zachodnim rozumieniu tego pojęcia) nacjonalistyczno-rewolucyjnym przeciwieństwem plemienno-oligarchicznego, skorumpowanego systemu politycznego KRG. Jednak warunki życia w Rożawie (rewolucyjnym państewku stanu wyjątkowego, pogrążonym zarówno w kryzysie ekonomicznym jak i w konflikcie z oficjalnym Damaszkiem, bojownikami opozycji syryjskiej, państwem tureckim i in. oraz znajdującym się pod wątłym, chwiejnym i sytuacyjnym parasolem ochronnym Waszyngtonu i Moskwy) również nie dają tamtejszym Kurdom poczucia stabilności i przyszłości.

Co gorsza przyszłość Rożawy stoi pod dużym znakiem zapytania – zarówno z powodu zbrojnych inkursji bojowników opozycji syryjskiej, armii tureckiej, jak i z powodu dążenie władz Syrii do wcielenia do armii jak największej ilości Kurdów (dotychczas często nie posiadających od pokoleń obywatelstwa syryjskiego – obecnie władze starają się im je dawać – po to aby wcielić ich do wykrwawionej wojną domową armii).

Powyższa sytuacja stała się jedną z bezpośrednich przyczyn stabilnej migracji z Kurdystanu syryjskiego za granicę (m. in. do RFN-u i Szwecji – gdzie istnieją już zakorzenione kurdyjskie diaspory – spory odsetek „Syryjczyków” z czasów kryzysu migracyjnego 2015 r. stanowili właśnie rożawscy Kurdowie).

Putin i Erdogan podzielili syryjski Kurdystan

W najgorszej sytuacji znajdują się uchodźcy z Jemenu (którzy stanowią najmniejszy odsetek uczestników dramatu na polsko-białoruskiej granicy). Jemen to gęsto zaludniony nadmorski kraj Półwyspu Arabskiego z bogatą, starożytną kulturą. Niezmiernie cenioną w świecie arabskim i w Afryce. Podzielony mocno regionalnie, jedna z jego części przeszła okres reform komunistycznych i głębokiej sekularyzacji społeczeństwa jako Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu.

Mieszkańcy Jemenu żyją w warunkach wojny domowej od lat 2011-2012 i wspominanej już Wiosny Arabskiej.

Początkowe antyprezydenckie protesty i demonstracje wzywające do demokratyzacji autorytarnego reżymu (bliźniaczo podobne do sytuacji w Syrii) doprowadziły do wojny domowej na pełną skalę od 2014 r. i faktycznego rozpadu i głębokiej dysfunkcji państwa.

Koalicja kierowana przez jedne z najzamożniejszych państw arabskich – Królestwo Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie wsparła militarnie i finansowo prezydencką stronę wojny domowej. Jednak Ruch Hutich, najsilniejsza i najlepiej zorganizowana z szeregu rebelianckich organizacji wspierana przez militarnie, finansowo i organizacyjnie przez Iran w tej nierównomiernej walce powolnie zbliża się do zwycięstwa opanowując kolejne prowincje i pokonując zarówno siły zbrojne zagranicznych interwentów i rządu (w ostatnich dniach, krok za krokiem wpada w ich ręce m. in. port w Al-Hudajda).

Ogromną cenę za to płaci jemeńskie społeczeństwo. W kraju zniszczona została spora część zbudowanej w XX w. infrastruktury (m. in. drogi, mosty, szkoły, szpitale, in.).

Wybuchła klęska głodu oraz powróciły choroby zakaźne, z którymi radzono sobie wcześniej za pomocą szczepionek i nowoczesnej medycyny.

Jemeńczycy masowo uciekają więc do innych krajów. Ci którzy znaleźli się na Podlasiu są jedynie niewielkim odpryskiem ogromnej, rosnącej fali uchodźców z tego znajdującego się w beznadziejnym położeniu państwa. Wg danych agend ONZ-u m. in. w tej chwili 4 mln Jemeńczyków zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów (z tego prawie 80% to kobiety i dzieci), 16 mln cierpi z powodu głodu, a 5 mln z powodu niedożywienia.

Belavia deklaruje nie wozić z Dubaju obywateli Afganistanu, Iraku, Jemenu i Syrii

Taka sytuacja w tych krajach, w jednych lepsza (Kurdystan Iracki), w innych gorsza (Kurdystan Syryjski, a przede wszystkim Jemen) powoduje, że społeczeństwa tych krajów ulegają mirażom organizatorów nielegalnych globalnych migracji. Tym bardziej, że trwające na tych obszarach konflikty zniszczyły tamtejszy system edukacyjny, co powoduje, że świadomość tego, jak wyglądają realia Białorusi, przejście przez granicę z Polską czy dotarcie do Niemiec jest bardzo słaba i oparta na dużych uproszczeniach.

Umacniają je umiejętnie operujący w Internecie z błogosławieństwa Mińska brokerzy migracji z krajów WNP (nie tylko z Białorusi, ale również z Rosji) bardzo dobrze reklamujący swoje usługi i czerpiący z nich spore zyski. I jak wszyscy specjaliści od reklamy skupiają się oni na fachowym koloryzowaniu zalet swojego produktu-iluzji, Jakim jest cudowna przepustka do zamożnych, dających możliwość samorealizacji, życia w demokracji, opieki zdrowotnej i edukacji, zamożnych krajów UE.

Niezależnie od tego, do jakich rzeczywistych tragedii na granicy prowadzi przyjmowanie tego prawdziwego „daru Danajów” od władz Republiki Białoruś.

Łukaszenka: przedstawiłem Merkel propozycję rozwiązania sytuacji na granicy z UE

dla belsat.eu Mariusz Marszewski

Dr Mariusz Marszewski jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalistą ds. Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów