„To jest niewolnictwo”. Białoruski więzień polityczny o warunkach pracy przymusowej

Więźniowie polityczni na Białorusi często otrzymują wyrok tzw. chemii, czyli ograniczenia wolności połączonego z pracą. Jeden z więźniów, odbywających taką karę, opowiedział nam anonimowo o realiach pobytu w zakładzie karnym podczas „chemii”, o żółtych plakietkach dla więźniów politycznych i trudnych warunkach pracy.

Żółte plakietki dla „politycznych”

– Kiedy przyjechałem po raz pierwszy, był słoneczny dzień, nasza „chemia” położona była pośród sadu, jak obóz dla pionierów. Ale odczucia szybko się zmieniły, jeszcze tego samego dnia – opowiada więzień, który ze względów bezpieczeństwa nie chce ujawniać swojej tożsamości.

Nasz rozmówca trafił na „chemię” wiosną 2021 roku. Zakład karny typu otwartego, do którego go skierowano, jest oddalony o kilkaset kilometrów od jego rodzinnego miasta:

– Przyglądając się sytuacji innych więźniów politycznych, zdałem sobie sprawę, że wszyscy są wysyłani jak najdalej od miejsca zamieszkania. Rodzina, nieletnie dzieci, stałe miejsce pracy i przeciwwskazania medyczne nie mają znaczenia. Myślę, że wydano odgórne polecenie, by tych, którzy nie zgadzają się z reżimem, wysyłać jak najdalej od domu.

Z obserwacji mężczyzny wynika, że liczba więźniów politycznych stanowi obecnie około 15-20 procent ogólnej liczby osób odbywających karę „chemii”. Polityczni utrzymują z innymi więźniami normalne stosunki. Jak mówi mężczyzna, dotąd nie był świadkiem żadnych konfliktów.

„Chemia ze skierowaniem”: skazywanym w politycznych procesach grożą lata przymusowej pracy

Niezależnie od zachowania wszyscy więźniowie polityczni w ciągu kilku tygodni trafiają do rejestru prewencyjnego jako osoby skłonne do ekstremizmu i innych działań destrukcyjnych.

Osoby posiadające ten status od razu otrzymują żółte plakietki (plakietki zwykłych więźniów są białe). Więźniowie polityczni mają obowiązek wieszania ich na łóżkach i szafkach nocnych. Osoby z żółtymi plakietkami muszą też co godzinę meldować się w komendanturze, przedstawić się swoim nazwiskiem i głośno mówić, że są skłonne do ekstremizmu i działań destrukcyjnych. Więźniowie są również zobowiązani do głośnego informowania o tym podczas apeli:

– Jeśli powiesz, że jesteś ekstremistą zbyt cicho, zwrócą uwagę. Jeśli nie powtórzysz głośniej, mogą wypisać wykroczenie. Ale „polityczni” nie wstydzą się głośno mówić „jestem ekstremistą”, bo to właściwie jak znak jakości. Oznacza to, że osoba ta nie przebywa w więzieniu za przestępstwa, ale za swoje przekonania. Jest to komiczna sytuacja: oni chcą tym krzykiem upokorzyć więźniów politycznych, a okazuje się, że jest odwrotnie.

„Z więźniami politycznymi można robić wszystko”

Osoby wpisane do rejestru prewencyjnego nie mogą opuszczać zakładu bez funkcjonariuszy, nawet jeśli chodzi o wyjście po leki. Administracja wykorzystuje tę zasadę do wywierania dodatkowej presji na politycznych. Osoba ze statusem skłonnego do ekstremizmu nie ma też właściwie szans na zwolnienie warunkowe.

– Z niepotwierdzonego źródła wiem, że istnieje odgórny nakaz, by zamknąć politycznym drogę do zwolnienia warunkowego pod jakimkolwiek pretekstem, nawet jeśli więzień nie dopuścił się żadnych wykroczeń. Nie jest to trudne, bo jest się całkowicie zdanym na łaskę kierownika zakładu, który może po prostu stwierdzić, że więzień „nie wykazuje poprawy”. I nawet nie musi niczego uzasadniać – wyjaśnia nasz rozmówca.

Poza tym istnieje możliwość, że więzień polityczny z „chemii” zostanie przeniesiony do kolonii karnej, do czego wystarczą trzy wykroczenia. Zwykle mowa jest o naruszeniu porządku wewnętrznego i odmowie pracy:

– Na przykład, jeśli leżysz na łóżku lub na nim siedzisz. Administracja może też zmusić skazańca, który popadł w niełaskę, do sprzątania toalety. Mycie toalety uważa się za hańbiącą czynność, a więźniowie, którzy to robią, otrzymują niższy status w środowisku przestępczym. Jeśli odmówią, wpiszą im wykroczenie. Trzy wykroczenia i lądujesz w kolonii karnej. A w kolonii z takim statusem jest ciężko – nie można jeść z innymi przy jednym stole itd. Dostaje się status „niedotykalnego”. Wie o tym administracja zakładu. Krąży pogłoska, że w innych zakładach, gdzie więźniowie odbywają „chemię” stosuje się tego typu sztuczki tylko wobec więźniów politycznych.

Na Białorusi idea niewolniczej pracy zyskała nowe życie. Wywiad z b. więźniem politycznym

Administracja może robić z więźniami politycznymi wszystko bez żadnych konsekwencji. Jak mówi nasz rozmówca, przeraża tylko fakt, jak jawnie to robią. Więzień przyznaje, że sam nie był świadkiem bicia skazańców.

„Pracujemy po 12 godzin przez sześć dni w tygodniu”

– Podczas „chemii” pracuje się poza ośrodkiem poprawczym. To jest największa różnica w stosunku do kolonii. Sam sobie gotujesz. Płacisz za mieszkanie. Jedzenie kupuje się w sklepie – mówi więzień polityczny.

Nazwa „chemia” pochodzi z czasów sowieckich, kiedy to więźniowie byli kierowani do pracy w przemyśle ciężkim i niebezpiecznym. Jak twierdzi nasz rozmówca, w tej kwestii niewiele się zmieniło.

Praca podczas „chemii” jest ciężka, a skazani otrzymują wynagrodzenie w wysokości około 60 kopiejek za godzinę (90 groszy), co jest poniżej minimalnego poziomu przewidzianego przez prawo pracy. Nie można jednak odmówić pracy, ponieważ byłoby to uznane za wykroczenie. Samodzielne poszukiwanie pracy nie jest zabronione, ale w praktyce administracja zakładu odmawia skazanym tego prawa:

– Myślę, że administracja dogaduje się z pracodawcami i dostarcza tanią siłę roboczą. Trzeba zdawać sobie sprawę, że więźniowie polityczni pracują na stanowiskach, na których miejscowi nie chcą pracować. A miejscowej młodzieży jest tu mało, wielu wyjechało. Produkcja utrzymuje się więc z niewolniczej pracy skazańców.

Zatrzymany dodaje, że więźniowie polityczni mają w takich warunkach trudniej niż inni, ponieważ większość z nich na wolności wykonywała pracę wymagającą wysokich kwalifikacji:

– Mój tydzień pracy to sześć dni, zmiana trwa 12 godzin. Trzeba kupić kombinezony: na przykład fartuchy kosztują 80 rubli (ok. 120 złotych), kwota ta jest potrącana z pensji. Nie dostaje się żadnego jedzenia. Oczywiście takie warunki pracy są sprzeczne z prawem pracy i ogólnymi zasadami społeczeństwa.

Skazańcy mogą w pracy mieć do czynienia z wolnymi pracownikami, ale ich warunki pracy są zasadniczo różne:

– „Chemicy” mają niższe pensje i nie mogą odejść z pracy. To coś gorszego niż bezprawie. To niewolnictwo. Pracujemy po 12 godzin przez sześć dni w tygodniu, nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że postawiono nas przed faktem dokonanym.

„Obowiązkowe oglądanie propagandowych wiadomości”

Osadzeni przebywający na „chemii” od 6:00 do 22:00 nie mogą się położyć, pozwala się im jedynie siedzieć na taborecie. To właśnie za złamanie tej zasady więźniowie najczęściej otrzymują kary:

– Człowiek przychodzi zmęczony z pracy. Kamery rejestrują, jak leży lub siedzi na łóżku i wypisuje się mu wykroczenie.

Osadzeni w otwartych zakładach mieszkają w pokojach o powierzchni około 50 metrów kwadratowych, w których przebywa od 12 do 18 osób. W oknach są kraty. Łóżka są piętrowe. Do dyspozycji jest również lodówka, szafa, szafki nocne na rzeczy osobiste, taborety lub ławy. Toaleta i prysznic są wspólne. Zakwaterowanie kosztuje 30-70 rubli miesięcznie (ok. 45-100 złotych).

– Dwa razy dziennie wszyscy więźniowie są prowadzeni do pomieszczenia, w którym włącza się telewizor z państwową propagandą. Oglądanie propagandowych wiadomości jest obowiązkowe, ale z uwagi na to, że nikogo one nie interesują, skazani, wchodząc do pokoju z telewizorem, muszą oddać telefony, aby podczas oglądania nie rozpraszały ich destrukcyjne kanały w Telegramie – zauważa nasz rozmówca.

Samodzielne opuszczenie pokoju jest niemożliwe: żelazne drzwi są zawsze zamknięte. Jednak możliwość ucieczki pojawia się praktycznie codziennie. Na przykład w drodze do lub z pracy, dokąd skazani dowożeni są autobusami z firmy. Więzień, z którym rozmawiamy, dodaje jednak, że podczas jego pobytu w zakładzie nie doszło do żadnej ucieczki.

Igor Bancer zostanie zesłany do Witebska

Podczas odbywania „chemii” nie jest zabronione korzystanie z telefonu. Oprócz tego „chemicy” mają prawo do widzeń z bliskimi, w tym do wyjazdów do domu w weekendy. Zgodę na to wydaje jednak kierownik zakładu, który może jej odmówić, powołując się np. na koronawirusa. Wszyscy więźniowie polityczni figurują w rejestrze prewencyjnym, co oznacza, że nie mogą opuszczać zakładu bez eskorty.

II, ksz/ belsat.eu

Wiadomości