Radio Swoboda: dlaczego Ukraina pozwoliła „wagnerowcom” wylądować na Białorusi?

Co doprowadziło do ukraińskiego „Wagnergate”, czyli historii wokół klęski domniemanej operacji specjalnej wymierzonej w rosyjską prywatną firmę wojskową, tzw. grupę Wagnera, która miała doprowadzić do zatrzymania przez Ukrainę kilkudziesięciu jej członków? – zastanawia się Radio Swoboda.

Latem 2020 roku ukraińskie media podały, że służby specjalne Ukrainy przygotowywały operację mającą doprowadzić do zatrzymania grupy tzw. wagnerowców i w tym celu zwabiono ich na Białoruś. Według medialnych doniesień operacja się nie powiodła, gdy o planach poinformowano biuro prezydenta Ukrainy.

Sprawa „wagnerowców”. Łukaszenka chce widzieć w Mińsku prokuratorów generalnych Rosji i Ukrainy

Na Ukrainie poszukiwana jest wysoko postawiona osoba, będąca wtyczką, która mogła doprowadzić do załamania się operacji – podkreśliło w niedzielę wieczorem Radio Swoboda i przypomniało, że w sprawie prowadzi śledztwo dziennikarskie portal Bellingcat.

Z filmu – według wstępnych informacji – wynika, że amerykańskie i ukraińskie służby planowały ująć tzw. wagnerowców, którzy mieli lecieć z Mińska do Stambułu pod pretekstem wylotu do Wenezueli. Samolot miałby wylądować na Ukrainie, gdzie tzw. wagnerowcy byliby zatrzymani.

W sierpniu portal Ukraińska Prawda pisał, że w grupie, którą planowano zatrzymać, były osoby mogące być powiązane m.in. z zestrzeleniem w 2014 roku malezyjskiego Boeinga 777 nad Donbasem.

W ramach operacji specjalnej bojownicy jakoby zostali zatrudnieni na podstawie podrobionych umów do ochraniania odwiertów naftowych w Wenezueli. Podczas werbunku mieli mówić o przestępstwach, jakich dopuścili się na terytorium Ukrainy, ponieważ myśleli, że pokazują w ten sposób „pracodawcy” poziom swoich „kwalifikacji” – podała Ukraińska Prawda.

Jak pisał portal, ukraiński wywiad podejrzewa, że mogło dojść do wycieku informacji do rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). W rezultacie 29 lipca w Mińsku zatrzymano bojowników, a następnie przekazano ich Rosji 14 sierpnia, choć o ich ekstradycję zwróciła się Ukraina.

Zełenski prosi Łukaszenkę o ekstradycję rosyjskich najemników

W niedzielnej rozmowie z telewizją Current Time redaktor naczelny portalu Cenzor.net Jurij Butusow powiedział, że w operacji brały udział też służby specjalne USA i Turcji.

– Jeśli nie było tej operacji, to partia Sługa Narodu, która ma większość w Radzie Najwyższej (parlamencie Ukrainy), powinna po prostu szybko utworzyć komisję albo przeprowadzić naradę w tej sprawie i rozstrzygnąć – czy była, czy nie. Jeśli nie było, to należy zdemaskować wszystkich tych, którzy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje. Ale z jakiegoś powodu, niestety, przez siedem miesięcy Sługa Narodu odrzuca jakiekolwiek posiedzenia, jakiekolwiek oficjalne przesłuchania w sprawie tzw. Wagnergate – podkreślił.

Według niego polecenie przesunięcia w czasie operacji wydał szef biura prezydenta Andrij Jermak, a decyzję poparł prezydent Wołodymyr Zełenski. Zdaniem Butusowa rozkaz przeniesienia operacji był równoznaczny z jej klęską.

Deputowany Sługi Narodu Ołeksandr Kaczura powiedział z kolei w tym samym programie, że opowiada się za powołaniem komisji śledczej w tej sprawie w Radzie Najwyższej. Ocenił, że w mediach rozpowszechnianych jest wiele fałszywych informacji na ten temat.

Łukaszenka o rosyjskich najemnikach: Będziemy biegać po lasach i ich łapać!

Do zatrzymania pod Mińskiem dużej, zorganizowanej grupy najemników doszło tuż przed wyborami prezydenckimi. Zarówno opozycja, jak i władze Białorusi nazwały to rosyjską prowokacją wycelowaną w destabilizację głosowania. Eksperci nie wykluczali wtedy, że zatrzymani wagnerowcy to tylko część siatki, która może sprowokować starcia z milicją, by doprowadzić do rosyjskiej interwencji zbrojnej.

pj/belsat.eu wg PAP, Radio Swoboda

Wiadomości