Rosja ratuje świat, ale nie za darmo

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Szczepionka Sputnik V ma zachęcić świat do współpracy z Rosją i wyprowadzić Putina z izolacji. Na razie jednak święci triumfy głównie w propagandzie i szczepionkowej dyplomacji.

„Pierwsza zarejestrowana szczepionka przeciw Covid-19” – taki jest slogan reklamowy Sputnika V. Dalej Sputnik reklamuje się tak: skuteczność 91,6 proc., cena – mniej niż 10 USD, temperatura przechowywania od 2 do 8 stopni Celsjusza. Brzmi cudownie. Znacznie lepiej, niż parametry szczepionek zachodnich koncernów Pfizer-Biotech, Moderna, czy AstraZeneca. Rosjanom trzeba bowiem przyznać, że ich akcja szczepionkowa jest świetnie przygotowana od strony PR-owej.

W rzeczywistości Rosjanie borykają się z problamami podobnymi do Zachodu. Nie zmienią tego chwytliwe slogany reklamowe. Zwłaszcza, że nie są do końca prawdziwe, a raczej półprawdziwe.

Sputnik musi być przechowywany w temperaturze poniżej -18 stopni. Choć istnieje wersja możliwa do utrzymania w wyższych (6-8 stopni) temperaturach, to na razie produkowana jest w śladowych ilościach. Co do skuteczności światowe środowiska naukowe są podzielone, a fakt zarejestrowania jako pierwszej w świecie wynika z czysto politycznej decyzji o rejestracji w Rosji. Oprócz Rosji szczepionka jest zarejestrowana w ponad 20 krajach, ale na razie nie jest uznana przez WHO i europejskie instytucje.

Rosja na pierwszym miejscu pod względem liczby zgonów w Europie w wyniku pandemii

Rosyjska operacja pt. Sputnik V od początku ma na celu pokazanie, że Rosja lepiej sobie radzi z pandemią i jest organizacyjnie sprawniejsza od państw Zachodu. W dodatku stać ją na globalny altruizm i pomaganie potrzebującym szczepionki, biedniejszym państwom. Zresztą nie tylko takim. Rosja próbuje wejść ze swoją szczepionką do krajów UE. Głosy, że należy zarejestrować Sputnika pojawiają się już w Czechach, Austrii i Włoszech. W tym duchu wypowiadał się Emmanuel Macron. Węgry 21 stycznia zarejestrowały rosyjską szczepionkę i już dostały pierwszą partię.

Powolna produkcja

Instytut im. Gamalei, który opracował szczepionkę, dopiero dwa tygodnie temu przedstawił wyniki trzeciej fazy badań klinicznych. Zdaniem moskiewskiego instytutu preparat w 91,6 proc. chroni przed zakażeniem koronawirusem.

Mimo to w Rosji akcja masowych szczepień Sputnikiem trwa od 5 grudnia. Tuż po jej starcie władze twierdziły, że zaszczepiły sto tysięcy Rosjan. Aleksander Ginzburg, dyrektor Instytutu im. Gamalei 10 stycznia twierdził, że zaszczepiono już 1 mln. Rosjan. Inne dane mówią o 2 mln. zaszczepionych na początku lutego. Dane rosyjskiego ministerstwa zdrowia nie są jednak pełne i jest w nich sporo chaosu. Akcja szczepień najlepiej idzie w Moskwie. Jak w wielu innych krajach społeczeństwo podzielono na grupy i najpierw szczepieni byli pracownicy służby zdrowia i starsi mieszkańcy – powyżej 60 roku życia. Nawet dane ministerstwa zdrowia mówią, że są regiony, do których w ogóle nie dotarła jeszcze szczepionka, albo trafiła w minimalnych ilościach.

Producent Sputnika V liczy na zarejestrowanie szczepionki w UE w przyszłym miesiącu

Np. w styczniu liczący ponad 700 tys. mieszkańców obwód orłowski otrzymał 2642 dawki Sputnika. Wiele wskazuje na to, że podobnie, jak w przypadku zachodnich preparatów, plany i oczekiwania odnośnie produkcji życie zweryfikowało brutalnie. W styczniu, zgodnie z planem miało być wyprodukowane 3,5 mln. dawek (mowa o kompletnej, podwójnej dawce, gdyż Sputnik jest szczepionką dwuetapową). Do końca kwietnia – 18 mln.

Firmy produkujące preparat składają obietnice skokowego zwiększania dostaw. Produkcją zajęty jest sam Instytut im. Gamalei, który dodatkowo czuwa nad jakością szczepionek. W sumie Sputnika produkuje pięć firm: sam Instytut, należący do oligarchy Władimira Jewtuszenkowa Binnofarm, należąca do Wiktora Charitonina firma Generium, Biocard (także z udziałami Charitonina) i wchodzące w skład holdingu Farmastandard firmy Lekko, Farmstandard-UfaWita, które także należą do Charitonina.

Żeby osiągnąć zbiorową odporność, zaszczepić należy ponad 60 proc. Rosjan, czyli potrzeba niemal 88 mln. podwójnych dawek. Tymczasem równolegle z nabierającą powoli rozpędu akcją szczepień w Rosji, Moskwa obiecuje, że uratuje świat. I dostarczy Sputnika do innych krajów. Pierwotnie plany dostaw za granicę oceniano nawet na miliard dawek. Dziś już wiadomo, że produkcja na taką skalę jest nierealna.

Blitzkrieg Sputnika

Rosjanom spieszyło się od samego początku prac nad szczepionką. To dlatego rosyjskie ministerstwo zdrowia zarejestrowało preparat jeszcze w sierpniu, chociaż tak naprawdę prace laboratoryjne nie były jeszcze ukończone. Rosja chciała mieć ważny w światowej promocji argument: jesteśmy pierwsi. Od sierpnia trwa też nieustający festiwal medialnych doniesień, ile kolejnych krajów interesuje się Sputnikiem.

Kreml potwierdza: będzie dostarczał szczepionkę Sputnik V separatystom w Donbasie

Pośpiech Rosjan był wywołany przyspieszeniem prac zachodnich koncernów. Teraz, kiedy produkcja szczepionki trwa w USA, Europie i Chinach, Rosjanie mogą konkurować w inny sposób. Zapewniając, że ich szczepionka jest lepsza, tańsza i dostępniejsza.

Rosyjskie media z euforią donoszą, kiedy kolejne państwa decydują się kupić Sputnika. Preparat z Rosji zarejestrowany jest w 20 krajach. Rosyjski fan page Sputnika na Facebooku chwali się, że jest to już 26 państw. Wśród nich takie, jak Saint Vincent i Grenadyny. Ale i np. Republika Serbska, nie jest przecież państwem, a jedynie serbską składową Bośni i Hercegowiny czy Palestyna – jest autonomią, nie państwem. Są wśród nich bliscy sojusznicy i sąsiedzi Rosji, jak: Białoruś, Kazachstan, Iran, Wenezuela, Algieria. I państwa, dla których Sputnik może być atrakcyjny z uwagi na cenę: Pakistan, czy państwa Ameryki łacińskiej. Są jednak i bogate przecież państwa arabskie z Zatoki: ZEA i Bahrajn.

I wreszcie dwa państwa europejskie: Serbia i Węgry. To drugie ma znaczenie szczególne i Rosjanie wiążą z dostawami na Węgry wielkie nadzieje. Bo to pierwsze i jedyne na razie państwo UE, które przyjmuje Sputnika. Rząd Wiktora Orbana chce kupić dawki dla miliona osób. Budapeszt od dawna ma opinię najbardziej prorosyjskiej stolicy w Europie. Zresztą Węgrzy kupują również chińską szczepionkę firmy Sinopharm. Dlatego dużo większe wysiłki podejmują Rosjanie, by przekonać któreś z państw „starej” Europy, lub takie, które o prorosyjskie sympatie trudno posądzić.

Węgry starają się o zakup rosyjskiej szczepionki przeciwko koronawirusowi

Pozdrowienia z Rosji

Moskwa próbuje wykorzystać sytuację z niezadowalającymi dostawami szczepionek amerykańskich, brytyjskich i europejskich koncernów farmaceutycznych. Jedną z dróg są próby zawarcia umów na produkcję Sputnika w Europie. W ten sposób np. zawarto umowę na produkcję preparatu w Kazachstanie, w Karagandyjskim Holdingu Farmaceutycznym, czy z białoruskim Bełfarmpromem. Trwają rozmowy Rosjan z firmą z Korei Południowej. Są również podpisane umowy ze spółkami z Turcji, Brazylii i Indii po zakończeniu procesu prób państwowych w tych krajach. W Niemczech Rosjanie rozmawiają z firmą IDT Biologika, która jest już producentem brytyjskiej szczepionki AstraZeneca.

– Nie ma żadnych ideologicznych zastrzeżeń co do Sputnika. Cieszymy się z wszystkiego, co może pomóc w walce z koronawirusem – powiedział rzecznik premiera Saksonii-Anhalt (w tym landzie znajduje się fabryka IDT) Reinera Haseloffa.

W podobnym duchu przedwczoraj prezydent Francji Emmanuel Macron mówił o wadze rosyjskiej i chińskiej szczepionki i potrzebie ich wprowadzenia do użycia, kiedy zostaną zatwierdzone przez WHO i europejskie organy. O współpracę w produkcji preparatu Władimir Putin zwracał się do Macrona jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Minister spraw zagranicznych Francji Jean-Yves Le Drian powiedział, że szczepionka nie ma narodowości. Dodając, że jeśli Sputnik przejdzie proces rejestracji europejskiej, to Francja może go kupić.

I to właśnie na takich głosach Moskwie zależy najbardziej. Jeśli spojrzeć na profile Sputnika V w mediach społecznościowych, to widać nie tylko dobrze zorganizowaną akcję promocyjną szczepionki. Także próbę przekonania zachodniej opinii publicznej, że współpraca z Rosją w walce z pandemią to nie polityka. Rosyjski przekaz mówi: możemy pomóc i jesteśmy lepsi od waszych koncernów.

Rok temu wiosną, kiedy szczytową i tragiczną fazę pandemii przechodziła włoska Lombardia, rosyjskie ministerstwo obrony wysłało do Włoch transportowce Ił-76 z dostawami sprzętu medycznego i lekarzami. Kamazy z pomocą, upstrzone rosyjskimi flagami i napisami: „Dalla Russia con amore”. Napisy nawiązywały do słynnego filmu o przygodach Jamesa Bonda z Seanem Connerym w roli głównej pt. „From Russia with love” ( polski tytuł „Pozdrowienia z Rosji”). Były ironiczne i przekorne – w rosyjskim stylu. Odwoływały się do zimnowojennej historii.

„Pozdrowienia z Rosji” będą sporo kosztowały Włochy

W podobnym duchu były rosyjskie dostawy respiratorów do Nowego Jorku. Za każdym razem chodziło o triumfalny przekaz pt. Rosja daje radę i oferuje Zachodowi pandemiczny land-lease a’rebours. Tak samo jest ze szczepionką. Ma ona zresztą również symboliczną nazwę. W końcu Sputnik to symbol technologicznego i cywilizacyjnego triumfu nad Zachodem z czasów zimnej wojny.

Tym razem nie tylko o symbolikę chodzi, ale i twarde interesy. Na rosyjskiej szczepionce zarobią finansowo konkretni oligarchowie: Jewtuszenkow i Charitonin. Politycznych zysków spodziewa się zaś Władimir Putin. Kiedy minie pandemia, użyje Sputnika jeszcze raz. By przekonać zachodnie społeczeństwa, że Rosja jest wiarygodnym partnerem, którego nie warto obkładać sankcjami za takie sprawy, jak prawa człowieka i prześladowania opozycji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów