Proces dziennikarek Biełsatu: dzień 2. RELACJA

W sądzie w Mińsku po tygodniowej przerwie odbyła się kolejna rozprawa dziennikarek Biełsatu Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej. Są oskarżone o kierowanie zamieszkami i grozi im do 3 lat więzienia.

Dzisiejszy proces odbywa się w atmosferze zastraszenia dziennikarzy i obrońców praw człowieka. Od rana bowiem trwają przeszukania i zatrzymania w całym kraju. Dotknęły one 20 osób.

Relacja na żywo z procesu (po białorusku):

 

Jedna transmisja – dwie wersje

Dzisiejsze posiedzenie trwało prawie do godziny 18:00 mińskiego czasu – następne zaplanowano na jutro, na 10:00 rano.

Dzisiejsza rozprawa trwała prawie do 18:00 mińskiego czasu. Zdj. belsat.eu

Najwięcej czasu podczas drugiego dnia procesu poświęcono zapoznaniu się przez sąd z treścią relacji na żywo, którą 15 listopada ub.r. prowadziły dziennikarki Biełsatu i za którą zostały zatrzymane, a następnie aresztowane i postawione przed sądem. Sędzia odczytał jej stenogram przygotowany przez obronę – z uściśleniami, poprawkami i uwagami wniesionymi do wersji, którą wcześniej przedstawiło oskarżenie. Treść tamtej zakwestionowali jako niedokładną adwokaci, a sąd zezwolił im na przygotowanie własnej.

Minsktrans: „Straty zrekomensowane”

W sądzie zjawił się dziś świadek Raman Pranowicz, kierownik wydziału organizacji przewozów stołecznych zakładów komunikacji miejskiej Minsktrans. Zdaniem prokuratury właśnie temu przedsiębiorstwu Kacia Andrejewa i Dasza Czulcowa miały wyrządzić znaczne straty finansowe – oskarżono je, że doprowadziły do nich paraliżując ruch komunikacji miejskiej w centrum miasta.

Przedstawiciel zakładów komunikacji miejskiej Minsktrans Raman Pranowicz udaje się na salę rozpraw. Zdj. belsat.eu

Zatrzymywały tramwaje, autobusy i trolejbusy? Nowe zarzuty dla dziennikarek Biełsatu

Pranowicz oznajmił, że przedsiębiorstwu zostały już zrekompensowane straty za wyrządzone szkody i Minsktrans nie ma pretensji do oskarżonych.

Prokurator: czego się bałyście?

Znaczącą część wystąpienia oskarżenia zajęło odczytywanie stenogramów telefonicznych zgłoszeń na milicję z dnia, kiedy odbywała się demonstracja, podczas której zatrzymano dziennikarki. Dzwoniący skarżą się w nich na trąbiące samochody i na pootwierane drzwi na klatki schodowe (zostawiano je otwarte, aby demonstranci mogli schronić się tam przed milicją). Na ukrywające się na klatkach schodowych osoby też donoszono. Jeszcze jeden zgłaszający zadzwonił na numer alarmowy z podziękowaniami – prawdopodobnie już po pacyfikacji zgromadzonych na mińskim „Placu Zmian”.

Przed salą posiedzeń. Zdj. belsat.eu

Prokurator zapytał podsądne, dlaczego podczas relacji opowiadały, że ktoś świecił w ich kierunku reflektorem i do miejsca, gdzie nadawały przylatywał dron. Chciał się dowiedzieć, dlaczego dziennikarki mówiły o tym z obawą.

– Być może dlatego, że moich kolegów wcześniej bito, łamano im kości, strzelano do nich. Pan by się nie bał?- odpowiedziała Kaciaryna.

Oskarżenie chciało też wiedzieć, dlaczego podczas relacji dziennikarka cytowała informacje z innych źródeł i czy to „wchodziło w zakres jej obowiązków”?

– Jestem wystarczająco kompetentna, by ocenić, co mam nagłaśniać – odpowiedziała dziennikarka.

Dodała, że w dziennikarstwie jest przyjęte cytowanie innych źródeł.

W korytarzu sądu, w którym trwa proces Kaci Andrejewej i Daszy Czulcowej. Zdj. belsat.eu

Tymczasem adwokat Kaciaryny Andrejewej Siarhiej Zikracki poprosił o wysłanie zapisu relacji do biegłego z Narodowej Akademii Nauk, w celu wyjaśnienia, czy podczas niej doszło do jakichkolwiek wezwań. Sąd stwierdził, że decyzję podejmie po analizie dowodów.

Spór o cytaty

Początek drugiej rozprawy przebiegł pod znakiem sporu oskarżenia i obrony dotyczącej stenogramów z relacji on-line, którą przeprowadzały dziennikarki 15 listopada. Według obrony te dostarczone przez prokuraturę nie oddają wiernie słów dziennikarek. Sąd ostatecznie zgodził się na dołączenie do akt sprawy stenogramu dostarczonego przez adwokatów.

Prokurator zacytował ponad 10 wypowiedzi Kaciaryny Andrejewej, które mają świadczyć o jej winie, że jakoby miała wzywać do protestów. Wszystkie jednak były konstatacją faktów. Jedynym wezwaniem do czegokolwiek przytoczonym przez oskarżenie jest stwierdzenie „bądźcie ostrożni”.

Sąd nie zgodził się na przesłuchanie całego streamu – o co wnioskował adwokat, a tylko wybranych fragmentów.

Spójrzcie na tych odważnych chłopaków, którzy najpierw uciekli, a potem wrócili na jezdnię. A teraz stoją przed milicją i nie odchodzą – ten cytat Kaciaryny Andrejewej również prokuratura uznała za dowód koordynacji i wzywania do zamieszek.

Sąd obejrzał również sondę uliczną, które dziennikarki prowadziły na miejscu demonstracji na tzw. Placu Zmian, również uznane przez prokuratora za dowód obciążający.

Brak miejsc

Proces wywołuje duże zainteresowanie publiczności, jednak z powody braku miejsc wiele osób również niezależnych dziennikarzy zostało za drzwiami. Do sali sądowej wpuszczono jednak ekipę państwowej TV ONT. Na prośbę zgromadzonych przed salą o otwarcie drzwi, milicjant odpowiedział:

– W domu otwórzcie sobie lodówkę i patrzcie.

Do sali rozpraw weszli jednak dyplomaci – z ambasad Polski, USA i Rumunii.

Podobnie jak przed tygodniem nie wszystkim chętnym udało się trafić na salę sądową. W tym dziennikarzom niezależnych mediów. Zdj. belsat.eu

Podczas pierwszej rozprawy prokurator Alina Kasjanczyk zarzuciła dziennikarkom, że „z egoistycznych” pobudek zorganizowały akcję „rażąco naruszające porządek społeczny”. Według niej, prowadząc relację na żywo przez internet, dziennikarki wzywały widzów do przyjechania na miejsce protestu i „pozytywnie oceniały” działania protestujących. Ponadto stwierdziła, że ich działania spowodowały przerwy w kursowaniu kilkunastu linii autobusowych, tramwajowych i trolejbusowych, co miało narazić miejskie przedsiębiorstwo Minsktrans na straty wynoszące w przeliczeniu 16,5 tys. zł.

Waszyngton apeluje do Mińska o zwolnienie dziennikarek Biełsatu

Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa zostały zatrzymane 15 listopada w okolicach „placu Zmian”, czyli podwórka na jednym z mińskich blokowisk, gdzie odbywały się antyreżimowe happeningi i protesty. Tego dnia doszło do pacyfikacji protestu, dziennikarki prowadziły transmisję tych wydarzeń. Zatrzymano je już po nich w jednym z pobliskich bloków. Dziennikarki przebywają w areszcie od ponad 3 miesięcy i zostały uznane przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźniarki polityczne.

Daria i Kaciaryna. Najważniejsze informacje o uwięzionych dziennikarkach Biełsatu i ich prześladowaniu

jb/ belsat.eu

Oprócz dwóch dziennikarek Biełsatu, które już stanęły przed sądem, jeszcze trzech naszych współpracowników jest podejrzanych w sprawie karnej. W ub. roku dziennikarze naszej telewizji byli zatrzymywani 162 razy, a zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego sześcioro dwukrotnie, a jednego trzykrotnie. Łącznie daje to 34 areszty administracyjne. Za kratami nasi koledzy spędzili 392 dni. Siedmioro spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa. Tylu też w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji. Również w 2020 r. dziennikarze Biełsatu zapłacili grzywny o równowartości 26 353,44 USD.

Wiadomości