15-latek z bronią na Białorusi nie musi obawiać się milicji, jeśli…

Mikałaj Łukaszenka z automatem

Jeśli nazywa się Mikałaj Łukaszenka, a jego ojciec ma na imię Alaksandr i rządzi Białorusią. Tak wynika z decyzji mohylewskiej milicji.

Miejscowy działacz praw człowieka Alaksandr Chamratau zwrócił się do tamtejszej prokuratury z prośbą o zbadanie, czy nie doszło do przestępstwa, gdy 23 sierpnia 15-letni wówczas Mikałaj Łukaszenka pojawił się w Pałacu Niepodległości z karabinem automatycznym. Według działacza, było to niezgodne z prawem.

Łukaszenka przyleciał z automatem do protestujących

Alaksandr Chamratau otrzymał odpowiedź nie od prokuratury, a od milicji, że “brak jest wystarczających danych o oznakach przestępstwa”, a “informacja o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej, czy administracyjnej za posiadanie i noszenie broni jest utajniona i nie może być przekazana osobom trzecim”.

Alaksandr Chamratau prosił także, aby wyjaśnić na jakiej podstawie Alaksandr Łukaszenko przekazał, jak sam twierdził w swojej wypowiedzi 9 października, z budżetu jednego z państwowych przedsiębiorstw 15 tysięcy dolarów i przekazał opozycjonistce Swiatłanie Cichanouskiej, aby miała środki do życia za granicą. Zdaniem obrońcy praw człowieka, jeśli do tego doszło jest to przekroczenie uprawnień służbowych. Milicja uznała jednak, że nie jest kompetentna, aby rozpatrywać tę sprawę.

Jak Putin i Łukaszenka opozycjonistów „ratowali”. Wersja Kremla

pp/belsat.eu wg Euroradio

Wiadomości