„Wiedziała, ile może kosztować ją ten wybór i niczego nie żałuje”. Rok od zatrzymania dziennikarki Kaciaryny Andrejewej

15 listopada 2020 roku nasza koleżanka, korespondentka Biełsatu Kaciaryna Andrejewa wyszła rano z domu i pojechała na “Plac Zmian”, aby relacjonować niedzielną akcję upamiętniającą zamordowanego Ramana Bandarenkę. Dzień wcześniej we śnie zobaczyła siebie w celi. Ihar Iljasz, mąż Kaciaryny, uściskał ją i pocałował na pożegnanie – to był ostatni raz, kiedy widział żonę na wolności. Kacia została wkrótce zatrzymana, oskarżona o organizowanie „działań rażąco naruszających porządek publiczny” i skazana na dwa lata więzienia. Dokładnie rok później Ihar opowiedział nam o tamtym dniu i o tym, jak on i Kacia przeżyli ten czas.

Mąż Kaciaryny Andrejewej, dziennikarz Ihar Iliasz. Zdjęcie: DD/belsat.eu

„To był zupełnie zwyczajny poranek”

– Kacia pracowała wtedy w każdą niedzielę i to były zawsze niespokojne dni, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że za każdym razem może nie wrócić do domu. Kiedy wyjeżdżała, zawsze zabierała „torbę awaryjną” z apteczką i innymi niezbędnymi rzeczami.

Jednak tej niedzieli, 15 listopada, wydawało mi się, że zagrożenie jest mniejsze. Relacja na żywo była zaplanowana z mieszkania – przynajmniej mogłem być pewien, że Kacia nie zostanie zraniona gumową kulą ani granatem.

To był zupełnie zwyczajny poranek. Obudziliśmy się, przygotowałem dla Kaci śniadanie. Chodziła po mieszkaniu, myślała, co powie na antenie. Zawsze się tak przygotowywała. Kiedy wychodziła, pocałowałem ją na korytarzu przy drzwiach i to był ostatni raz, kiedy widzieliśmy się na wolności.

„Mojej radości życia nie zabiją żadne więzienia”. Rok w listach Kaciaryny Andrejewej, uwięzionej dziennikarki Biełsatu

Przez cały dzień byliśmy w stałym kontakcie. Widziałem ją podczas relacji. Wszystko potoczyło się dosyć niespodziewanie. Kiedy służby zaczęły ściągać wszystkie swoje siły na “Plac Zmian”, było już jasne, że będzie łapanka i że będą szukać dziennikarzy. Wiedzieliśmy, że dron namierzył ją i Daszę. Ale Kacia zapewniła mnie, że mają dokąd się wycofać.

Po milicyjnej łapance na „Placu Zmian”. Mińsk, Białoruś, 15 listopada 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

Wkrótce Kacia zadzwoniła do mnie z numeru właściciela mieszkania i powiedziała, że funkcjonariusze są pod drzwiami i że prawdopodobnie zostaną teraz zatrzymane. Nie do końca rozumiałem, co się dzieje. Byłem pewien, że przeniosły się do innego mieszkania, a mało prawdopodobne było, że funkcjonariusze wyważą każde drzwi. Zdążyłem jeszcze powiedzieć Kaci, żeby były cicho, może nic im nie będzie. I połączenie zostało przerwane.

„Kacia we śnie widziała siebie w celi”

– Tego ranka Kacia nic mi nie powiedziała, ale później napisała w liście, że poprzedniego dnia miała sen, w którym widziała siebie w celi.

Kilka godzin później zupełnie straciliśmy kontakt, nie wiedziałem, gdzie jest moja żona. W końcu przeczytałem w telegramowym kanale wolontariuszy, że Kacia jest na liście zatrzymanych przebywających na komendzie dzielnicy Centralny Rajon. Poszedłem tam, ale zadzwonił do mnie dziadek Kaci i powiedział, że przyjechała do nich milicja (Kacia była u nich zameldowana) i że interesują się mną. Wróciłem do naszego mieszkania. Zadzwonili do mnie bliscy z mojego miejsca zameldowania i powiedzieli, że tam również przyjechała milicja i Komitet Śledczy. Zabrałem komputer, sprzęt, najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem z mieszkania, bo wiedziałem, że pewnie przyjdą pod wskazany adres. Przez kilka dni byłem u przyjaciół. Było już jasne, że nie jest to tylko sprawa o wykroczenie, że będzie postępowanie karne.

Skazane dziennikarki Biełsatu otrzymały nagrodę Free Media Awards 2021

Początkowo Kacia pozostała w areszcie przy ulicy Akreścina jako zatrzymana za wykroczenie. I to pozostawiało nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jednak 20 listopada postawiono jej zarzuty karne. Nie widziałem sensu dłużej się ukrywać – musiałem pomóc Kaci. Wróciłem do domu, a cztery dni później zostałem zatrzymany. Zaskakujące jest jednak to, że oskarżono mnie tylko o wykroczenie.

„Nie wyjadę, dopóki Kacia jest w więzieniu. Przejdziemy przez to razem”

– Wypuścili mnie, choć wiedziałem, że groźba prześladowań pozostaje. Zostałem na Białorusi i nie mam zamiaru wyjeżdżać. W dniu postawienia jej zarzutów publicznie oświadczyłem, że dopóki ona będzie więziona, ja nie opuszczę kraju, to było moje pryncypialne stanowisko, które nie zmieniło się od roku. To dla mnie ważne, żebyśmy przeszli tę drogę razem.

Kacia i Ihar podczas swojego wesela w 2016 roku. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

Kacia od samego początku w pełni rozumiała, że w tej sytuacji nie zostawię jej samej i nie wyjadę w bezpieczne miejsce. Dlatego nawet nie próbowała mnie przekonać, żebym to zrobił. Ja również nie próbowałem jej przekonywać, żeby nie prowadziła relacji z niedzielnych marszów, nie pracowała „w terenie”, nie pokazywała się na antenie, bo rozumiałem, że to dla niej ważne, że to jej pryncypialny wybór moralny. Ona tak samo rozumiała, że to mój wybór i że jeśli wyjadę, to zdradzę przede wszystkim samego siebie.

Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa „Dziennikarkami roku” na festiwalu medialnym PRIX Europa

18 lutego Kacia została skazana na dwa lata kolonii karnej. Po procesie widzieliśmy się w areszcie śledczym przy ul. Waładarskiego – przez godzinę rozmawialiśmy przez słuchawkę siedząc po dwóch stronach szyby. Następnie w taki sam sposób rozmawialiśmy w kwietniu w areszcie Żodzinie po rozpatrzeniu apelacji i w lipcu już w kolonii. W sierpniu mieliśmy 24-godzinną wizytę, podczas której wreszcie mogliśmy się dotknąć, pocałować i objąć.

Widzenie w kolonii było niczym cud

– Nasze widzenie w kolonii wydawało się być cudem. Kilka tygodni wcześniej zostałem ponownie zatrzymany i byłem przekonany, że do spotkania nie dojdzie. Rodzice już planowali pojechać zamiast mnie. Jednak niespodziewanie zostałem zwolniony tydzień wcześniej.

Kiedy się zobaczyliśmy, odczuwaliśmy cały wachlarz różnych uczuć i emocji. Kiedy Kacia weszła, widać było, że jest bardzo spięta. Domyśliłem się, że to efekt życia w kolonii, gdzie nie można otwarcie okazywać swoich emocji, myśli i poglądów, trzeba być powściągliwym i kontrolować swoje zachowanie. Przez pierwszą godzinę Kacia nie mogła się rozluźnić, nawet gdy ją obejmowałem. Ale to szybko minęło i zobaczyłem dawną Kacię, z tymi samymi emocjami, mimiką, ruchami, które towarzyszyły jej w normalnym życiu. Przez chwilę nawet zapomnieliśmy, że jesteśmy w zamknięciu. Było to dla mnie ważne, ponieważ zrozumiałem, że chociaż pobyt w więzieniu z pewnością pozostawia ślad, to Kacia może bardzo szybko wrócić do normalnego życia. To mnie bardzo zainspirowało.

Nie płakaliśmy, kiedy się żegnaliśmy. Ale w pociągu powrotnym do Mińska było mi bardzo ciężko, bo wiedziałem, że wyjeżdżam i nie mogę zabrać ze sobą żony. Myślę, że jej było jeszcze trudniej wrócić z naszego świata czułości i miłości do celi.

Praca sposobem, by na chwilę zapomnieć, że jest w więzieniu

– Niewiele wiem o życiu Kaci w kolonii. Nie wolno im mówić o wewnętrznej rutynie. Kacia pracuje w fabryce jako szwaczka: jeden tydzień na pierwszą zmianę, jeden tydzień na drugą. Przed lub po zmianie wykonują inne prace – obierają ziemniaki, sprzątają pomieszczenia lub teren kolonii. Ma bardzo mało wolnego czasu.

Od 1 września Kacia uczy się fryzjerstwa i bardzo to lubi. Przychodzą do nich nauczyciele ze szkoły i to tworzy zupełnie inną atmosferę – można przez chwilę poczuć się normalnie, wyjść trochę z więziennego świata.

Ihar Iliasz przed aresztem śledczym w Żodzinie po przekazaniu paczki dla żony. Żodzino, Białoruś, 19 marca 2021 roku. Zdjęcie: belsat.eu

Kacia przez trzy miesiące była praktykantką, a od jesieni została szwaczką trzeciej klasy. Wcześniej w ogóle nie szyła i pisała w listach, że nie wie, jak obchodzić się z maszyną. Ogólnie rzecz biorąc, jak mówi, jest to dość interesujące doświadczenie, wręcz medytacyjne. Podczas szycia można oderwać się mentalnie od smutnej rzeczywistości, całkowicie zanurzyć się w swojej pracy i nie zwracać uwagi na to, co dzieje się wokół.

Od samego początku Kacia zdecydowała, że w kolonii będzie zachowywać się konstruktywnie. Nie będzie próbowała naruszać regulaminów kolonii. Powiedziała, że będzie starała się budować normalne relacje z każdym tak, by przejść tę drogę z jak najmniejszymi stratami. Jednocześnie nie będzie ustępować w kwestii swoich fundamentalnych zasad moralności czy poglądów.

Kacia zawsze podkreśla, jak ważne jest dla niej zachowanie siebie w tym więziennym świecie. Rozumie, że sposób, w jaki ludzie odnoszą się do siebie nawzajem jest zupełnie inny niż w normalnym życiu. Większość ludzi, którzy tam przebywają, to prawdziwi przestępcy, ludzie z innego świata i z innym systemem wartości. W kolonii ujawniają się najgorsze ludzkie cechy. I bardzo trudno jest nie ulec wpływowi tych postaw, nie zaakceptować tego rodzaju relacji, gdzie każdy jest dla siebie wrogiem. Nie bez powodu zwróciłem uwagę na spięcie Kaci na początku. W jej przypadku jest to coś dziwnego, bo z natury jest bardzo otwartą osobą. Lubi dzielić się swoimi myślami i uczuciami. W kolonii nie jest to możliwe.

Po zwolnieniu: podróże, dziennikarstwo, edukacja, teatr i kino

– Kacia wyjdzie na wolność 5 września 2022 roku – data ta widnieje na jej więziennym uniformie. Oczywiście mamy nadzieję na szybsze zwolnienie. Zwłaszcza, że istnieją warunki wstępne do zmian w kraju. Jednak ani Kacia, ani ja nie sądzimy, że te zmiany nastąpią już teraz i że wyjdzie na wolność za miesiąc czy dwa. Kiedy człowiek przygotuje się na coś takiego, to później rozczarowanie jest ciężkie do przeżycia. Dlatego wychodzimy z założenia, że przejdziemy tę drogę do końca – do 5 września 2022 roku. Ale jeśli do tego czasu coś się zmieni, będzie to dla nas prezent.

Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa w sądowej klatce w dniu, gdy zostały skazane na dwa lata kolonii karnej. Mińsk, Białoruś, 18 lutego 2021 roku. Zdjęcie: belsat.eu

Kacia mówi, że po wyjściu na wolność chciałaby zostać na Białorusi. Myśli w ten sposób – skoro wtedy nie wyjechała i przeżyła więzienie, to czego jeszcze się bać? Mówi, że wyjedzie dopiero wtedy, gdy Białoruś będzie okupowana przez Rosję i zaczną wydawać rosyjskie paszporty.

Poza tym, kiedy Kacia będzie wolna, chcielibyśmy wyjechać w długą podróż do Europy. Dużo rozmawiamy o tym w naszych listach – o naszych marzeniach, o planach odwiedzenia różnych krajów. Wśród priorytetów Kaci jest wybrzeże Normandii i Paryż. Od tego chce zacząć.

Oczywiście Kacia zamierza pozostać w dziennikarstwie. Ale jest osobą bardzo wszechstronną, a w jednym z ostatnich listów napisała, że chciałaby kontynuować swoją edukację (została skreślona z listy studentów wydziału iberystyki Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego na krótko przed obroną). Myśli też o spróbowaniu swoich sił w sztuce – teatrze lub filmie. Jednak jej głównym zawodem i powołaniem pozostanie dziennikarstwo. Miło mi było przeczytać, że nadal myśli tak szeroko i różnorodnie, że nawet za kratami chce się rozwijać jako człowiek.

„Ani Kacia, ani ja nie żałujemy naszego wyboru”

– Myślę, że Kacia będzie chciała przekazać swoje doświadczenia w książce. Tym bardziej, że przed jej aresztowaniem mieliśmy propozycję od ukraińskiego wydawnictwa, które wydało naszą książkę „Białoruski Donbas”. Chcieli, żebyśmy napisali o białoruskiej rewolucji 2020 roku. Teraz mamy wiele nowych doświadczeń, którymi chcemy się podzielić w druku, ale trudno na razie powiedzieć, jaki będzie to format. Wiele rzeczy się zmienia, ten rok zmienił także nas.

Ogólnie rzecz biorąc pozostaliśmy tacy sami, jakimi byliśmy. Te nowe wyzwania nauczyły nas jednak reagować na krytyczne sytuacje w bardziej powściągliwy sposób. Kacia napisała o tym w jednym z listów do swoich dziadków: „Wiecie, bardzo się zmieniłam: stałam się bardziej cierpliwa, bardziej tolerancyjna, a wiele nowych umiejętności komunikacji z ludźmi nabyłam właśnie dzięki pobytowi w więzieniu”.

Ihar Iliasz i Kaciaryna Andrejewa. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

Oczywiście nie można powiedzieć, że ja i Kacia nie żałujemy tego czasu – prawie dwóch lat w zamknięciu. Jednak mimo to Kacia nie żałuje decyzji w kwestii swojego życiowego wyboru. Już wcześniej zrozumieliśmy, że ten jej wybór, nasz wybór, może mieć podobne konsekwencje. Kacia nawet nie brała pod uwagę opcji, by porzucić wszystko – swój zawód, swoją drogę dziennikarską – i tak po prostu wyjechać w czasie tych wydarzeń. Pozostała wierna swojemu wyborowi, co wiele ją kosztowało. Ale myślę, że to zrozumienie jest dla niej bardzo ważnym źródłem siły, inspiracji i wiary w siebie do dalszej walki. Oczywiście, byłoby wspaniale, gdybyśmy w tamtym momencie mogli uniknąć tego, czego doświadczamy teraz, ale ani Kacia, ani ja nie żałujemy naszego wyboru.

„Odradzałam córce dziennikarstwo, ale teraz jestem z niej dumna”. Rozmowa z matką Darii Czulcowej

Hanna Hanczar, ksz/belsat.eu

Wiadomości