Kurdyjski dziennikarz przyleciał na Białoruś i poprosił o azyl. Został natychmiast deportowany

Białoruski portal Zerkalo.io skontaktował się z 29- letnim kurdyjskim dziennikarzem, który przyleciał do Białorusi w celu przedostania się do Unii Europejskiej. Opowiedział, jak znalazł się na Białorusi i jak władze białoruskie deportowały go z kraju.

Dziennikarze portalu zerkalo.io skontaktowali się z Rebinem Sirwanem Madżidem, 29-letnim Kurdem pochodzącym ze stolicy Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego Irbilu, aby dowiedzieć się o jego historii próby dostania się do Unii Europejskiej przez terytorium Białorusi. Gdy kurdyjskiemu dziennikarzowi nie udało się przekroczyć granicy, wrócił do Mińska i zwrócił się Biura Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców (UNHCR) o azyl z powodu prześladowań politycznych w swojej ojczyźnie. Został skierowany do białoruskiego Departamentu MSW ds. obywatelstwa i migracji, który natychmiast go deportował, uciekając się do przemocy fizycznej.

Rebin Sirwan w Mińsku. Zdj. Facebook

Dziennikarz opowiedział redakcji, że pracował dla jednego z niewielu wolnych mediów w Kurdystanie. Zajmował się m.in. polityką, w tym dziennikarstwem śledczym demaskującym zakulisowe działania skorumpowanego modelu zarządzania autonomią kurdyjską. Ze względu na swoją działalność zawodową był wielokrotnie narażony na represje. W dodatku codziennie otrzymywał pogróżki, dlatego gdy dowiedział się o możliwości migracji do Unii Europejskiej, postanowił skorzystać z tej opcji.

– Mieszkańcy irackiego Kurdystanu są zmęczeni obecnym systemem. Nie ma tam wolności, gospodarka leży w gruzach – relacjonował migrant w wywiadzie dla Zerkalo.io. – W rzeczywistości cała gospodarka regionu zamieszkałego przez sześć milionów ludzi jest podporządkowana dwóm rodzinom, które całkowicie ją kontrolują i czerpią z tego powodu ogromne zyski. Większość ludzi żyje w ubóstwie, a wielu specjalistów z wyższym wykształceniem nie może znaleźć godnej pracy. Myślę, że Kurdystan mógłby żyć lepiej, ale obecna sytuacja jest bardzo zła – powiedział.

Jak twierdzi, ze względu na ciężkie warunki społeczno-polityczne ludzie decydują się na porzucenie całego dotychczasowego dorobku i próbują przedostać się do Unii Europejskiej. Nie decydują się na wybranie legalnej ścieżki migracji ze względu na niemożność uzyskania europejskiej wizy.

– Aby móc wyjechać sprzedajemy wszystko, co posiadamy – domy, samochody, firmy – wyjaśnił Kurd.

Według Rebina jego „wycieczka” została zorganizowana przez jedno z syryjskich biur podróży, za którym „stała rodzina Baszara al-Asada”, głowy państwa syryjskiego. Kosztowała 4 tys. euro. Na początku października miał już wszystkie niezbędne dokumenty, a 18 października wylądował na lotnisku w Mińsku. Spędził tydzień w Mińsku i wtedy zdał sobie sprawę, że jego szanse na przedostanie się do UE są nikłe. Ponieważ w ojczyźnie groziły mu prześladowania polityczne, postanowił starać się o azyl na Białorusi.

– Jak tylko przyszedłem do nich i powiedziałem, że chcę prosić o ochronę międzynarodową, powiedzieli, że zostanę deportowany. Nikt mnie nie słuchał, kiedy mówiłem, że jestem dziennikarzem i mogę zginąć w Iraku. Kiedy zacząłem się z nimi kłócić, natychmiast dostałem paralizatorem – przybliża historię kurdyjski dziennikarz. – Nie pozwolili mi się spakować ani zrobić testu na koronawirusa – zabrali mnie na lotnisko i kazali wsiąść do pierwszego samolotu do Damaszku. Cała procedura „deportacji” trwała około dwóch godzin.

„To jest handel ludźmi”. Szczera rozmowa z irackim Kurdem

Opisując sytuację na granicy, kurdyjski dziennikarz podkreśla, że większość ludzi „wolałaby umrzeć w tych lasach niż wrócić do Iraku”. Niektórym udało się dostać do Niemiec przez Polskę, ale większość nadal tkwi przy polskiej granicy lub utknęła w litewskich obozach dla migrantów – mówi Rebin. Jak stwierdził, że UE nie pozwoli migrantom na przekroczenie granicy i wejście na teren wspólnoty.

– Nie sądzę, że Europa będzie przyjmować migrantów, aby nie przegrać w konflikcie z Białorusią. A w końcu głównymi przegranymi w tej wojnie między UE a Białorusią będą sami migranci. Mam nadzieję, że będą tylko przegranymi, a nie ofiarami – podsumował iracki dziennikarz.

lp/ belsat.eu wg zerkalo.io

Wiadomości