Rosjanie znów znielubili Ukrainę, ale bojowego nastroju brak

Według sondażu Centrum Lewady wraz z eskalacją konfliktu rosyjsko-ukraińskiego spada też sympatia do sąsiada wśród mieszkańców Rosji.

Odsetek Rosjan, którzy dobrze odnoszą się do Ukrainy, spadł o pięć punktów procentowych (z 55 proc. w lutym 2021 do 50 proc w marcu 2021). Za to odsetek osób, które odczuwają brak sympatii do sąsiedniego kraju, wzrósł o cztery punkty procentowe (z 31 proc. w lutym 2021 r. do 35 proc. w marcu 2021 r.).

Stosunek mieszkańców Federacji Rosyjskiej do Ukrainy ulega regularnym wahaniom. Poprzedni okres „niechęci” trwał od Majdanu, aneksji Krymu i początku wojny w Donbasie w 2014 r. do 2019 roku. W 2019 roku większość Rosjan (56 proc.) znów przyznawała się, że dobrze odnosi się do sąsiedniego kraju. Przy niewielkim spadku w 2020 r. na początku 2021 r. 55 proc. respondentów pozytywnie oceniło Ukrainę.

Następnie rozpoczął się nowy etap eskalacji konfliktu w Donbasie, który doprowadził do spadku akceptacji Ukrainy. Najbardziej dotyczy on starszego pokolenia. Jeśli w lutym 2021 r. 49 proc. osób powyżej 55. roku życia dobrze oceniało Ukrainę, to do końca marca poziom akceptacji spadł do 42 proc. – podało Centrum Lewady. Jednocześnie większość młodych ludzi „bardzo dobrze” traktuje Ukrainę.

Dlaczego Putin straszy wojną z Ukrainą?

W Rosji nie ma dominującej opinii o tym, co zrobić z tzw. Doniecką i Ługańską Republikami Ludowymi. 28 proc. mieszkańców Federacji Rosyjskiej uważa, że „republiki” powinny stać się niepodległymi państwami. 25 proc. Rosjan zgadza się na przyjęcie regionów w skład Federacji Rosyjskiej. 26 proc. respondentów stwierdziło, że regiony powinny pozostać częścią Ukrainy (z różnym stopniem autonomii). Ponad 32 proc. respondentów jest przekonanych, że konflikt w Donbasie będzie trwał przez wiele lat.

Wyniki sondażu pokazują, że w społeczeństwie nie ma „bojowego nastawienia” wobec Donbasu – uważa socjolog Aleksiej Lewinson. Według niego, jeśli mimo wszystko rosyjskie władze zdecydują się na ofensywę na Ukrainie, to poprze ją tylko część społeczeństwa – i tylko przy odpowiednim wsparciu medialnym.

– Poparcie będzie tak duże jak odsetek osób popierających niepodległość „republik ”(28 proc. – belsat.eu). Wydaje mi się, że wsparcie nie osiągnie poziomu, który towarzyszył aneksji Krymu. W tym sensie wątpliwe będzie podjęcie przez władze akcji, która wiąże się z gigantycznymi kosztami na arenie międzynarodowej – da niewielkie dywidendy wewnątrz kraju – uważa Lewinson.

Socjolog zgodził się też, że obecnie w świadomości masowej panuje pewna równowaga opinii na temat losów samozwańczych republik. Mniej więcej tyle samo respondentów (odpowiednio 28 proc., 25 proc. i 26 proc.) opowiada się za niepodległością, przystąpieniem do Federacji Rosyjskiej i powrotem na Ukrainę.

Rosjanie utworzyli jeszcze jeden obóz polowy na Krymie?

– Opinia publiczna jako całość nie ma własnego punktu widzenia i na równi zgadza się na każdą z opcji. Przy pewnej „obróbce” można ją skłonić do większego poparcia jednej z opcji. Nie można jednak wydobyć z niej takiego poziomu entuzjazmu i poparcia, jakie było w przypadku Krymu – podkreślił Lewinson. – Nawet w przypadku zrealizowania najbardziej patriotycznego wariant pt. „Rosja przyłącza Donbas” – Putin zdobędzie poparcie tylko wśród tych, którzy i tak mu sprzyjają. To znaczy wśród starszego pokolenia – dodaje.

jb/ belsat.eu wg vot-tak.tv

Wiadomości