WATCH DOCS o Białorusi: media i adwokaci na celowniku władzy

 

Represje na Białorusi nie zakończą się szybko, a nawet można się liczyć z ich zaostrzeniem. Społeczeństwo obywatelskie nadal jednak walczy o prawa zwykłych Białorusinów – taki wniosek wynika z dyskusji „Prawdę mówiąc na Białorusi – media i adwokaci na celowniku władzy”. Została ona zorganizowanego w ramach 19. Objazdowego Festiwalu Filmowego WATCH DOCS. Biełsat był patronem medialnym wydarzenia.

Represje na Białorusi trwają od sierpnia zeszłego roku, czyli od sfałszowanych przez Alaksandra Łukaszenkę wyborów prezydenckich. Mają one niespotykaną dotąd skalę. Przez areszty przewinęło się prawie 40 tysięcy osób bioracych udział w pokojowych demonstracjach, które władze uznały za nielegalne. Prześladowani są obrońcy praw człowieka, dziennikarze, a nawet prawnicy.

Nieogłoszony stan wojenny

Dyrektor Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” Aleś Bialacki zwrócił uwagę, że sytuacja na Białorusi przypomina to, co działo się w Związku Radzieckim po II wojnie światowej albo w Polsce w latach ‘80.

Aleś Bialacki, zdj.: archiwum prywatne

Codziennie dochodzi do nowych represji. Obecnie za więźniów politycznych uważa się 354 osoby, a w więzieniach przebywa ponad sześćset osób zatrzymanych w sprawach o takim charakterze.

– Obrońcy praw człowieka nie nadążają z uznawaniem tych ludzi za więźniów politycznych – dodaje.

Na celowniku są też sami obrońcy praw człowieka. Podobnie, jak dziennikarze.

Alina Kouszyk z Biełsatu podkreśla, że reporterzy naszej telewizji w zeszłym roku zostali łącznie skazani na ponad rok pozbawienia wolności.

– Żeby pracować na Białorusi jako dziennikarz, trzeba mieć dużą odwagę i determinację. Za każdym razem, gdy wychodzi się z mikrofonem, czy nawet telefonem, można być zatrzymanym – zaznacza.

Dzięki nim, można jednak zobaczyć inną rzeczywistość, niż tę przedstawianą w państwowej białoruskiej telewizji.

Represje przyszły do domów

Olga Sałomatowa z Fundacji Helsińskiej zaznacza, że jeszcze w sierpniu, czy wrześniu represje miały „charakter sepktakularny”, na ulicach widać było tłumy ludzi bitych przez milicję i OMON. Teraz tego nie obserwujemy.

– To nie znaczy, że represje się skończyły. One nadal są. Przyszły do ludzi, bezpośrednio do domów, do pracy, do instytucji – dodaje.

Na celowniku władz są zwykli Białorusini, ale szczególnie każda grupa, która próbuje bronić praw człowieka.

– To jest nieogłoszona wojna domowa. My nie mamy jak przeciwstawić się władzy, która ma instrumenty represyjne i ich aktywnie używa przeciwko nam – mówi Bialacki.

Liberation: francuskie banki kupują białoruskie obligacje, finansując represje Łukaszenki

Władze przygotowują teraz zaostrzenie ustawy o ekstremizmie, co może dotknąć właściwie wszystkich działaczy politycznych, czy pracowników organizacji pozarządowych. Planowana jest też zmiana zasad pracy dziennikarzy. Zwykły milicjant, czy funkcjonariusz OMONu będzie mógł zabronić prowadzenia relacji za pomocą kamery, czy telefonu.

– Nie będzie można robić streamów, które najlepiej oddawały to, co się działo na ulicach miast – mówi Kouszyk.

Dlatego już teraz Biełsat stara się chronić dziennikarzy i nie wysyłać ich na ulice bez skrajnej potrzeby. W momencie, gdy ktoś wyjdzie z mikrofonem z logo telewizji, może liczyć na bardzo szybkie zatrzymanie przez patrol.

Białoruś: nowa ustawa uciszy „ekstremistyczne” media

Przemoc boi się ujawnienia

Prześladowani są także adwokaci. Dziekan warszawskiej Okręgowej Rady Adwokackiej Mikołaj Pietrzak zauważa, że prawnicy na Białorusi nie mają podstawowych praw, które gwarantowałyby im działanie.

– W Polsce adwokat ryzykuje tym, że przyślą mu kontrolę, a na Białorusi ryzykuje życiem zawodowym, osobistym, majątkiem, wolnością, a w skrajnym przypadku poniżeniem, pobiciem i torturami – zaznaczył.

Mikołaj Pietrzak, zdj.: M. Borowski, adwokatura.pl

Co więcej, za prawnikiem nie stoi niezależny samorząd, który powinien go wspierać. Zamiast to robić państwowa organizacja adwokacja zaleca im autocenzurę.

– On służy za instrument represji. Nie tylko nie zapewnia, ale tłamsi niezależność, bo jest podporządkowany Ministerstwu Sprawiedliwości – podkreśla.

Nasza Niwa: Białoruś – miejsce najbardziej masowych represji w Europie od 40 lat

Olga Sałomatowa dodaje, że na Białorusi już 15 adwokatów broniących demonstrantów i opozycjonistów pozbawiono prawa do wykonywania zawodu. Zwróciła przy tym uwagę, że dotąd nie wszczęto żadnej sprawy karnej wobec funkcjonariuszy organów ścigania.

– Nie pamiętam ani jednego takiego przypadku w Europie, aby państwo nie wszczęło żadnej sprawy karnej po masowych przypadkach tortur, które były wprost widoczne. Po sierpniowych wydarzeniach nie wszczęto nawet jakiejkolwiek sprawy. To jest cyniczne działanie, mające pokazać, że ludzie nie są dla władzy wartością – zaznacza.

– Prawo funkcjonuje tylko wtedy, gdy trzeba kogoś ukarać – dodaje Alina Kouszyk.

Mikołaj Pietrzak zwrócił jednak uwagę, że nadzieją może być jurysdykcja uniwersalna, czyli ściganie za pewnego rodzaju ciężkie zbrodnie przez państwa trzecie, na przykład Polskę, Litwę, czy Czechy. Pewne działania podlegają uniwersalnej jurysdykcji, a państwa europejskie mają możliwość ścigania tych zbrodni. Uczestnicy dyskusji zwrócili też uwagę na konieczność nacisków ze strony Zachodu na władze Białorusi, w tym wprowadzanie sankcji.

Petycja: Obywatelski głos w obronie praw człowieka Białorusinów i Polaków mieszkających na Białorusi

pp/belsat.eu

Wiadomości