Zełenskiego krucjata przeciw oligarchom

Michał
Kacewicz
dziennikarz

O tym, że przyczyną problemów Ukrainy jest oligarchia, wszyscy politycy mówią od lat. Teraz za oligarchów, przy amerykańskim wsparciu, zabiera się Zełenski. Na razie ostrożnie i szukając pomocy u… najpotężniejszego ukraińskiego oligarchy.

W sobotę odbył się wreszcie wiele razy przekładany zjazd rządzącej na Ukrainie partii Sługa Narodu. W czasie zjazdu wystąpił prezydent Wołodymyr Zełenski, sformowano nowy komitet polityczny i powstał nowy statut partii.

Zjazd był wielokrotnie przekładany z powodu pandemii, ale też przesilenia politycznego. Partia Zełeńskiego od miesięcy pogrąża się w kryzysie i trzeszczy w szwach. Co chwilę uaktywniają się w niej grupy rozłamowe. Zjazd Sługi Narodu miał być ukoronowaniem toczących się od kilku tygodni radykalnych wolt politycznych Zełenskiego. Ukraiński prezydent na początku lutego rozkazał wyłączyć (na podstawie decyzji prezydenckiej Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony) należące do prorosyjskiego oligarchy Wiktora Medweczuka stacje telewizyjne NewsOne, 112 i ZIK.

Zełenski kontratakuje

Zełenski skręcił w mocną, antyrosyjską i patriotyczną retorykę. W taką, jakiej unikał i krytykował ją niegdyś u Petra Poroszenki. Równocześnie z uderzeniem w interesy Medwedczuka i prorosyjskiego środowiska polityczno-biznesowego, trwa inne starcie. Zełenski toczy wojnę podjazdową z Ihorem Kołomojskim. Prezydent uderza w interesy oligarchy, choć na razie bardzo delikatnie. Idealiści mogą doszukiwać się tych działaniach strategii demontażu systemu oligarchicznego. Realiści widzą raczej paniczną ucieczkę Zełenskiego przed kryzysem politycznym i próbę konsolidacji swojej władzy wokół starych idei.

Koniec zielonej rewolucji

Kiedy w 2019 r. Wołodymyr Zełenski w spektakularny sposób wygrał wybory prezydenckie, a potem na fali jego sukcesu, władzę w Radzie Najwyższej, parlamenie Ukrainy zdobyła partia Sługa Narodu, wydawało się, że w Kijowie zacznie się nowa rewolucja. Zielona, od barw partyjnych Sługi Narodu. Tym razem nie taka na Majdanie, uliczna, ale prowadzona w parlamencie i w administracji.

Zełenski wygrał, świetnie „sprzedając” Ukraińcom wizję nowoczesnego państwa, koncepcję odcięcia przygnębiającej wojny, idee zdławienia korupcji i likwidacji oligarchii. Jego obietnice były wiarygodne dla wielu Ukraińców, bo sam Zełeński był nowy w świecie polityki, świeży i inny, niż obracające się na karuzeli od lat te same twarze.

7 lat po Majdanie. Rewolucja Godności popchnęła Ukrainę w stronę Zachodu

Mało tego, początkowo miał sukcesy. Obiecał szybkie zakończenie wojny w Donbasie. Przyczynił się do powrotu jeńców i dał nadzieje na przyspieszenie negocjacji z Rosją, przy wsparciu zachodnich stolic. Na przełomie 2019 i 2020r. rozpędzona lokomotywa Zełenskiego zwolniła, a potem całkiem utknęła na torowisku. Nie tylko z powodu pandemii, z którą Ukraina wyjątkowo sobie nie radziła. Tuż przed początkiem pandemii Zełenski musiał zdymisjonować kiepsko radzącego sobie z budżetem premiera Ołeksija Honczaruka. W czasie wprowadzonych chaotycznie lockdownów kompromitowali się politycy Sługi Narodu, których raz po raz dziennikarze łapali na lekceważących zasady kwarantanny imprezach i spotkaniach w restauracjach, które rozporządzeniem rządu miały być zamknięte.

Dochodziły afery korupcyjne i nieudolne ściganie byłego prezydenta Petra Poroszenki. Trwa konflikt wokół służb specjalnych i sądu konstytucyjnego. Również sytuacja na froncie nie zmieniła się – nadal trwa ostrzał i giną ukraińscy żołnierze. Rosja wróciła do starej polityki naciskania na Kijów za pomocą zbrojnych prowokacji. Wymiana premiera na Denysa Szmychala niewiele dała, bo Ukraina nadal kiepsko radzi sobie z pandemią koronawirusa, a gospodarka znalazła się w kryzysie. Ośrodek prezydencki już jesienią ubiegłego roku zaczął się miotać i popadł w konflikty z politykami regionalnymi – popularnymi merami miast. Sondaże Zełenskiego zaczęły spadać.

Pierwszym namacalnym dowodem, że magia „Ze” już nie działa, były wybory samorządowe w październiku i listopadzie. Sługa Narodu poszedł do nich z tak samo przypadkową zbieraniną kandydatów, jak rok wcześniej do wyborów parlamentarnych. Tym razem jednak nie wystarczyło poparcie prezydenta. Rządząca partia nie wygrała w żadnym liczącym się ośrodku. W samej partii gotowało się od wielu miesięcy. Sługę Narodu rozdzierały konflikty między szefem Prezydenckiej Administracji (nazywanej teraz Biurem Prezydenta) Andrijem Jermakiem, a deputowanymi i ambitnym spikerem (marszałkiem) parlamentu Dmytro Razumkowem.

Jakby tego było mało obóz prezydencki balansował na krawędzi konfliktu ze swoim niedawnym protektorem, oligarchą Ihorem Kołomojskim. W Słudze Narodu na cenzurowanym znalazł się np. Ołeksandr Dubiński, deputowany kojarzony z Kołomojskim, zajmujący się medialnymi atakami na oponentów oligarchy.

Ostatnim światełkiem ostrzegawczym dla Zełeńskiego były zmiany w otoczeniu międzynarodowym. Protesty na Białorusi i wsparcie Kremla dla Alaksandra Łukaszenki pozbawiły Kijów złudzeń, co do ścisłej współpracy Rosji i Białorusi. Pandemia, oraz czas wyborów w USA spowodowały, że dla Amerykanów i Europejczyków kwestie Donbasu zeszły na drugi plan. A kiedy w Waszyngtonie zaczął rządzić Joe Biden, na kijowski establichment polityczny padł blady strach.

Kijów uderza w lobbystę Rosji na Ukrainie

Pod rękę z oligarchą

Nie licząc Chin i Rosji, nie ma drugiego kraju, który tak, jak Ukraina odegrał rolę w amerykańskiej kampanii wyborczej. Ukraina była w pewnym momencie wymieniana w amerykańskich mediach nieustannie. Niestety, z dodatkiem „gate”, czyli afera. Chodziło o aferę korupcyjną z udziałem syna Joe Bidena – Huntera Bidena, którą wg. Donalda Trumpa i części mediów ojciec próbował wyciszać za pomocą nacisków na prokuraturę w czasach Poroszenki.

Problem w tym, że później do mediów przedostały się taśmy, ale i słowa samego Trumpa, że z kolei Zełenski miał ulegać naciskom, by w sprawie Bidena prowadzić śledztwo. Sprawa ta ostatecznie nie odegrała większej roli w amerykańskich wyborach, ale z pewnością pozostawiła w Waszyngtonie dużo niesmaku wobec kijowskich polityków.

Nic dziwnego, że Zełeński postarał się zademonstrować, że chce współpracować z nową, amerykańską administracją. Kiedy 5 marca Antony Blinken ogłosił sankcje przeciw Ihorowi Kołomojskiemu, reakcja ekipy Zełeńskiego była może daleka od entuzjazmu, ale i od potępienia.

– Myślę, że to dopiero początek – powiedziała dość zagadkowo Julia Mendel, rzeczniczka prezydenta Ukrainy oceniając amerykańskie sankcje.

Stany Zjednoczone nakładają sankcje na ukraińskiego oligarchę

Amerykańskie sankcje obejmujące m.in. zakaz wjazdu Kołomojskiego do USA są z pozoru dość symboliczne. W rzeczywistości mają duże znaczenie. Po pierwsze nałożono je za korupcję w czasie, gdy Kołomojski sprawował władzę gubernatora Dniepropietrowska w latach 2014-15. I „podważanie demokratycznych procesów i instytucji na Ukrainie”. Kołomojski był wtedy guberantorem z nadania Poroszenki. Był również bohaterem narodowym i tym oligarchą, który walczył z prorosyjskimi separatystami. Później był również biznesowym i medialnym protektorem Zełenskiego. Uderzenie w Kołomojskiego jest więc ciosem w całą ukraińską elitę i ostrzeżeniem dla niej.

Ukraiński prezydent ostrzeżenie zrozumiał i postanowił „podłączyć” się pod nową, amerykańską retorykę. Politycy Sługi Narodu mówią, że walczą z oligarchią. Na dowód wskazują np. rozpoczęstą rozprawę z medialnym imperium Wiktora Medwedczuka. O ile jednak z wojny z Medwedczukiem Zełenski może odnieść jakieś korzyści polityczne, jak okresowe osłabienie środowisk prorosyjskich, czy próba zbudowania jakieś kontrolowanej „prorosyjskiej” partii, to Sługa Narodu musi się jednak liczyć ze spadkiem popularności w rosyjskojęzycznych regionach południowo-wschodniej Ukrainy, gdzie jeszcze rok temu partia notowała dobre wyniki sondażowe.

Z wojny z Kołomojskim nie odniesie żadnych korzyści. Kołomojski może wpłynąć na liczącą do kilkudziesięciu „szabel” grupę deputowanych we frakcji Sługi Narodu, by torpedowała ustawy rządu. A tak już się zdarzało. Dysponuje również ogromną wiedzą na temat przeszłości Zełenskiego i jego otoczenia oraz potężnymi zasobami finansowymi. Żeby iść na wojnę z dwoma silnymi ośrodkami oligarchicznymi naraz, trzeba mieć oparcie w innym. Obóz Poroszenki, byłego prezydenta i równie potężnego oligarchy, odpada z wiadomych względów. Poroszenko to wróg Zełenskiego.

Zdrada stanu? Ukraińskie służby skontrolują, kto zgodził się na pozostawienie rosyjskiej bazy na Krymie

Pozostaje Rinat Achmetow. Najpotężniejszy ukraiński oligarcha. Według najnowszej listy miliarderów Forbes’a, majątek Achmetowa wzrósł od ubiegłego roku 2,7-krotnie. I obecnie szacowany jest na 7,6 mld. USD. W czasie pandemii udało mu się zwiększyć majątek dzięki rosnącym cenom stali i ropy. Należący do Achmetowa Metinwest to jeden z większych producentów stali na świecie.

Póki co Zełenski nie wytacza ciężkich dział przeciw Achmetowowi. Choć czasem pojawiają się sugestie, że należałoby rozliczyć go za rolę, jaką pełnił w czasach Wiktora Janukowycza. Oligarcha ma liczące się wpływy w ekipie Sługi Narodu, ma też wpływy w sektorze energetycznym. A Zełenski nie może walczyć ze wszystkimi oligarchami naraz. Taki jest koszt prowadzenia krucjaty przeciw oligarchii. Nie da się jej prowadzić, nawet w ograniczonym zakresie, bez wsparcia innych oligarchów. Zwłaszcza, kiedy celem nie jest demontaż systemu oligarchicznego, a przysypanie złego wrażenia i wzbudzenie w Ukraińcach nowych nadziei na zmiany.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów