Czy nowy szlak migracyjny do UE może przebiegać z Białorusi przez Ukrainę?

Łatwo sobie wyobrazić, że kiedy Polska zamuruje granicę z Białorusią, to część migrantów ruszy przez granicę białorusko-ukraińską i Ukrainę, znowu do Europy. Jednak w szczegółach to już nie wygląda na łatwe zadanie i dlatego Ukraina jest na razie bezpieczna – mówi w rozmowie z Biełsatem Ihar Tyszkiewicz, ekspert ds. polityki bezpieczeństwa z Ukraińskiego Instytutu Przyszłości.

Granica ukraińsko-białoruska. Zdj. dpsu.gov.ua

– Kryzys migracyjny na granicy białorusko-polskiej nie osiągnął jeszcze swojego apogeum. Polska zamierza zbudować na granicy mur. Czy na Ukrainie rośnie niepokój, że przynajmniej część migrantów spróbuje z Białorusi drogi na południe, by potem przez ukraińskie granice próbować przedostać się do krajów UE: Rumunii, Węgier, Słowacji, Polski?

– Nielegalny ruch przez granice był i jest organizowany przez zorganizowane grupy przestępcze. Z Białorusi do Polski, czy na Litwę przemyt ludzi miał miejsce od lat i był zarządzany przez wielonarodowe grupy przemytników. Są w nich Polacy, Białorusini, Litwini i obywatele różnych państw UE.

Obecnie, z przyczyn politycznych i na skutek działań Alaksandra Łukaszenki nastąpiła eskalacja nielegalnej migracji.

A jednak przemyt, jaki by nie był, masowy, czy bardziej indywidualny, rządzi się pewnymi realiami ekonomicznymi. I tu pojawia się ważny aspekt kosztów przekierowania ruchu z Białorusi, na Ukrainę i dalej do państw UE. Otóż taki, nowy „traffik” znacząco, kilkukrotnie podniósłby koszty podróży. To jest kwestia opłacenia transportu, usług przemytników, łapówek, itd. Na pewno obecnie przylatujący na Białoruś ludzie nie są gotowi na taki skokowy wzrost kosztów. Mieli konkretne, założone budżety.

– Kolejni migranci mogą zwiększyć budżet na podróż…

– Mogą, choć ich zasoby są jednak ograniczone. Żeby zdobyć te kilka, kilkanaście tysięcy dolarów, sprzedają domy i cały dobytek. Należy również patrzyć na bliskowschodni aspekt polityczny. W przypadku Iraku mieliśmy wybory i zażartą rywalizację partii kurdyjskich, oraz iracko-kurdyjską. Były tam próby udowodnienia przez polityków z Bagdadu, że w Kurdystanie jest tak źle, że Kurdowie muszą ruszać na tułaczkę do Europy, a tam ich nie chcą, zaś władze kurdyjskie nie są w stanie im pomóc.

To była gra wewnątrz Iraku, którą wykorzystał Łukaszenka. Kiedy powyborcze tarcia się wyciszą, migracja z Iraku i irackiego Kurdystanu zmaleje.

W przyszłym roku Ukraina chce zacząć grodzić się od Rosji i Białorusi

 

Innym czynnikiem, który wpływa na to, że szlak przez Ukrainę jest mniej opłacalny to aspekt psychologiczny.

Lecąc na Białoruś migranci po trzech godzinach jazdy z Mińska byli dosłownie o krok od UE.

Gdyby mieli świadomość, że muszą przedostać się jeszcze przez granicę z Ukrainą, potem znowu tułać się, forsować kolejną granicę Ukrainy z UE, to wpływa to na wyobraźnię. Nawet u ludzi z małą świadomością geograficzną, budzi wątpliwości.

– Czyli Ukraina z liczącą ponad tysiąc kilometrów granicą z Białorusią czuje się bezpiecznie?

– Należy spojrzeć na mapę. Znacząca część tej granicy biegnie przez bagna i teren, który jest uznawany za ciężki nawet dla doświadczonych leśników. Tam można wejść, zniknąć i archeolodzy odkopią szczątki może za pięćset lat! Tylko niektóre odcinki, np. w strefie czarnobylskiej, albo na Wołyniu, biegną przez w miarę suche tereny, przez które można przejść korzystając z dobrych map i przewodników.

To naprawdę dużo trudniejszy teren, niż trudne przecież polsko-białoruskie pogranicze.

– A jak wygląda zabezpieczenie ukraińskiej granicy od północy?

– Demarkacja tej granicy została zakończona dopiero rok temu! To jedna z najmłodszych, wytyczonych linii granicznych w Europie. Tylko na niektórych, niewielu odcinkach istnieje infrastruktura graniczna z prawdziwego zdarzenia. Znacząca część granicy jest pilnowana przez patrole służby granicznej. Białorusini używają na większą skalę aparatów bezpilotowych do obserwacji niż Ukraińcy. Zgodnie z deklaracjami ukraińskich władz ma być budowany na granicy płot, czy też mur. System zabezpieczeń wyceniany na ponad 600 mln. dolarów ma stanąć na granicy z Rosją i Białorusią.

Mińsk pełen „turystów” z Bliskiego Wschodu. To tylko przystanek w ich podróży

Jest to również granica, która prawie nie istnieje w świadomości miejscowej ludności pogranicza – mieszkańcy strefy przygranicznej swobodnie przechodzą z jednej na drugą stronę, np. zbierając grzyby, czy jagody w lesie. Mają specjalne karty „ruchu przygranicznego”. O ile na poziomie politycznym relacje Kijowa z Mińskiem zaostrzają się i sprawiają wrażenie, że mamy poważny konflikt, który staje się jakąś funkcją naszego konfliktu z Rosją, to na poziomie współpracy transgranicznej wszystko działa na razie bez większych problemów.

– Chyba nie zawsze, bo rok temu mieliśmy poważną sytuację na granicy białorusko-ukraińskiej związaną z ponad tysiącem Żydów, którzy nagle znaleźli się na ziemi niczyjej między liniami granicznymi…

– Tamta sytuacja była czymś innym, niż obecnie na granicy Polski. Chasydzi z Izraela i USA chcieli dotrzeć do Humania na Ukrainie, na obchody Rosz Haszana, swojego święta. Tyle, że Ukraina zamknęła się wtedy na świat, z powodu pandemii koronawirusa. Chasydzi polecieli do Mińska i próbowali wjechać drogą lądową na Ukrainę. Ale w myśl białoruskich przepisów, jeśli opuścili Białoruś drogą inną niż lotnisko w Mińsku, to nie mogli wrócić.

Ponad tysiąc chasydów utknęło pomiędzy Białorusią i Ukrainą WIDEO

Stąd utknęli na „ziemi niczyjej”. Oczywiście było w tym sporo złośliwości ze strony Mińska i prób zwykłego zarobienia pieniędzy na chasydach – np. na propagowaniu nowych celów ich pielgrzymek w Bobrujsku i innych miastach białoruskich. Tamta sytuacja dotyczyła też przejścia granicznego, a nie tzw. zielonej granicy. Zresztą samo przedostanie się z Białorusi na Ukrainę, to dopiero część drogi do Europy.

– Bo trzeba jeszcze przejść z Ukrainy do Polski, Słowacji, Rumunii, czy na Węgry?

– Ukraińskie granice z krajami UE są coraz lepiej zabezpieczone. Owszem, są tam problemy związane z korupcją, czy działalnością grup przestępczych, ale polskie, czy inne, unijne straże graniczne współpracują z ukraińskimi pogranicznikami. Przemyt ludzi i nielegalne przekroczenia mają miejsce cały czas. Są to migranci z Wietnamu, czy Pakistanu, ale docierający bezpośrednio na Ukrainę i dalej zmierzający do Polski, czy Słowacji. Tylko to ma miejsce na nieporównywalnie mniejszą skalę, niż ta z polsko-białoruskiej granicy.

Współpraca naszych straży granicznych to zupełnie inne standardy, niż te, które Polacy i Litwini znają z relacji z Białorusinami. Tam trwa konfrontacja.

– Jak długo potrwa ta konfrontacja?

– Moim zdaniem na początku przyszłego roku kryzys zacznie się wyciszać. Łukaszenka na razie nic nie osiągnął. On ma również swoje cele wewnętrzne polityczne. Chce utrwalić swoją władzę i mieć przy tym spokój ze strony Zachodu. Dlatego myślę, że po referendum konstytucyjnym na Białorusi zimą 2022 r. kryzys na granicy się uspokoi. Swoje zrobi również sytuacja na Bliskim Wschodzie i informacje, które również tam docierają, o trudnościach z przekraczaniem białorusko-polskiej granicy.

Nie wyobrażam sobie, by migranci mieli podjąć się jeszcze większych trudności i drogi przez Ukrainę.

Dziwne zdarzenia na granicy białorusko-ukraińskiej. Ostrzelany słup i skrytka z bronią

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości