Białoruski propagandysta – zagrożeniem dla bezpieczeństwa Ukrainy

Ryhora Azaronka, autora i prowadzącego programów w państwowej telewizji STV wpisano do bazy ośrodka „Myrotworec” badającego przejawy przestępstw przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy.

Jeden z głównych propagandystów reżimu trafił tam za swoje wypowiedzi o tym państwie na telewizyjnej antenie. Konkretnie – za program, w którym nazwał Ukrainę krajem wymierającego, żebrackiego narodu.

– Wyprzedali cały kraj: ziemię, fabryki, porty. Przekształcili kwitnący kraj w piracki Banderostan. Wasze dzieci w skali towarowej sprzedają na narządy, a dziewczęta prawie oficjalnie dostarczają do europejskich burdeli – zwracał się Azaronak zaocznie do Ukraińców w swoim programie.

Czołowy białoruski propagandzista z medalem „Za odwagę”

Wpisanie go na swoją listę twórcy „Myrotworca” uzasadnili nadużyciem z jego strony uprawnień służbowych, ingerencją w sprawy suwerennego państwa oraz rozpowszechnianiem antyukraińskiej propagandy.

Po ujawnieniu tej informacji, Azaronak starał się wytłumaczyć, że został nie tak zrozumiany.

– Zwracałem się do narodu ukraińskiego, do prostych, zwyczajnych ludzi z Ukrainy, których też znam bardzo wielu. W ogóle my tu nie odczuwamy żadnej wrogości do Ukraińców, do „naszych ludzi” – jak mawia nasz prezydent – wyjaśniał. – A jeśli chodzi o polityczny establishment, to trzeba tak mówić. Dlatego, że z jego strony mają miejsce nieżyczliwe kroki i my odpowiadamy.

W połowie stycznia państwowa białoruska telewizja STV wyemitowała program Azaronka „Tajne sprężyny polityki”, w którym jego autor oskarżał aresztowaną i oczekującą jeszcze na proces dziennikarkę Biełsatu Kaciarynę Andreejewą o organizowanie i koordynowanie opozycyjnych demonstracji w Mińsku. „Na dowód” przytaczał wyrwane z kontekstu cytaty – m.in. z relacji reporterki z ulic miasta.

Aresztowana dziennikarka Biełsatu o rządowym propagandyście: „Biedny chłopczyk”

Co więcej, demonstrował nawet fragmenty korespondencji męża Kaciaryny (i także dziennikarza Biełsatu) Ihara Iliasza z Serhijem Tomilenką, szefem Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy. To z kolei miało świadczyć o kontaktach pary dziennikarzy z zagranicznymi mocodawcami organizatorów protestów. Iliaszowi do dziś do dziś nie udało się dowiedzieć, w jaki sposób dziennikarz rządowej TV wszedł w posiadanie treści jego maili.

Mąż aresztowanej dziennikarki Biełsatu pyta: „Skąd rządowa TV ma moją prywatną korespondencję?”

is, cez/belsat.eu

Wiadomości