Jak działa białoruska milicja polityczna. Wywiad z byłym śledczym HUBAZiK

Po wyborach w 2020 r. słowo „HUBAZiK” na stałe znalazło się w jednym szeregu z „NKWD”, „KGB” i „OMON”. Czym jest ta formacja, czym się zajmuje i kto w niej służy? O niesławnym HUBAZiKu opowiedział nam Alaksandr Azarau, były kierownik jego III wydziału i były wykładowca Akademii MSW, a obecnie działacz opozycyjnej organizacji BYPOL.

Według niego obecnie wszystkie obszary, którymi zajmuje się Główny Wydział do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją (HUBAZiK) MSW, czyli walka z korupcją, przestępczością zorganizowaną i ekstremizmem, zostały zredukowane do zera.

– Wszyscy są zaangażowani w walkę z dysydentami. Walczą z obywatelami, którzy sprzeciwiają się reżimowi – powiedział Biełsatowi Aleksandr Azarau.

Alaksandr Azarau, były szef III wydziału HUBAZIK i były wykładowca Akademii MSW. Zdjęcie: Biełsat

„Myślę, że przyjdą do wszystkich”

– Teraz ich praca jest bardzo prosta: jest baza danych “Zamieszki”, w której jest około 40 tysięcy osób. Biorą tę bazę i po kolei “opracowują” każdego człowieka. Baza ta obejmuje wszystkie osoby, które zostały zatrzymane za udział w protestach, pojawiły się w materiałach spraw karnych lub administracyjnych. Albo nawet nie były zatrzymane, ale były jakieś informacje, że są one związane z działalnością jakichkolwiek organizacji lub po prostu nielojalne wobec reżimu – wszystkie te osoby są wpisywane do bazy danych. A teraz po prostu biorą każdą osobę po kolei i pracują nad nią – mówi Azarau. – Myślę, że przyjdą do wszystkich. Ale potrzebują czasu.

Według niego HUBAZiK to mała instytucja. W 2020 roku liczyła około pół tysiąca osób, ale później została rozbudowana. Obecnie na formacji służy 550-600 osób. Dlatego nie są w stanie od razu „opracować” wszystkich 40 000 obywateli z bazy „Zamieszki”.

– Władze zaczęły domagać się wyników. Zatrzymania administracyjne nie są wynikiem. Konieczne jest wszczynanie spraw karnych i stawianie ludzi przed sądem. Więc teraz funkcjonariusze HUBAZiK zaczynają chodzić po innych wydziałach milicji i prosić operacyjnych, żeby pomogli im kogoś ujawnić. Aby włączyć ich do sprawozdania, które by potwierdziło, że przestępstwo zostało wykryte z udziałem HUBAZiK – mówi Azarau.

Oficer jest pewien, że usunięcie swojego nazwiska z bazy „Zamieszki” jest prawie niemożliwe. Nawet jeśli taki człowiek już „siedzi cicho”.

– To tak, jak, powiedzmy, z pseudokibicami piłkarskimi, którymi kiedyś zajmował się III wydział HUBAZiK. Lista sporządzona przez KGB liczyła około 5000 kibiców. I mieliśmy zadanie postawienia przed sądem wszystkich ludzi z tej listy. Chociaż pseudokibicem nie jest się na zawsze, prawda? Powiedzmy, że się ożenił, ma dzieci i już nie chuligani. Może już nie chodzić na mecze. Ale dalej jest na liście, a państwo wymaga wydajności. Dlatego będzie rozpracowywany już dożywotnio, dopóki nie zostanie postawiony przed wymiarem sprawiedliwości – wyjaśnia Azarau

Ówczesny szef HUBAZiK Mikałaj Karpiankou osobiście kieruje pacyfikacją pokojowego protestu w Mińsku, 23 września 2020 r. Foto: Alisa Hanczar / Biełsat

„Większość funkcjonariuszy to byli dzielnicowi”

Były śledczy twierdzi, że HUBAZiK już ma poważne braki kadrowe. Wielu stara się opuścić formację, która się zdyskredytowała i jest postrzegana jako narzędzie represji. Funkcjonariusze chcą odsłużyć do końca kontraktu i natychmiast napisać wniosek o zwolnienie. A na miejsce zawodowców rekrutowana jest młodzież.

– Większość stanowią teraz starsi porucznicy. Nigdy wcześniej tak nie było. O ile wcześniej nie można było dostać się do HUBAZIK, bo przyjmowano tylko najlepszych, a naczelnicy wydziałów dostawali etaty zwykłych operacyjnych, to teraz przyjmują tam nawet kadetów z Akademii. Wiem, że teraz większość pracowników to dawni posterunkowi prewencji. Nie mają doświadczenia w pracy operacyjnej, a teraz służą w HUBAZiK – mówi Alaksandr Azarau.

„80 proc. czasu poświęcają na walkę z białoruskim narodem”

Nasz rozmówca zauważa, że ​​od 2020 roku do niedawna głównym zadaniem HUBAZiKu była walka z opozycją. Według niego to była podstawa, a pozostałymi sprawami, do których formacja została powołana, zajmowała się „w wolnym czasie”.

– Ale ostatnio na odprawach zaczęły pojawiać się pytania o wyniki pracy nad konkretnymi obszarami działalności. A tych wyników nie ma! I tu zaczynają się schody. Z jednej strony domagają się walki z narodem białoruskim, a z drugiej zaczynają domagać się wyników prawdziwej pracy. Tego nie da się połączyć! Do tego potrzeba ogromnej ilości czasu. O ile wcześniej śledczy pracował tylko we własnej dziedzinie, to teraz 80 proc. czasu poświęca na walkę z białoruskim narodem, a 20% na właściwą pracę. Więc jakie mogą być wyniki? Żadne! – mówi Azarau.

Dlatego, jak mówi oficer, znacznie spadły statystyki wykrywalności sprawców, w tym ciężkich i szczególnie ciężkich przestępstw. Jeśli wcześniej wynosiły one 60 proc., to już w 2020 r. – 40 proc..

– Obywatele piszą do nas, że wielokrotnie zgłaszali, że na klatce mają melinę z narkotykami, a milicja nie reaguje. Milicja nie ma na to czasu, bo zrywa wstążki lub flagi, albo patroluje podwórka, by uniemożliwić jakiś lokalny protest – mówi Alaksandr Azarau.

Ostatni bastion Łukaszenki. Jak „kryminalni” stali się głównym narzędziem represji?

„Za każdą wywieszoną flagę obcinają premię”

Były mundurowy mówi, że funkcjonariusze HUBAZiKu są również przydzielani do patroli. Każda dzielnica w Mińsku jest podzielona na sektory, każdy z nich jest przypisany do określonego milicjanta. A ten musi dbać, by obywatele nie wywieszali opozycyjnych flag i wstążek.

– Funkcjonariusz odpowiedzialny za osiedle jest karany za każdą wywieszoną wstążkę. Dlatego każda akcja opozycji ma duży wpływ na pracowników, którzy są pozbawiani premii itp. – wyjaśnia Azarau.

Pracownicy HUBAZiK nie zarabiają przy tym gór złota. Ich pensje nie zostały jeszcze podniesione – dopiero są takie plany.

– Nawet gdy w marcu był Dzień Milicji, wypłacono im premię kosztem przyszłych premii. Mówili im, że płacą teraz, ale w przyszłości premii nie będzie, bo pieniędzy nie ma. Ale z okazji święta, damy. Starają się też pozbawiać premii za słabe wyniki pracy – mówi Azarau.

„Rozumieją, że za to odpowiedzą”

Według Alaksandra Azarawa, sprawy polityczne są prowadzone przez wydziały, których funkcjonariusze są wierni wobec reżimu. W oddziałach regionalnych jest to 5-10 osób, w centralnym – 10-15.

– Oni rozumieją, żę odpowiedzą za swoje czyny. Wszędzie składają swoje podpisy i dlatego w przyszłości sami będą ścigani. A radzenie sobie z tym jest dla nich dużym stresem psychologicznym. Wielu na początku odmówiło prowadzenia takich spraw i zostało przeniesionych do innych wydziałów. Ale ci, którzy już prowadzą śledztwo, przyzwyczaili się do tego, dla nich to rzecz powszechna. Znamy tych śledczych z nazwisk. Wcześniej osobiście z nimi służyłem i siedziałem w tych samych gabinetach. Idą z prądem, dostają rozkaz i nie myślą o niczym więcej- mówi Azarau.

Alaksandr Azarau, były szef III wydziału HUBAZIK i były wykładowca Akademii MSW. Zdjęcie: Biełsat

Według niego, sprawa polityczna z udziałem 40-45 oskarżonych może być badana przez półtora roku. Kiedy poszczególne watki są w pełni „udowodnione” i „zbadane”, trafiają do sądu po kolei. Jeden oskarżony w tym miesiącu, drugi w następnym. Po kolei. A wszystkie sprawy polityczne są kontrolowane przez przywódcę państwa..

– Oni mają raportować, może nawet co tydzień, o postępach pracy: ile osób jest zatrzymanych, wysłanych do sądu. Śledczy muszą stale pisać raporty. Nie mają czasu na badanie spraw, bo muszą pisać dokładnie. A nie da się napisać dokładnego rabortu w godzinę lub dwie – są to dokumenty po 10-15 stron. Zanim napiszesz, tydzień minie. I już musisz napisać nowy. Taka biurokracja ma też ogromny wpływ na pracę – opowiada były śledczy HUBAZiK.

„Łukaszenka jako bóg: ty będziesz siedział, a ty nie”

Azarau twierdzi też, że prawie niemożliwe jest wniesienie sprawy o korupcję przeciwko najwyższym urzędnikom z tzw. „rejestru głowy państwa”. Aby wszcząć sprawę karną (lub nawet postępowanie operacyjne), powiedzmy, przeciwko sędziemu, ministrowi, szefowi administracji lub przewodniczącemu miejskiego komitetu wykonawczego, trzeba uzyskać osobistą zgodę przywódcy państwa.

– Większości ludzi nie można przeszkadzać. Są nietykalni. Śledczy piszą raporty o przestępstwach ministra i koordynują to wszystko z Zarządem Sprawami Prezydenta. I tam, jeśli ta osoba jest blisko prezydenta, to on decyduje, czy zezwolić na ściganie go, czy nie. W większości przypadków nie pozwala – wyjaśnia Alaksandr Azarau. – Łukaszenka sam podejmuje decyzje. Jest jak bóg: ty będziesz siedział, a ty nie. On o tym decyduje. To jest nielegalne. Stworzył elitarną grupę ludzi, którzy nie podlegają prawu – dodał.

Funkcjonariusze HUBAZiK w pogoni za pokojowymi demonstrantami. Mińsk, Białoruś. 29 listopada 2020 r. Zdjęcie: Biełsat

„Jeśli pracujesz nad kimś przez rok lub dwa, zawsze coś na niego znajdziesz”

Czasem jest tak, że “góra” wskazuje jakiegoś człowieka i każe coś na niego znaleźć. I wtedy HUBAZiK zakłada mu sprawę i zajmuje się „zamówionym” człowiekiem, dopóki nie dowie się, o co go oskarżyć.

– Tak, dokładnie: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. „Jeśli pracujesz nad kimś przez rok lub dwa, zawsze coś na niego znajdziesz”. Zwłaszcza, gdy to biznesmen. Wiadomo, że na Białorusi musisz naginać prawo, bo inaczej natychmiast zbankrutujesz. A ludzie są zmuszeni uciekać się do pewnych sztuczek, a wszystkie te sztuczki można interpretować w kategoriach prawa karnego – mówi Alaksandr Azarau.

Według oficera sprawa przeciwko byłemu prezesowi Biełgazprombanku Wiktarowi Babaryce również została sfabrykowana. Służby otrzymały zadanie, by za wszelką cenę usunąć go z kampanii wyborczej, bo mógłby wygrać wyścig po prezydenturę.

– Wyłamali drzwi w jego biurze, wszyscy widzieli to nagranie. Włamali się w maskach, potem zabrali wszystkie ponumerowane podpisy [poparcia za kandydaturą Babaryki], a teraz za pomocą tych podpisów ludzie są zwalniani z przedsiębiorstw państwowych i służb. Dowiedzieliśmy się już, kto to zrobił. Był to pierwszy wydział HUBAZiK kierowany przez Kowycza, który obecnie zajmuje stanowisko kierownika wydziału – mówi Azarau.

Twierdzi, że kandydaturę Babaryki poparło 12 pracowników centrali HUBAZIK. Większość z nich została już zwolniona.

„Jeśli się przyznałeś – pójdziesz siedzieć”

Według Alaksandra Azarawa, “najpopularniejsze” metody nacisku stosowane przez funkcjonariuszy HUBAZIK to groźby i przemoc fizyczna.

– Kiedyś zdarzało się to rzadko. A teraz uderzenie człowieka nie jest problemem. Wcześniej funkcjonariusz starał się nie robić tego przy świadkach: być sam na sam w biurze lub gdzie indziej. A teraz robi się to na oczach wszystkich, a nawet uważa się to za rodzaj brawury. Nikt się niczego nie boi. Milicjanci nawet nie zasłaniają twarzy. Ponieważ wiedzą, że wszystkie skargi na nich zostaną wyrzucone do kosza, nikt nie rozpocznie sprawy – powiedział Azarau.

W odniesieniu do gróźb były pracownik HUBAZIK twierdzi, że najczęściej nie prowadzą one do żadnych działań. Są to groźby dla gróźb – by strachem zmusić człowieka do zeznań. Jeżeli człowiek pod wpływem gróźb i przemocy się przyzna, zostanie postawiony w stan oskarżenia. Jeśli się nie przyzna, ma jeszcze szansę.

Wypuszczeni z aresztu przy ulicy Akreścina pokazuje ślady pobicia. Mińsk, Białoruś. 13 sierpnia 2020 r. Foto: Biełsat Zdj. Vot-tak.tv / Belsat.eu

– Jeśli przyznałeś się i podałeś hasło ze swojego telefonu, trafisz do więzienia. Jeśli nie, to jest szansa na uniknięcie kary. Ponieważ w większości przypadków po prostu przetrzymują ludzi na podstawie pewnych podejrzeń, nie mają żadnych dowodów. Ich zadaniem jest włamanie się do jego telefonu, odebranie hasła i znalezienie tam ewentualnych wypowiedzi na opozycyjnych czatach. Jeśli ktoś nie poda im hasła i nie uda im się go złamać, a on do niczego się nie przyzna, zwolnią go. Będzie szantażowany, może nawet pobity, ale w końcu zostanie zwolniony. Ale jeśli ktoś się załamie i przyzna, z gabinetu trafi nie do domu, ale natychmiast do aresztu – mówi Azarau.

„Sprawa korowodu”: przed sądem stanie dziewiąta grupa oskarżonych

Najlepszą metodą ochrony w takich przypadkach jest w ogóle odmowa składania zeznań – radzi były pracownik HUBAZiK.

– Czy mnie zastraszali? No… no cóż, jak to powiedzieć, piszą do mnie oczywiście, grożą, ale mnie to wszystko śmieszy, bo znam ich metody. Ja z nimi pracowałem, wielu uczyłem, przyjmowałem do pracy. Te ich próby to tylko śmiech mogą mnie wywołać. Więc… Cóż, presja… Jak to powiedzieć. Kiedy Karpiankou wypowiada się w telewizji i mówi, że wyśle do Polski grupę likwidatorów, by zlikwidować nasz BYPOL, to jest to także presja – przyznaje Azarau.

„Widziałem krew, czarne plamy na asfalcie…”

Ostatni rok przed wyborami Alaksandr Azarau pracował jako wykładowca katedry działalności operacyjno-śledczej Akademii MSW. W dniu wyborów trafił do lokalu wyborczego i zobaczył na własne oczy, że głosowanie jest fałszowane.

– Od kolegów dowiedziałem się, że wybory były sfałszowane wszędzie, we wszystkich lokalach wyborczych, w których pracowali. Wszyscy byli świadkami tego fałszerstwa i w zasadzie każdy milicjant wie, że wybory odbyły się nielegalnie, że Łukaszenka przejął władzę, że nie jest już prezydentem, że nie mam poparcia społecznego – powiedział Azarau.

Ludzie uciekają po wybuchu dwóch granatów hukowo-błyskowych na skrzyżowaniu alei Maszerowa z ulicą Timirazewa. Mińsk, Białoruś. 9 sierpnia 2020 r. Foto: Biełsat

Wspomina, że ​​wieczorem 9 sierpnia 2020 r. musiał wracać z pracy do domu przez miasto na piechotę, bo nie można było zamówić taksówki.

– Widziałem krew, czarne plamy na asfalcie po wybuchach granatów, widziałem ubrania pozostawione przez ludzi, widziałem rozbite przez OMON rowery. Widziałam to wszystko, słyszałam te historie. Byłem na komisariacie dzielnicy Frunzenski Rajon, gdy tam ludzi bito. I wtedy postanowiłam odejść ze służby. Przyszedłem do dyżurnej części Akademii MSW, żeby pomóc oficerowi dyżurnemu, bo nie było wystarczającej liczby pracowników. Zobaczyłem tam stos raportów. Zapytałem, co to.. Powiedziano mi, że to wnioski o zwolnienie. Było ich już 11. Poszedłem do gabinetu, napisałem własny i położyłem na wierzchu – podsumowuje Azarau.

ZK / AA belsat.eu

Wiadomości