Jedność narodowa pod dyktando Łukaszenki

Michał
Kacewicz
dziennikarz

W białoruskiej polityce dzieje się więcej niż przez ostatnie dwadzieścia lat. Nie tylko po stronie opozycji, bo władza buduje ze swojej strony fasadę nowego systemu partyjnego.

Na początek 2022 r. zaplanowano zarówno wybory lokalne na Białorusi, jak i referendum w sprawie zmian w konstytucji. Wybory są zgodne z kalendarzem. Natomiast zapowiedziane w lutym, w czasie Zgromadzenia Ludowego referendum ma być elementem pozorowanych ustępstw i sygnałem woli przemian ze strony Łukaszenki. Władzy zależy dodatkowo na demonstracji, że jest aktywna. Że widzi społeczne emocje i stara się działać. Niecały rok. Tyle czasu ma białoruska opozycja, ale i Alaksandr Łukaszenka, żeby przygotować się do przesilenia politycznego.

Zgromadzenie nomenklatury: baronowie i szaraki Łukaszenki

Oczywiście reżim zrobi wszystko by zachować pełną kontrolę nad procesem, a zmiany były czysto fasadowe. Na prawdziwej zmianie i naruszeniu monopolu władzy Łukaszence przecież nie zależy. Niecały rok to mało czasu zważywszy, że nie będzie to czas spokoju. Ubiegłoroczne protesty już rozchwiały białoruskim społeczeństwem. Reżimowi udało się przydławić protesty jedynie eskalacją przemocy.

Jednak mimo zaklinań Łukaszenki i ogłoszenia czasu „jedności narodowej”, w białoruskim społeczeństwie nadal buzują silne emocje i oczekiwanie zmian. Mimo to Łukaszenka wierzy, że najgorszy kryzys przezwyciężył i teraz, w ścisłym sojuszu z Rosją, uda mu się zachować władzę i przykryć społeczne emocje pozorowanymi reformami. Żeby dobrze stworzyć pozory, potrzebne są nowe działania i przebudowa systemu władzy, oraz nowi aktorzy.

Przywódca narodu

O tym, że czas dla władzy biegnie szybko, świadczy tempo, w jakim zaczęło się budowanie kontrolowanego systemu partyjnego. Parlamentaryzm i partie polityczne na Białorusi pozostawały w uśpieniu przez ponad dwadzieścia lat. Ostatnią partią oficjalne zarejestrowaną była Konserwatywno-Chrześcijańska Partia-BNF. Dwie dekady temu. Od tego czasu jedynym centrum decyzyjnym białoruskiej polityki pozostawał Alaksandr Łukaszenka. Owszem, legalnie istniały zarówno popierające go partie, jak i ruchy społeczne. Ale pełniły rolę czysto fasadową. Nigdy nie były w stanie wygenerować samodzielnie jakiejkolwiek inicjatywy. Łukaszenka celowo tłumił wszelkie działania organizacyjne Białorusinów. Nie ufał nawet tym pozostającym pod kontrolą.

Łukaszenka: przez pluralizm rozpadł się Związek Radziecki

Białoruski system polityczny zaczynał przypominać kazachski z czasów Nursułatana Nazarbajewa. I być może pomysłem Łukaszenki jest częściowe przynajmniej skopiowanie pomysłów środkowoazjatyckich. W Kazachstanie Nazarbajew w 2019 r. formalnie ustąpił ze stanowiska prezydenta. Został „przywódcą narodu” trzymającym w rękach faktyczną kontrolę nad procesami decyzyjnymi i personalnymi w Kazachstanie. Nie wiadomo, czy Łukaszenka zdecyduje się na taki krok. Jasne jest jednak, że musi co najmniej pozorować ewolucję systemu. Nawet on, pełen wiary w aparat bezpieczeństwa, wie, że samą przemocą długo władzy nie utrzyma.

Białoruska prokuratura będzie szukała zbrodniarzy wojennych w Polsce i na Litwie

Na początku marca pojawiła się informacja, że w najbliższym czasie może zarejestrować się jako partia ruch „Biała Ruś” . Organizacja powstała już ponad dekadę temu, ale, mimo imponującej, oficjalnie podawanej liczby członków (sięgającej ponad stu tysięcy) nie odgrywała do tej pory większej roli. Poza udziałem w prołukaszenkowskich manifestacjach, czy programach telewizyjnej propagandy.

Teraz jednak władze postanowiły prawdopodobnie na bazie „Białej Rusi” budować proreżimową partię o „patriotycznym” charakterze. Przygrywką do budowania ideologii dla tej partii są ostatnie ataki Łukaszenki na Polaków i oskarżanie polskich działaczy o faszyzm. To jeden z elementów łukaszenkowskiej narracji historycznej, który ma wyraźnie odróżnić popierające go organizacje od ruchów opozycyjnych i prodemokratycznych.

Specjaliści Putina

Rosyjscy specjaliści od marketingu politycznego wyrobili sobie markę w krajach dawnego ZSRR, ale i Afryce, czy Azji. Jako specjaliści od brutalnego, cynicznego PR-u, świetnie poruszający się w warunkach kulejącej demokracji, korupcji, albo wręcz w systemach autorytarnych. Z ich usług korzystali w ostatnich latach politycy ukraińscy, mołdawscy, czy gruzińscy. W szczycie protestów pojawiały się informacje, że doradzać Łukaszence przyjechali rosyjscy specjaliści od PR-u. Na początku marca swój zjazd zorganizowała partia „Związek”. Jej założyciele nie kryją, że będzie to partia prorosyjska nastawiona na wspieranie integracji z Rosją.

Partie centralnie planowane, czyli „demokratyzacja” według Łukaszenki

Partię budują m.in. Aleksandr Kazakow, politolog działający wcześniej w separatystycznym Doniecku. Kazakow razem z pisarzem-narodowym bolszewikiem Zacharem Prilepinem tworzył niedawno w Rosji partię „Za prawdę”. W zjeździe „Związku” w Mińsku wzięli udział również pracujący w Doniecku Rosjanie, tacy jak Dmitrij Bielik, były krymski, prorosyjski aktywista i deputowany rosyjskiej dumy z prokremlowskiej partii Jedna Rosja. W Związku pojawił się i Jurij Waskrasieńskij. To były działacz partii komunistycznej, potem publicysta gospodarczy udzielający się w rosyjskich mediach. Po rozpoczęciu fali protestów w sierpniu ubiegłego roku był aresztowany za organizację zamieszek. A 11 października wypuszczony z aresztu KGB. Po tym, jak wziął udział w tzw. okrągłym stole z Łukaszenką. Już w czasie tego spotkania i po wyjściu z aresztu namawiał do kompromisu i potępiał radykalny protest. Teraz bierze udział w prorosyjskim projekcie politycznym.

Gdzie miejsce opozycji ?

W nowej architekturze partyjnej ani „Związek”, ani „Biała Ruś” nie zajmą centralnego miejsca. Będą przybudówkami optującymi za głębszą integracją z Rosją, lub bardziej „narodową” polityką. Centralne miejsce należeć będzie prawdopodobnie dla jakiejś mutacji dużej, proprezydenckiej partii władzy. Nie wiadomo na razie jaki pomysł Łukaszenka i jego rosyjscy doradcy mają dla prawdziwej opozycji. Ta również przygotowuje się, by wziąć udział w życiu politycznym kraju. Mimo, że robi to albo w warunkach podziemia, albo emigracji.

Swoje projekty partyjne (partia Razem) ogłosił już pozostający w areszcie Wiktar Babaryka oraz Maryja Kalesnikawa. Swoją partię zamierza budować Paweł Łatuszka, były dyplomata związany z Radą Koordynacyjną opozycji.

Są jeszcze projekty Andreja Dzmitryjewa, który tworzy „Naszą partię”. No i jest Swiatłana Cichanouskaja i Rada Koordynacyjna, która dysponuje największym potencjałem politycznym. Wreszcie są dawno funkcjonujące partie „starej” opozycji. Łukaszenka nie wpuści jednak nikogo z prawdziwej opozycji do nowego systemu partyjnego. Jeśli już, to postawi na budowę jakiejś partii koncesjonowanej i udającej konstruktywną krytykę. Najbliższe miesiące pokażą komu przypadnie taka rola.

Białoruś: partie polityczne tylko dla zamieszkałych w kraju?

W rzeczywistości wszystkie, ostatnie ruchy władzy od czasu zjazdu ludowego, a więc ogłoszenia zgody narodowej, zmierzają w kierunku zaostrzenia kursu. Są oskarżenia opozycji o działania wywrotowe. I dalsze ograniczanie przestrzeni medialnej – w rodzaju wczorajszego wyłączenia stacji Euronews. Tu nie ma woli prawdziwego dialogu i rzeczywistej reformy. A jedynie odgrywanie kolejnego aktu tej samej sztuki. Być może będzie w niej więcej aktorów i nowa scenografia, ale Łukaszenka nadal chce pozostać głównym aktorem i reżyserem jednocześnie.

Białoruskie KGB zatrzymało lidera prawicowej partii opozycyjnej

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów