Marchewką i kijem, czyli strategia Kremla dla młodzieży

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Spadek poparcia dla Władimira Putina wśród najmłodszych Rosjan zaczął mobilizować władze. Z jednej strony patriotyczny rap, konto MSZ w TikToku, a z drugiej cenzura w internecie i próby ograniczania działalności sieci.Rosyjski Skarb Państwa postanowił zorganizować w tym roku festiwal patriotycznego rapu. Kompozycje mają być poświęcone Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, czyli temu okresowi II wojny światowej kiedy ZSRR walczył z III Rzeszą. W imprezie mają wziąć udział pracownicy instytucji państwowych zajmujących się finansami i gospodarką, funkcjonariusze organów ścigania, studenci i ich rodziny.

W ten sposób władze chcą dotrzeć do młodzieży, która odpływa coraz dalej od rządzących na Kremlu. Dziura pokoleniowa między nimi robi się coraz większa.

Reżimowy festiwal w Koktebelu w 2020 roku, zdj.: rap-koktebel.ru

Być może wśród wykonawców na festiwalu znajdą się także popularni rosyjscy raperzy. Ich współpraca z władzami nie jest niczym nowym. Jeszcze za czasów Borysa Jelcyna, w 1996 roku, mieliśmy kampanię „Głosuj albo przegrasz”.

Władimir Putin z racji dłuższych rządów ma jeszcze większe portfolio utworów o sobie. Począwszy od dyskotekowej piosenki „Takiego, jak Putin” z początku stulecia o tym, jak zwykła dziewczyna marzy o chłopaku, który będzie taki jak prezydent Rosji, aż do utworu Saszy Czesta i Timatiego „Mój najlepszy przyjaciel to prezydent Putin” z 2015 roku.

W 2015 roku popularność Putina po aneksji Krymu sięgała jednak zenitu, a teraz wyraźnie się zmniejsza. Szczególnie właśnie wśród młodzieży, która albo już głosuje albo niedługo pójdzie po raz pierwszy do urn (we wrześniu odbędą się wybory do parlamentu).

W 2019 i 2020 roku na półwyspie zorganizowano Rap Koktebel Party. Inicjatorem był czołowy rosyjski propagandysta Dmitrij Kisielow. Obecny spadek popularności Putina sprawia, że rośnie potrzeba w tego rodzaju imprezach. Stąd właśnie pomysł na festiwal patriotycznego rapu.

Innego niż Putin

W styczniu tego roku poziom poparcia dla działań prezydenta spadł wśród młodzieży do historycznego minimum. Wśród Rosjan w wieku 18-24 lata popiera jego działania 51 procent badanych przez Centrum Lewady. 46 procent jest przeciwnego zdania. Dla porównania rok temu te liczby wynosiły odpowiednio 69 i 30 procent. Nie mówiąc już o badaniach z 2018 roku, gdy prezydent podobał się 80 proc. młodzieży. Teraz poziom akceptacji dla jego działań spadł do niższego poziomu niż przed aneksją Krymu.

Prawie połowa Rosjan chce, aby Putin kandydował w następnych wyborach prezydenckich

Socjolog z Centrum Lewady Stiepan Gonczarow tłumaczy, że badanie zostało przeprowadzone po opublikowaniu przez Aleksieja Nawalnego śledztwa o „pałacu Putina” oraz po protestach w całym kraju.

– Spadek zaufania do Putina to erozja jego prywatnego autorytetu, która się zwiększa ze względu na ostatnie wydarzenia i śledztwa, a także na brak ważnych decyzji, które by kojarzyły się z prezydentem – mówił.

Wśród młodych Rosjan jest też największa grupa tych, którym nie podoba się rozwój wydarzeń w Rosji. I o ile starsi mieszkańcy Federacji czerpią swoją wiedzę z telewizora i od znajomych, to najmłodsi z internetu: stron i portali społecznościowych. Wśród tych ostatnich dużą rolę w czasie niedawnych protestów odegrał TikTok. To tam uczniowie pokazywali, jak zdejmują portrety Putina w szkołach i wieszają w ich miejsce zdjęcia Nawalnego. Według BBC, popularnym w tej sieci influencerom proponowano nawet pieniądze za to, aby zniechęcali do udziału w mityngach. Innym efektem jest próba wejścia na tę platformę przez władze. W TikToku konto założyło, między innymi Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych.

Internet wg Putina: brudna polityka, pedofilia i narkotyki

3 marca Władimir Putin na posiedzeniu kolegium MSW podkreślił, że resort powinien aktywniej działać w Sieci. Miał tu na myśli znajdowanie i karanie tych, którzy apelują do nieletnich o udział w protestach. Dzień później, w czasie spotkania z młodzieżą, przedstawił swoją wizję internetu: sieci pełnej zagrożeń, poczynając od „apeli, aby wychodzić na ulicę w ramach niezgodnych z prawem zgromadzeń ulicznych”, a kończąc na dziecięcej pornografii i handlu narkotykami.

– Tak w ogóle, to powinien on podlegać nie tylko prostemu prawu, formalnym zasadom prawnym, ale też moralnym prawom społeczeństwa, w którym żyjemy. W przeciwnym wypadku będzie ono niszczone od wewnątrz – mówił.

Takie słowa dla urzędników są jak okrzyk „aport” dla psa. Jeszcze przed protestami rosyjskie władze zażądały od portali społecznościowych: TikToka, Facebooka, Twittera, VKontakte, komunikatora Telegram, YouTube oraz Instagrama usunięcia wezwań do protestów.

Rosja: TikTok zapłaci za opozycyjne odezwy?

W tym tygodniu z kolei Moskwa podjęła próby ograniczania przepustowości Twittera. Miała to być kara za to, że serwis nie usunął zakazanych treści, czego żądał rosyjski regulator Roskomnadzor. Miały być tam „wezwania do nastolatków, by popełniali samobójstwa”, czy pornografia dziecięca. Trzeba jednak podkreślić, że Twitter przychylił się do 90 procent próśb rosyjskich władz.

Ograniczenie prędkości działania serwisu skończyło się kompromitacją operatora, Rostelekomu. Twitter przeżył, ale pojawiły się trudności z wchodzeniem na strony państwowych instytucji, począwszy od oficjalnego portalu prezydenta, kremlin.ru, aż do witryn Komitetu Śledczego, czy Ministerstwa Gospodarki, a nawet samego Roskomnadzoru.

Roskomnadzor zaczął spowalniać prędkość Twittera w Rosji. Pojawiły się przy tym problemy z państwowymi serwisami

Pojawiły się też zapowiedzi cenzurowania wi-fi w szkołach. Za jego pomocą, dzieci i młodzież ma mieć dostęp jedynie do „zweryfikowanej zawartości”. Jednocześnie w 15 regionach Rosji trwają próby systemu wideokonferencji dla szkół Sfera, a na bazie „rosyjskiego Facebooka”, czyli sieci VKontakte, stworzony został „edukacyjny portal społecznościowy”. Wszystko to wygląda na kolejne kroki stworzenia „suwerennego internetu”, o czym rosyjskie władze mówią od dłuższego czasu. W 2019 roku odbyły się nawet próby jego funkcjonowania, ale zakończyły się one takim samym sukcesem, jak spowalnianie Twittera 10 marca.

Kreml ogranicza wolność w internecie

Coraz głośniejsze są też przypadki cenzurowania treści, która pojawiły się, zapewne przez czyjeś niedopatrzenie na antenie tradycyjnej telewizji, a później miały zostać umieszczona w internecie. Kanał TNT należący do państwowej spółki Gazprom Media usunął ostatnio niewinny żart aktora kabaretowego Pawła Woli o majątku prezydenta, a także parodię agresywnych propagandowych talk-show emitowanych w rosyjskiej telewizji. Zniknęły nawet nieoficjalne zapisy z Instagramu oraz portalu społecznościowego VKontakte.

W Rosji nie można żartować z pałacu Putina

Powrót do radzieckich wzorców

Walka o umysły młodzieży ma się toczyć nie tylko w internecie. Zaplanowano powołanie specjalnych „doradców dyrektorów szkół do spraw wychowania”. Na razie pilotażowo w 10 regionach, a w przyszłym roku w całym kraju. Za projekt odpowiada utworzony w 2015 roku Rosyjski Ruch Uczniów, który jest kontrolowany przez Administrację Prezydenta i przez wielu porównywany do radzieckich pionierów.

Kierująca organizacją Irina Pleszczewa mówiła dziennikowi Kommiersant, że przyszli wychowawcy mają rozmawiać z uczniami, między innymi, o polityce i mityngach. I mają mówić ich językiem.

– Trzeba znać język i memy, oglądać streamy i filmy, które oni oglądają, muzykę, której słuchają, być w portalach społecznościowych, być zorientowanym w konsolach i w grach – podkreśliła.

W rosyjskich szkołach internet będzie cenzurowany

Eksperci wskazują, że lepszym wyjściem byłoby szkolenie nauczycieli i wykładowców. Niektórzy z nich prowadzą rozmowy ze swoimi podopiecznymi w dość dosadny sposób. Szerokim echem odbiło się „przemówienie” wykładowcy jednej z uczelni w Kazaniu, który starając się przekonać studentów, aby nie chodzili na mityngi mówił, że Putin jest „carem”, a Nawalny to „kretyn”.

Rządzący w Moskwie stoją przed dużym problemem. Na „rynek polityczny” wchodzi duża grupa wyborców, których trzeba jakoś zagospodarować. Nawalny o wiele lepiej rozumie tego rodzaju odbiorcę konsumującego treści głównie w internecie, o ile bowiem średnio 78 proc. Rosjan korzysta choć raz w miesiącu z internetu, to w przypadku osób w wieku 18-24 lata, jest to 97 proc.

Putin i jego otoczenie przez długi czas odrzucali sieć, uważając ją za mało istotny dodatek do telewizora i dopiero się jej uczy stąd dość chaotyczne ruchy podejmowane na wszystkich frontach. Źródło Kommiersanta bliskie do Administracji Prezydenta mówi, że temat protestów i młodzieży jest szeroko omawiany na samej górze i planowana jest aktywizacja wszelkich możliwych działań. Na ile będą one efektywne zobaczymy, już we wrześniu, gdy Rosjanie pójdą do urn.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów