Putin z Łukaszenką będą dawkować napięcie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Są pierwsze sukcesy, ale walka o polską granicę będzie toczyć się na wielu frontach: bezpieczeństwa, gospodarczym i dyplomatycznym. Przestała już być sprawą Łukaszenki, a stała się instrumentem interesów Putina.

Od wczoraj doszło do kilku kluczowych wydarzeń dla rozwiązania, a przynajmniej ograniczenia białoruskiego kryzysu migracyjnego. Dzięki staraniom polskiej i unijnej dyplomacji Turcja ogłosiła, że nie będzie wpuszczać na pokład startujących na Białoruś z jej lotnisk samolotów Turkish Airlines i Belavii obywateli Iraku, Syrii i Jemenu. Za wyjątkiem dyplomatów. Tym samym dojdzie do znaczącego ograniczenia napływu migrantów przez Turcję. Do Mińska będą mogli przylatywać bezpośrednio jeszcze tylko z Dubaju i Damaszku. Jeśli białoruskie władze postanowią nadal zbierać w Mińsku tysiące ludzi i wysyłać ich na granicę z Polską i Litwą, to będą musiały uruchomić inne szlaki. Np. przez Rosję.

To nie będzie jednak takie proste, bo o ile Rosja roztacza parasol ochronny nad Białorusią, to robi to ostrożnie, forsując własne cele strategiczne i unika odpowiedzialności za udział w granicznej operacji Alaksandra Łukaszenki. W koszmarnym kryzysie granicznym pojawiła się pewna nadzieja. Niestety, również z punktu widzenia interesów Władimira Putina. Wczorajsza rozmowa rosyjskiego prezydenta z Angelą Merkel na pewno wprawiła go w zadowolenie. Bo rękoma Łukaszenki zaczyna osiągać swoje cele.

Huśtawka emocji

Rosja weszła do gry od razu na wielu frontach. Równolegle stosując ulubioną grę w zwiększanie napięcia i deeskalację. W stwarzanie pozorów ostrej konfrontacji i jednocześnie podejmowaniu się mediacji z pozycji jedynego rozsądnego państwa, które może uspokoić sytuację. Z jednej strony paskudna białoruska i rosyjska propaganda porównująca polskich funkcjonariuszy i żołnierzy na granicy do gestapowców i mało wybrednie wygrażająca Polakom oraz przypominająca rok 1939. Z drugiej strony Łukaszenka poleca swoim służbom, by zaopiekowały się na granicy przynajmniej kobietami i dziećmi.

Łukaszenka rozkazuje migrantom rozdawać drewno na opał, a w tej samej wypowiedzi straszy rzekomo przekazywaną im bronią palną z Donbasu. Lider reżimu z Mińska prosi też Rosję o militarne wsparcie i pomoc w zabezpieczaniu granicy z Polską. Kakofonia sprzecznych informacji, pozornego humanizmu i ostrej, siłowej polityki zastraszania to ulubiona retoryka Mińska i Moskwy. Tak należy odczytać płynące dziś z Kremla słowa, że Alaksandr Łukaszenka nie konsultował z Moskwą pomysłu odcięcia tranzytu gazu do Europy. Taktyka Kremla jest czytelna: pozwolić Łukaszence szarżować, a nawet przeszarżować. A potem?

Zachodni członkowie Rady Bezpieczeństwa potępiają Białoruś

Putin na linii

Władimir Putin opowiedział się za odnowieniem kontaktów między państwami UE i Białorusią w celu rozwiązania danego problemu – głosi komunikat Kremla, wydany po wczorajszej rozmowie Putina z kanclerz Merkel. To już kolejna tego typu propozycja z Kremla: rozmawiajcie z Łukaszenką, a my pomożemy. Temu właśnie służył kryzys graniczny. Nie chodziło o granicę Białorusi z Polską, czy Litwą, ale o przesuniecie granic umocnienia rosyjskich wpływów. Dziś jest to o tyle groźne, że Putin równocześnie, w cieniu kryzysu białoruskiego, zajął się również naciskami na Ukrainę. Od dwóch tygodni pojawiają się sprzeczne informacje o koncentracji rosyjskich wojsk w obwodach graniczących z Ukrainą. Kijów przyjął taktykę inną, niż w czasie podobnej, wiosennej koncentracji Rosjan. Wtedy Ukraina przesadnie czasem podgrzewała histerię, że za chwilę wybuchnie wojna. Atmosferę zagrożenia budowała również rosyjska propaganda.

Putin rozmawiał z Merkel. Chce, by UE naradzała się z Łukaszenką w sprawie migrantów

Dziś jest trochę inaczej, co paradoksalnie może świadczyć o tym, że zagrożenie jest dużo poważniejsze. Przed działaniami agresywnymi wobec Ukrainy alarmują przecieki ze źródeł w Pentagonie w amerykańskich mediach (agencja Bloomberg). Wczoraj Rosjan w OBWE ostrzegali amerykańscy dyplomaci. Miały paść słowa wzywające do zaniechania koncentracji wojsk na terytorium Ukrainy. Mogą one świadczyć o tym, że rosyjskie siły zbrojne wzmacniają się w tzw. separatystycznym Donbasie i na Krymie. Moskwa naciska na Kijów nie tylko militarnie, budując zagrożenie agresją. Równocześnie rośnie zagrożenie blokadą dostaw energii elektrycznej na Ukrainę (z Białorusi), węgla dla elektrociepłowni, a potencjalnie również gazu z Rosji. Moskwa przystąpiła do budowania presji w wielu obszarach i rozgrywania równocześnie karty białoruskiej i ukraińskiej, próbując przełamać trwający od kilku lat stan zawieszania w kwestii Donbasu, ale i tzw. integracji z Białorusią.

Łukaszenka porównuje polskie wojsko do Gestapo. Chce odciąć gaz Europie

Na razie trwa faza eskalacji emocji. W kryzysie białoruskim Kreml powoli zaczyna osiągać swoje cele, bo kwestia rozmów z Łukaszenką już pojawia się w rozmowach dyplomatycznych. Na razie wprawdzie dość jednostronnie. Teraz kluczowa będzie solidarność UE i NATO. Oraz dalsze odcinanie Łukaszence możliwości sprowadzania nowych migrantów na Białoruś. I dalsze wywieranie presji na reżim z Mińska i jego rosyjskiego patrona za pomocą sankcji. To będzie wyjątkowo trudny czas, gdyż Kreml ma tendencję do eskalowania zagrożeń, kiedy nie osiąga swoich celów, oraz przeszarżowania. Na razie od desperackich szarży ma Łukaszenkę, ale Rosja również wkroczyła do gry, by dawkować mieszankę strachu i zapewnień, że potrafi zaprowadzić za wschodnią granicą UE porządek. Tego drugiego możemy być pewni, tyle że rosyjski porządek, oznacza nieustanny strach.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów