Dziennikarz Biełsatu uciekł z Białorusi, ale milicja wciąż chce z nim „rozmawiać”

Nasz korespondent z Brześcia Aleś Lauczuk od ponad trzech miesięcy nie przebywa w kraju. Dziś dowiedział się, że milicja znów wezwała go na komisariat.

Dziennikarz dowiedział się, że milicja poszukuje go, by przeprowadzić “rozmowę profilaktyczną”.

– Nie mam pojęcia, o czym mogą chcieć rozmawiać. Ale wiem, że po takim “rozmowach” ludzie trafiają na długie miesiące do aresztów. Od lipca nie było mnie na Białorusi i nie mogę zrozumieć, o co chodzi. Może ma jakieś stare wytyczne, w których jest napisane: w październiku zatrzymać Leuczyka – ironizuje nasz kolega.

Współpracownik Biełsatu Aleś Lauczuk w radiowozie. Dzień Wolności, 25 marca 2021 r. Brześć, Białoruś. Zdjęcie: Miłana Charytonawa

Równo rok temu korespondent Aleś Leuczyk i jego żona, operatorka Miłana Charytonawa zostali zatrzymani przez OMON w centrum Brześcia. Miłana spędziła trzy dni w areszcie, Ales trafił do szpitala. Milicja nie umiała wyjaśnić dziennikarzom powodu zatrzymania.

Przez ostatni rok milicja trzykrotnie zatrzymywała małżeństwo dziennikarzy i odbierała im sprzęt elektroniczny. W lipcu rodziną zainteresował się Główny Wydział do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją (HUBAZiK) MSW (obecnie, na równi z KGB, główne narzędzie represji w kraju). Mieszkanie Alesia i Miłany zostało przeszukane w ramach sprawy karnej.

Dziennikarze postanowili nie czekać na aresztowanie i wyjechali z kraju. Gdyby tego nie zrobili, byliby teraz prawdopodobnie oskarżonymi w “sprawie korowodu” – pokojowego, tanecznego protestu w Brześciu.

„Sprawa korowodu”: przed sądem stanie dziewiąta grupa oskarżonych

as,pj/belsat.eu

Wiadomości