„Z miłości do Białorusi”. Daria Czulcowa świadomie wybrała dziennikarską karierę

We wtorek w sądzie w Mińsku na ławie oskarżonych razem Kaciaryną Andrejewą ponownie zasiądzie 24-letnia Daria Czulcowa. Bliscy Daszy opowiadają o jej determinacji na ścieżce kariery dziennikarskiej.

Dasza z grupą dziennikarzy. Zdj. archiwum prywatne

Daria Czulcowa urodziła się i wychowała w Szkłowie. Ten region na wschodzie Białorusi jest zresztą małą ojczyzną również Alaksandra Łukaszenki.

Po trzech miesiącach za kratami. Dziennikarki Biełsatu stanęły przed sądem NA ŻYWO

Jak mówi jej matka Natalla Cerabilenka, Daria jest osobą bardzo zdeterminowaną, od dzieciństwa pochłoniętą pasjami:

– Daria jako dziecko uwielbiała rysować, chodziła nawet do szkoły plastycznej. Rysowanie przenosiło ją do innego świata. Później zażyczyła sobie, by kupić jej gitarę i zaczęła uczyć się na niej grać. Ale przede wszystkim Dasza uwielbiała pisać. Zawsze miała ze sobą jakiś zeszyt czy notatnik i pisała, pisała i pisała – wspomina Natalla.

Natalla nie spodziewała się, dokąd zaprowadzą Daszę jej pisarskie zainteresowania. Kiedy córka po raz pierwszy otwarcie powiedziała, że chce zostać dziennikarką, rodzina potraktowała to jako żart. W ostatniej klasie Dasza wielokrotnie mówiła o swoich planach związanych z dziennikarstwem. Wtedy jej bliscy zaczęli naprawdę się martwić. Bycie niezależnym dziennikarzem na Białorusi to wielkie ryzyko. Zniechęcali Daszę nawet podczas procesu rekrutacji na uniwersytet. Ale to jej nie powstrzymało.

Matka Daszy z aresztowaną córką może porozumiewać się tylko listownie. Zdj. archiwum prywatne

– Wydaje się, że mnie słucha, ale i tak robi wszystko po swojemu. Przekonanie jej do czegokolwiek jest bardzo trudne. Uważa, że nikt nie może jej mówić, co ma robić. Dasza jest naprawdę bardzo zdeterminowana w dążeniu do celu. Teraz często słyszę, że wychowałam niesamowitą córkę, ludzie piszą mi o tym – opowiada Natalla.

Przyjaciółka Daszy z dzieciństwa Miłana Minczukowa wspomina, że Dasza zawsze była ciekawa wszystkiego, co ją otaczało.

– Można powiedzieć, że Dasza jest odkrywcą. Łączy w sobie takie cechy jak spokój i spostrzegawczość, a jednocześnie ciekawość w najróżniejszych sferach życia. Od zawsze uwielbiała słuchać, czytać i rysować. I nadszedł moment, kiedy te predyspozycje zadecydowały o wyborze jej zawodu – mówi Miłana.

Zdjęcie Daszy z czasów, gdy kończyła szkołę. Zdj. archiwum prywatne

Podczas składania dokumentów na Mohylewski Uniwersytet Państwowy Dasza powiedziała mamie: „Jeśli nie dziennikarstwo, to w ogóle nigdzie nie pójdę”. I tak rozpoczęła studia dziennikarskie.Dasza i jej koledzy z uniwersytetu pracowali nad własnym czasopismem. Już wtedy stanęła przed wyborem, gdzie i w jakiej roli widzi się jako dziennikarka. Aby podjąć decyzję potrzebowała czasu i praktyki .

– Razem z Daszą zaczęłyśmy kręcić materiały do projektu „Mohylew. Online”. To był naprawdę świetny czas, miałyśmy misję: pokazać problemy społeczne Mohylewa. I udało się. Wtedy zobaczyłam, że Dasza pała ogromnym zainteresowaniem i ma talent nie tylko jako dziennikarka, która pisze, ale także jako operatorka – mówi koleżanka Daszy ze studiów, Kryścina Barysawa.

Dasza i Kryścina. Zdj. archiwum prywatne

Dasza i Kryścina pokazywały w swoich materiałach różne problemy społeczne w Mohylewie. Często też przeprowadzały z mieszkańcami wywiady na aktualne tematy. I, oczywiście, poruszały kwestię polityki.

– Wszystko co robiłyśmy było szczere. Dasza była w stanie poświęcić pół dnia, albo nawet cały dzień – tyle, ile trzeba, żeby było idealnie. Jednocześnie współczuła ludziom i nalegała, aby pokazać wszystko dokładnie tak, jak jest naprawdę – wyjaśnia Kryścina.

W 2019 roku Dasza rozpoczęła współpracę z kanałem Biełsat. Jako dziennikarka pracowała w parze z operatorem Michasiem Arszynskim.

– Jeździliśmy do różnych miast obwodu mohylewskiego, kręciliśmy reportaże o problemach zwykłych ludzi. Pokazaliśmy, jak zmienia się życie człowieka, gdy styka się z biurokratycznym systemem – opowiada o swojej współpracy z Daszą Michaś Arszynski.

Michaś, jako doświadczony w tym zawodzie, nauczył Daszę, jak stać się wszechstronnym dziennikarzem. Co robić, by równie dobrze pisać teksty, co kręcić i montować wideo. Jak podkreśla, dziennikarka wykonywała swoje zdania redakcyjne świadomie i bez strachu, co świadczyło o jej profesjonalizmie.

Michaś i Dasza. Zdj. archiwum prywatne

Represje wobec Daszy za jej działalność dziennikarską zaczęły się jeszcze w Mohylewie. Sądy dwukrotnie ukarały Daszę grzywną za pracę bez akredytacji na rzecz zagranicznego medium (art. 22.9 cz. 2 Kodeksu Wykroczeń Białorusi). Ale to nie zniechęciło dziewczyny do pacy w mediach.

„Ludzie wiedzieli, że dziennikarze prowadzą relację z Placu Zmian”

Dasza pracowała w Mohylewie tylko podczas studiów. Po ukończeniu uniwersytetu we wrześniu 2020 roku przeprowadziła się do Mińska. To był gorący czas dla białoruskiej stolicy. Mińsk był wtedy widownią wielotysięcznych protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Daria zaczęła na nowo próbować swoich sił jako operatorka. Po przeprowadzce była wielokrotnie zatrzymywana za swoją działalność dziennikarską.

– Pod tym względem Dasza jest prawdziwą białoruską patriotką. Chodziła na te wszystkie protesty i tak również wyrażała swoją miłość do ojczyzny. Wiedziała, że dla dziennikarki wiąże się to z dużym ryzykiem, ale i tak szła. Dzień przed jej zatrzymaniem 15 listopada zapytałam ją, czy się nie boi. A Dasza powiedziała, że tylko ona i Kacia mogą pójść i wykonać tę pracę. Więc poszły – wspomina Kryścina.

Daria w mohylewskim ratuszu. Zdj. archiwum prywatne

Po raz ostatni dziennikarki wyszły do pracy 15 listopada, trzy dni po tragicznej śmierci opozycyjnego aktywisty Ramana Bandarenki, który umarł w szpitalu po pobiciu przez milicję. Opozycja zapowiedziała wielką akcję pamięci na podwórku przed jego blokiem, gdzie został brutalnie zatrzymany. Dasza i Kacia miały świadomość, że wszyscy dziennikarze są teraz na celowniku służb. A władze zrobią wszystko, by im przeszkodzić w relacjonowaniu wydarzenia. Dziennikarki nie przestraszyły się, a ich relację na żywo, która stała się przyczyną ich uwięzienia i procesu, oglądało prawie 75 tys. osób. Widzowie mogli dzięki nim obejrzeć brutalną akcję rozpędzania protestu przez OMON i moment niszczenia miejsca upamiętnienia Bandarenki.

– Wydaje im się, że mogą wszystko. Chcieli posadzić je za kraty i posadzili. A że nie było za co, to sfabrykowali sprawę. Kacia i Dasza siedzą za nic, są niewinne, po prostu wykonywały swoją pracę. Nie werbowały tam ludzi, nie namawiały do niczego – tłumaczy mama Daszy.

Dziennikarki, które relacjonowały protest z 13. piętra pobliskiego bloku, oskarżono o kierowanie zamieszkami i sparaliżowanie komunikacji miejskiej.

Daria podczas pracy w terenie. Zdj. archiwum prywatne

Natalla uważa, że proces jej córki jest pokazowy i ma na celu zastraszenie innych dziennikarzy, by nie relacjonowali obecnych wydarzeń, nie chodzili na protesty.

Daria i Kaciaryna. Najważniejsze informacje o uwięzionych dziennikarkach Biełsatu i ich prześladowaniu

– Czy pomyśleli o tych młodych ludziach? Zniszczyli życie już tak wielu. Człowiek się dla nich nie liczy, o jednego więcej, czy o jednego mniej. Im wszystko jedno – mówi Natalia.

W ubiegły wtorek sąd odroczył kolejną rozprawę o tydzień. Mimo absurdalności zarzutów może zapaść wyrok skazujący. Dziewczynom grozi nawet do 3 lat więzienia. W areszcie spędziły już ponad 90 dni.

Wolha Wasiliewa/ belsat.eu

Oprócz dwóch dziennikarek Biełsatu, które już stanęły przed sądem, jeszcze trzech naszych współpracowników jest podejrzanych w sprawie karnej. W ub. roku dziennikarze naszej telewizji byli zatrzymywani 162 razy, a zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego sześcioro dwukrotnie, a jednego trzykrotnie. Łącznie daje to 34 areszty administracyjne. Za kratami nasi koledzy spędzili 392 dni. Siedmioro spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa. Tylu też w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji. Również w 2020 r. dziennikarze Biełsatu zapłacili grzywny o równowartości 26 353,44 USD.

Wiadomości