Rosyjski analityk wojskowy: W razie konfliktu na granicy Łukaszenka będzie musiał wołać Rosję na pomoc”

Według Pawła Felgenhauera, komentatora Nowej Gaziety sytuacja może wymknąć się spod kontroli, bo nie spełnił się scenariusz Łukaszenki, że UE usiądzie z nim do stołu rozmów i w zamian za zatrzymanie migrantów wycofa się z sankcji.

Rosyjski ekspert zwraca uwagę, że NATO jest zobowiązane artykułem 4. Traktatu Północnoatlantyckiego, a Rosję i Białoruś również łączą traktaty. Jeśli konflikt będzie się zaostrzał, może rozpocząć się koncentracja wojsk z obu stron – ocenia Felgenhauer.

– Sytuacja jest rzeczywiście niebezpieczna. Rosja na razie nie zamierza przesuwać sił, ale może to uczynić w szybkim tempie, jeśli będzie to potrzebne. Samo w sobie ściąganie wojsk z jednej i z drugiej strony jest niebezpieczne. Do tej pory na granicy polsko-białoruskiej nie było konfrontacji – powiedział komentator.

Zdaniem Felgenhauera Łukaszenka chce postąpić wobec UE podobnie, jak niegdyś prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan: „uzyskać ustępstwa pod groźbą fali uchodźców”. Dla Łukaszenki – dodaje ekspert – „jest to kluczowe, ponieważ jego reżim teraz się chwieje. Model gospodarczy, który budował, balansując między Moskwą i Zachodem, zawalił się z powodu sankcji zachodnich”. Tak więc, teraz „wysyła on sygnały: zadzwońcie do mnie, dogadamy się, nie będzie więcej żadnych uchodźców. Uznajcie mnie za prezydenta i cofnijcie sankcje”.

Makiej chce poufnych rozmów w sprawie kryzysu na granicy. Ławrow odrzuca winę Białorusi i Rosji

Jednak UE – zauważa Felgenhauer – „nie zamierza tego robić”. Łukaszenka „także nie zamierza się wycofywać i mówi o prowokacjach. To znaczy, że może dojść do niewielkich starć, co może doprowadzić do eskalacji” – ostrzega komentator niezależnej Nowej Gaziety.

Jak ocenia, „Rosja na razie trzyma się z boku, bo pasuje jej każdy rezultat: jeśli Łukaszenka jeszcze bardziej pokłóci z UE i nastąpią jeszcze gorsze sankcje, to będzie miał tylko jedno wyjście – zostać wasalem Rosji”. Jeśli zaś Unia Europejska ustąpi, to – zdaniem Felgenhauera – Moskwa „nie będzie musiała dawać Łukaszence tyle pieniędzy”.

Ekspert zwraca uwagę, że Białoruś ma niewielkie stałe siły zbrojne – około 16 tysięcy ludzi. Jego zdaniem Łukaszenka nie przeznaczał nigdy wiele na budżet wojskowy, bo „nie uważał, że jest to potrzebne, a wszystkie pieniądze wydawał na KGB i milicję, które utrzymywały go u władzy”. Z kolei w Rosji, jak mówi Felgenhauer, „jest teraz ogromna stała armia – tak wielkiej nie było od czasów Mikołaja I” i jest ona „jest gotowa do walki w każdym momencie bez mobilizacji”.

Tak więc, „w przypadku jakiegokolwiek konfliktu Łukaszenka będzie musiał wołać Rosję na pomoc, to znaczy, nasze siły będą wprowadzane na Białoruś w przyspieszonym trybie” – prognozuje komentator.

Rosja wkracza do gry w polsko-białoruskim kryzysie granicznym

Ocenia, że Rosja, która popiera teraz Łukaszenkę, nie będzie „dawać się wciągnąć w wojnę z powodu jego sztuczek, ale również go „nie odda”.

– Łukaszenka, poszukując rozwiązania swoich własnych problemów, w zasadzie może wywołać wojnę ogólnoeuropejską – ostrzega Felgenhauer.

Przypomina o przypadkach znanych z historii, gdy np. I wojna światowa „zaczęła się od drobiazgu”.

jb/ belsat.eu wg PAP

Wiadomości